Zapisz się na newsletter, otrzymuj informacje o nowych wpisach i odbierz szkolenie!

wtorek, 28 sierpnia 2012

The Big Thing: System

Celem każdego z zaczynających grę na giełdzie jest odniesienie sukcesu. W większości przypadków jest on rozumiany, jako zarobienie dużej ilości pieniędzy. Te z kolei wpływają na nasze konto przez dłuższy czas tylko wtedy, gdy mamy SYSTEM. To właśnie zbiór ścisłych reguł postępowania, posiadający obiektywną przewagę nad rynkiem, a także stosowany konsekwentnie, jest w stanie zapewnić dwucyfrową roczną stopę zwrotu. A o to niełatwo, oj nie...

Postanowiłem poświęcić cykl wpisów na opracowanie takiego właśnie systemu z wykorzystaniem opcji. Nie będzie to model kompletny, gdyż nie będzie zawierał konkretnych parametrów dla dokonywanych transakcji. Postaram się jednak omówić rdzeń tego systemu, a następnie różne elementy, które trzeba by było samodzielnie dopracować, aby dopasować to narzędzie do naszych preferencji.

Czy to może działać? Szczerze powiem, że nie wiem :) Systemy oparte o opcje bardzo trudno jest przetestować na danych historycznych, gdyż wymagana jest do tego olbrzymia ilość danych. Wprowadzenie do systemu parametru wyboru strike'a opcji wymaga, aby załadować cały arkusz wraz z cenami transakcyjnymi, co wydaje się być poza zasięgiem indywidualnego inwestora.

Po co więc pisać o systemie, który nie został przetestowany i którego weryfikacja jest bardzo utrudniona? Chociażby dlatego, że sam system, a przynajmniej jego założenie bazowe, został sprawdzony przez wielu inwestorów w praktyce i ciągle jest stosowany. My oprzemy się na podobnej koncepcji, tyle że z dostosowaniem jej do warunków panujących na GPW. 

System oparty jest o założenia, które powinny zapewnić mu skuteczność. Są to zarówno czyste obserwacje rynkowe, korelacje, analizy ilościowe, a także zdrowy rozsądek. Łącząc to wszystko otrzymujemy bazę, którą można starać się testować pod kątem niezawodności i zyskowności. Dodając do tego zasady zarządzania ryzykiem, a także pakiet możliwych do wykorzystania modyfikacji, można stworzyć coś, co pozwoli nam osiągnąć założony cel.

W kolejnych wpisach dotyczących tej strategii będę omawiał założenia bazowe, sytuacje w których system będzie zarabiał, potencjalne ryzyka, sposoby ochrony kapitału oraz sugerowane modyfikacje, które można samodzielnie wprowadzić.

Czy może ktoś już wie, co będzie rdzeniem systemu? Przypomnę, że stosujemy opcje oraz że "jest to grane na świecie", głównie chyba w USA.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Oscylator stochastyczny

Myślę, że oscylator stochastyczny jest całkiem interesującym narzędziem, więc postanowiłem podesłać Wam trochę informacji na jego temat. W najbliższej przyszłości postaram się nagrać małe wideo na temat tego właśnie wskaźnika, żeby pokazać, jak staram się go używać. Miłego oglądania :)





czwartek, 23 sierpnia 2012

Amber Gold - miarka się przebrała

Należę do ludzi o spokojnym usposobieniu. Ale kiedy wziąłem do ręki dzisiejszą Politykę i przeczytałem pierwszy artykuł na temat, a jakże, Amber Gold, stwierdziłem, że miarka się przebrała. Odpaliłem więc laptopa, mimo że miałem już kończyć dzień dobrze zasłużoną dawką snu, i postanowiłem napisać dwa słowa.

Temat Amber Gold znamy wszyscy. W swoich opiniach komentatorzy i osoby z życia publicznego dzielą się na kilka grup. Pierwsza z nich twierdzi, że zawiodło państwo, bo źle sprawowało nadzór. Druga, że zawiedli sami oszczędzający, bo poszli na łatwiznę i liczyli na 15% bez ryzyka. Spotkałem się też niedawno z wielce ciekawą opinią, że skoro "pokrzywdzeni" przez Amber Gold ulokowali tam po kilkanaście tysięcy to wcale oni nie są tacy biedni. 

Za każdym razem, gdy słyszę różne argumenty uzasadniające obarczenie kogoś winą za zaistniałą sytuację, coraz bardziej się wściekam. Bo czy państwo jest od tego, żeby ostrzegać ludzi przed instytucjami w rodzaju Amber Gold? Może KNF powinno wykupić kampanię reklamową w najlepszym czasie antenowym, żeby lista ostrzeżeń publicznych dotarła do każdego, kto ma choć trochę więcej niż kilka tysięcy? 

Z drugiej strony, czy ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia na temat ekonomii może wiedzieć, czym różni się lokata od kontraktu lokacyjnego? Czy wyborca, który głosuje na partię ABC dlatego, że jej przedstawiciele obiecują podniesienie emerytur o 100%, będzie wiedział, że oszczędności całego życia nie wkłada się do jednego, jak się okazuje mocno dziurawego, koszyka?

Wreszcie na koniec nie chciał bym być nazywany krezusem, gdy dorobek całego życia będzie stanowiło kilkanaście tysięcy złotych. A okazuje się, że jak 60-latek ma więcej niż na kromkę chleba to już wcale biedny nie jest.

Zawiedli ludzie, ale głównie zawiodło państwo. Tyle, że nie na przestrzeni ostatnich kilku lat, kiedy to funkcjonowała ta głośna ostatnio piramida finansowa. Zawiodło znacznie wcześniej, gdy układano programy nauczania do szkół publicznych.

Spory o polską edukację są rozmaite. O religię. O wynagrodzenia nauczycieli. Nawet o lekcje historii i mundurki. Ostatnie tygodnie pokazują, że mury szkół opuszczają może i patrioci (choć tu pewności nie mam), ale przede wszystkim finansowi idioci. Absolwenci liceów, czyli praktycznie ostatniego etapu, gdzie można próbować coś komuś wpoić niezależnie od jego woli, nie wiedzą, czym jest ROR. Znają słownikową definicję inflacji, ale nie widzą jej wpływu na codzienne życie. Może i wiedzą kim jest Balcerowicz, ale ciągle uważają, że pożyczka "chwilówka" na nowe kino domowe to wspaniała sprawa.

Spieramy się więc dalej, czy Mieszko I jest ważniejszy w programie nauczania od Gomułki. Czy powinno się więcej uczyć o działaniu leków immunosupresyjnych, czy też o zachowaniu cząstki wpuszczonej pole z siłami o danym wektorze. Czy ważniejsze są perypetie miłosne w Lalce, czy w Chłopach.

Wszystko to są sprawy ważne. W końcu niektórzy zostaną lekarzami, chemikami, pisarzami, czy też historykami. Niektórzy. A w systemie finansowym funkcjonował będzie każdy. Każdy jeden absolwent, zdolny, czy nie, mądry, czy nie, będzie musiał podejmować liczne decyzje związane ze swoim stanem posiadania. Czy to jako konsument, klient, kredytobiorca, pracownik, a niektórzy nawet jako przedsiębiorcy lub inwestorzy. Każdy powinien wiedzieć, że lokata na 2% to g***o, a nie lokata, przy inflacji na poziomie 4% i ofertach konkurencyjnych banków dających 5%. Każdy powinien wiedzieć, że kredyt w walucie to w istocie spekulacja, częstokroć na kilkaset tysięcy złotych. Że lokata dająca 9% powiązana jest najczęściej z planem oszczędzania, który oddaje w prowizjach więcej niż przynosi w odsetkach od depozytu.

A później zaczyna się. Minister ratuje spółki przed krwiożerczym sektorem finansowym, który biednych prezesów naciągnął na opcje walutowe (bo przecież nie mogli przypuszczać, że ceny walut mogą zmienić trend - chyba nawet któryś sąd tak uznał). Rząd mówi trzeba dokopać bankom, bo na masową skalę wcisnęły ludowi kredyty we franku, który miał być bezpieczny, a okazał się zdradliwy. Że KNF nie wysłał każdemu ulotki z ostrzeżeniem przed Amber Gold. 

Aleksander Kwaśniewski wysłał 15 lat temu obywatelom nową konstytucję. Pokazał, że można, więc KNF powinna teraz odpowiedzieć za złe pełnienie funkcji ochrony "biednych ludzi".

Jeśli będziemy szli tą drogą, może się okazać, że trzeba będzie pisać na czajnikach ostrzeżenia, że świeżo zagotowana woda jest gorąca i można się oparzyć. Że jazda rowerem grozi śmiercią lub kalectwem. Może masowe zatrucia szamponem do włosów o zapachu czekolady skłonią rząd do rozpoczęcia kampanii przeciwko firmom kosmetycznym, które dybią na zdrowie i życie "prostych obywateli".

Szlag mnie trafia, jak patrzę na to wszystko. Najpierw zaniedbujemy elementarne sprawy, a później organizujemy szeroko zakrojone akcje przeciwko wyimaginowanemu wrogowi. Może jestem skrzywiony, bo jestem blogerem piszącym za darmo i starającym się puszczać w obieg może nie głównie wiedzę (choć tę również), ale własne opinie i techniki inwestycyjne. Może moim problemem jest to, że nikt mnie w szkole nie nauczył podstaw finansów osobistych i znaczenie tej tematyki musiałem poznać sam, kupując na szczycie w 2007 roku jednostki TFI, które szczęśliwie bardzo szybko sprzedałem.

Z drugiej strony, spotykam się z opiniami, że edukacja finansowa obywateli nie leży w interesie władz. Stają się wtedy mniej podatni na wyborczą demagogię i trudniej jest robić różnego typu szwindle i siać populizm. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, więc wątek ten pozostawię bez rozwinięcia.

Nieczęsto zdarza mi się odchodzić od tematyki inwestycyjnej, lecz w tym momencie nie wytrzymałem i uznałem, że trzeba zabrać głos. Przede wszystkim, jako członek społeczności blogerskiej, która stara się nieść ten kaganiec oświaty. Skoro czytacie mojego bloga (co bardzo cenię), to znaczy że jesteście już o wiele dalej niż ci ludkowie, którzy powierzyli swoje środki spółce Amber Gold. To też do Was należy działanie, aby świadomość finansowa wzrastała. Sam bym się chętnie zaangażował się w działalność finansowo-edukacyjną "w realu", ale mój kalendarz może wtedy zupełnie odmówić posłuszeństwa. Niemniej nie wykluczam, że w niedalekiej przyszłości coś się w tym temacie zacznie dziać.

Namawiam i Was, abyście w miarę sił i środków starali się uczyć ludzi myślenia o finansach. Inaczej, pozostanie nam tylko śpiewanie z Kazikiem:



sobota, 18 sierpnia 2012

Kindle - gadżet który się opłaca

Dziś wpis troszeczkę mniej związany z samą giełdą, a bardziej z edukacją, którą każdy inwestor odbywa. Jakiś czas temu zdecydowałem się na zakup czytnika do ebooków - Kindle Classic. Oczywiście stało za tym uzasadnienie ekonomiczne, ale dopiero teraz, z perspektywy kilku tygodni korzystania, jestem w stanie ocenić, jak dobra była to decyzja.

Wybór czytnika

Mój wybór padł na produkty Kindle, gdyż z jednej strony jest to już sprawdzony i bardzo popularny czytnik. Jeszcze chyba ważniejszy była fakt, że jest to produkt Amazona, a księgarnia ta jest zdecydowanie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o moje zakupy profesjonalnej giełdowej literatury. Ma szeroki wybór pozycji w zakresie książek elektronicznych, a ich transfer do czytnika to zaledwie kilka kliknięć.

Drugą decyzją jest wybór typu czytnika. Czy wersje bardziej rozbudowane, czy też najbardziej podstawowa. Tutaj trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, do czego ma on nam służyć. Czy tylko do czytania książek, czy też do szeroko pojętych zastosowań multimedialnych. Jako że posiadam netbooka i smartfona, dostęp do internetu mam bezproblemowy za pośrednictwem tych urządzeń, a więc wybrałem wersję najbardziej podstawową. Kindle Classic w wersji z reklamami (które są zupełnie nieuciążliwe) kosztował mnie ok. 450 zł.

Zalety posiadania czytnika

Przede wszystkim wskazać tu należy na dostęp do tanich książek. Przez pojęcie "tanich" rozumiem zarówno niższe ceny książek, jak i możliwość zrezygnowania z ponoszenia kosztów dostawy.

Książki w wersji elektronicznej są zazwyczaj tańsze niż papierowe. Wynika to z faktu, że wydawca nie ponosi kosztów druku i dystrybucji. W ten sposób kupiłem ostatnio książkę fantasy tuż po premierze za cenę 24 zł, podczas gdy wersja papierowa kosztuje 34 zł. Dodatkowo odpada koszt dostawy (jeśli ktoś nie ma możliwości podjechania do np. Empiku) oraz istotny jest fakt, że ebook jest gotowy do pobrania praktycznie od razu. Koszty byłyby jeszcze niższe, gdyby VAT na ebooki klasyfikowany był jako książki (5%), a nie jako podatek od usług świadczonych przez Internet (23%).

Szczególnie istotne jest tutaj połączenie Kindle'a ze sklepem Amazon. Jeśli dla kogoś nie jest problemem czytanie w języku angielskim, może kupić pierwsze cztery części Pieśni lodu i ognia za ok. 120 zł na Amazon (po przewalutowaniu), natomiast wersja polskojęzyczna i papierowa kosztuje na Allegro ok. 170 zł.

Jesteśmy jednak na blogu giełdowym, a więc powiem więcej o literaturze inwestycyjnej. Dotychczas kupowanie na Amazon wiązało się z ponoszeniem często niemałych kosztów wysyłki. Niestety polska wersja serwisu jeszcze nie ruszyła (mimo licznych zapowiedzi), a więc skazani byliśmy na przesyłki zagraniczne, czy to z USA, czy z UK. W przypadku ebooków, odpada zarówno koszt, jak i czas dostawy.

Ciekawą sprawą jest też udostępnianie niektórych książek za darmo. Instytucja tzw. limited-time offers pozwoliła mi pobrać za darmo zestaw trzech książek nt. opcji giełdowych, podczas gdy teraz kosztuje on 59 dolarów, czyli prawie 200 zł.

Kolejna zaleta to czasopisma elektroniczne. Czytuję co tydzień Politykę, a kupno jej w kiosku oznaczało wydatek rzędu 20-25 zł miesięcznie (4-5 numerów). Obecnie dostaję ją online z Amazona (wystarczy połączyć się z wi-fi i zaktualizować pozycje) w cenie 4 dolarów miesięcznie, co obniża miesięczne koszty tej gazety do ok. 14 zł.

Niższe koszty i dostęp do szerokiej gamy pozycji, zwłaszcza inwestycyjnych na Amazon, to chyba główny argument przemawiający za nabyciem takiego czytnika.

Wymiar niematerialny

Dla niektórych czytelników istotny może być fakt ochrony środowiska. W końcu zadrukowuje się mniej papieru, wycina mniej lasu i spala mniej ropy wożąc te książki po sklepach.

Ale wymiar niematerialny to też sam fakt, że ograniczamy nasze korzystanie z książek tradycyjnych (bo przecież nie całkiem rezygnujemy). Dla niektórych ważny jest szelest kartek, zapach farby drukarskiej nowej książki oraz fakt, że "obcujemy z nią" tak, jak w chwili gdy zaczęliśmy pasjonować się czytaniem. W tej sytuacji każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest w stanie przestawić się na czytanie z czytnika, czy też woli pozostać przy tradycyjnej formie konsumowania literatury. Podpowiem, że do czytnika można "zapakować" kilka regałów książek :)

Podsumowanie

Kiedy zbierałem opinie znajomych przed kupnem Kindle'a, jedna z nich była chyba najbardziej interesująca: Jeśli się czyta książki to tak... Po kilku tygodniach korzystania mogę potwierdzić, że im więcej się czyta, tym bardziej warto jest kupić sobie czytnik ebooków. Jego koszty rekompensują się stosunkowo szybko (tańsze książki, brak kosztów wysyłki), a zyskujemy w ten sposób błyskawiczny dostęp do olbrzymiego zasobu, jakim jest Amazon.com. Oczywiście do tego ostatniego niezbędnymi elementami są karta kredytowa i swoboda w czytaniu po angielsku, lecz również rodzimy rynek publikacji elektronicznych rozwija się coraz dynamiczniej, dając dostęp do coraz większego zasobu pozycji w wersji ebooków.

Ja sam za chwilę zamawiam na Amazon.com ebooka Hedge Fund Market Wizards, Jacka Schwagera, który co prawda kosztuje tyle samo, co w wersji papierowej, ale dzięki temu oszczędzam 12 USD na kosztach dostawy. Koszt czytnika zwróci mi się za ok. 3 miesiące :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Cała Polska kupuje obligacje Ganta

Najpierw dostałem maila za pośrednictwem serwisu Stockwatch.pl. Gant emituje nowe obligacje, fantastyczna oferta, kupujcie inwestorzy. Lampeczka się zaświeciła, gdyż wcześniej od tego serwisu podobnych maili nie otrzymywałem. Później, jadąc samochodem, usłyszałem w radiu reklamę tychże obligacji. Że fantastyczna spółka, oddaje tysiące mieszkań i ogólnie narodowy czempion deweloperski. I wtedy postanowiłem sprawdzić, dlaczego nagle spółka, której obligacje jeszcze całkiem niedawno były jednym z najpopularniejszych papierów na Catalyst, musi prowadzić wielką akcję promocyjną, żeby znaleźć nabywców na swoje papiery.

Nie jestem specjalistą od analizy finansowej, więc nie zagłębiałem się w raporty finansowe Ganta. Spojrzałem za to na dotychczas już uplasowane emisje. Okazało się, że we wrześniu spółka będzie musiała wykupić obligacje o wartości 10 milionów złotych. Obecna emisja wydaje się więc niczym innym niż rolowaniem zadłużenia. A skoro zamiast spłacać zobowiązania, spółka je roluje i powiększa, jest to już dla mnie sygnał ostrzegawczy.

Korzystając z faktu, że Gant notowany jest na GPW, postanowiłem sprawdzić, co rynek sądzi o akcjach tej spółki. Prezentowany wykres mówi chyba wszystko:
W ciągu ostatniego roku, cena akcji spadła o 80%. Dla mnie, jako technika, nie jest to dobry prognostyk. Powiem więcej, wygląda to fatalnie.

Ale może to tylko ogólna kondycja sektora, może tak wygląda dziś rynek deweloperski? Rzućmy więc okiem na porównanie wykresu spółki oraz indeksu WIG Deweloperzy, do którego Gant należy:
Faktycznie, w branży nie dzieje się szczególnie dobrze, ale nasz Gant znów sprawuje się zdecydowanie gorzej. Ostatnie trzy lata dokładnie to pokazują.

Czy więc warto jest kupić nowe obligacje Ganta? Być może ktoś uzna że warto. Być może sytuacja spółki nie przedstawia się tak źle, może raporty finansowe są dobre. Tylko co z tego? Wykres mówi mi wszystko. 

A ku rozwadze podsyłam jeszcze porównanie wykresów Ganta oraz DSS. 
Jak widać, do pewnego czasu DSS zachowywał się nawet lepiej niż Gant. A później obligatariusze zderzyli się z rzeczywistością...

Kontynuację tego tekstu znajdziesz tutaj.

środa, 8 sierpnia 2012

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

środa, 1 sierpnia 2012

Spółki ciekawe technicznie - sierpień 2012

Nadszedł czas na drugie zestawienie spółek w długoterminowo dobrej sytuacji technicznej. Niektóre wyszły na nieco krótszy termin, inne znajdują się w wieloletnich trendach wzrostowych. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie. Zajrzyjcie też do poprzedniego zestawienia oraz do kryteriów, w oparciu o które dobieram spółki.

Ogólny obraz rynku

Sytuacja się niestety nie zmieniła. Ciągle wiele spółek znajduje się w długoterminowych trendach spadkowych, których nic nie chce zakłócić. Wszelkie odbicia są na tyle krótkotrwałe, że ciężko jest dostrzec jakieś bardziej optymistyczne sygnały. Brak charakterystycznych formacji oRGR, jak również dołków w kształcie formacji V. Mimo wszystko, udało się wybrać kilka spółek, na które warto jest rzucić okiem.

Apator
Spółka od roku w dynamicznym trendzie wzrostowym. Ruch jest silny i trudno by było ustawić tutaj ciasnego stopa opartego na analizie technicznej, trzeba raczej opierać się na naszych preferencjach co do ryzyka. Inwestycja na podtrzymanie tego trendu, gdyż korekta może być bardzo dotkliwa. Akcji nie posiadam.

Emcinsmed 
Szansa na ładne, klasyczne odwrócenie. Spółka zrobiła coś na kształt oRGR, wybiła się górą, a teraz zalicza korektę. Wydaje się, że może to być dobry moment na złapanie rodzącego się trendu wzrostowego, gdyż przesłanki techniczne zostały spełnione. Akcji nie posiadam.

Eurocash
Spółka w długoterminowym trendzie wzrostowym. Obecnie zalicza niewielką korektę, co może być okazją do kupna akcji. Z racji, że jest to korekta, możliwe jest ustawienie w miarę ciasnego stop lossa. Oczywiście może się okazać, że to nie korekta i cena spadnie znacznie bardziej, ale z tym ryzykiem zawsze musimy się liczyć. Akcji nie posiadam.

Krezus
Ponad 20% korekty to dużo, ale wygląda na to, że są szanse na kontynuację wzrostów. Pytanie, czy teraz nie przebijemy dołka i nie cena nie poleci w dół. W każdym razie po zwiększeniu skali czasowej okazuje się, że ostatnie spadki nie wyglądają już tak strasznie. Akcji nie posiadam.

Integerpl
Trend wzrostowy, obecnie w fazie korekty. Dodatkowo nieco niżej mamy dość wyraźne wsparcie, które może zatrzymać rynek i dać okazję do taniego kupienia tej spółki. Korekta daje niskie ryzyko. Akcji nie posiadam.

Forte
Tu też mamy do czynienia z rocznym kanałem wzrostowym. Zagranie pod utrzymanie się tempa wzrostów. Wyjście dołem może być dynamiczne, gdyż pewnie wielu inwestorów gra pod taki scenariusz i sprzeda, jak zacznie się dziać coś niedobrego. Nie sprzyja nieduża płynność. Akcji nie posiadam.

Wawel
Słodka spółka w wieloletnim trendzie wzrostowym. Od ostatniego zestawienia podbiła maksima, więc kupowanie teraz oznacza liczenie się z korektą tego ruchu. Niemniej cały czas do obserwacji, zwłaszcza że płaci dywidendę, choć nie jest ona wielka. Akcji nie posiadam.

Zamet
Spółka nie ma wymaganej długości wykresu, gdyż debiutowała niecały rok temu, lecz poza tym spełnia kryteria, które przed nią postawiłem. Ruch wzrostowy, obecnie jak się wydaje w fazie korekty. Wygląda to całkiem przyjemnie, choć płynność nie rozpieszcza. Można szukać jakiegoś wejścia na przebiciu linii korekty. Akcji nie posiadam.

Zetkama
Chyba lider dzisiejszego zestawienia. Bardzo przyjemny trend wzrostowy, niewielkie korekty i ciągle podnoszone maksima. Łatwo ustawić stop lossa, łatwo dostrzec, gdy wydarzy się coś złego. Akcji nie posiadam.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails