Zapisz się na newsletter, otrzymuj informacje o nowych wpisach i odbierz szkolenie!

poniedziałek, 28 marca 2011

Dobry punkt do podjęcia działań

Wig20 znajduje się właśnie na silnym technicznym oporze. Jak to zwykle bywa w takich momentach, pojawiają się zwolennicy różnych scenariuszy rozwoju zdarzeń.

Jedni twierdzą, że tym razem to już będzie wybycie, gdyż mieliśmy w piątek najwyższe zamknięcie od kilku lat etc. Dodatkowo w połowie marca ukształtował się dołek wyższy od poprzedniego, co oznacza, że niedźwiedzie nie mają siły i trzeba zajmować długie pozycje, żeby załapać się na silny ruch w górę.

Osoby zainteresowane nieco krótszym horyzontem inwestycyjnym powiedzą, że opór jest bardzo silny, bo wielokrotnie testowany, więc nie ma przesłanek, żeby zajmować długie pozycje. Poza tym, gra na długo wymagała by ustawienia bardzo szerokiego stop lossa, co eksponuje nas na znaczne ryzyko. Wobec powyższego, lepiej jest założyć, że po raz kolejny zejdziemy w dół, a co za tym idzie zająć krótką pozycję, na której dodatkowo możliwe jest ustawienie ciasnego stop lossa.

Szczerze powiem, że bardzo lubię tego typu momenty. Jeszcze piękniej sytuacja wygląda na wykresie kontraktów terminowych. To właśnie w takich chwilach jesteśmy w stanie podjąć bardzo korzystne dla nas decyzje, przy stosunkowo niskim poziomie ryzyka. Lepszą okazją byłoby chyba tylko testowanie dolnego poziomu tej konsolidacji, gdyż ciągle jesteśmy w szeroko rozumianym trendzie wzrostowym, więc jednak obrona wsparcia jest bardziej prawdopodobna, niż obrona oporu. Ale nie narzekajmy, i tak jest pięknie.

Co w takiej sytuacji może zrobić swing trader? Z jednej strony może sprzedawać "w ciemno" licząc, że odpadniemy od oporu. Dzięki temu uzyskuje ciaśniejszy stop, ale przy braku potwierdzenia. Można też, i szczerze powiem, że jest mi to bliższe, zaczekać na ruch korekcyjny w dół i dopiero wtedy otwierać krótkie pozycje. Tak, ryzykujemy trochę więcej, ale z drugiej strony mamy większe potwierdzenie. 

Do niedawna patrzyłem na takie sytuacje jedynie przez pryzmat kontraktu terminowego ze zleceniem stop loss. Najprostsze do zrobienia, ryzyko zdefiniowane i po kłopocie. Uda się to dobrze, jak się nie uda to zawsze można będzie próbować raz jeszcze. Jednak ostatnie moje przygody z tematyką opcyjną sprawiają, że widzę całą masę nowych działań, które można podjąć w tej sytuacji. 

Z jednej strony możemy kupować lub sprzedawać pojedyncze opcje. W zależności od wyboru, nasze ryzyko może być nieograniczone lub też dokładnie zdefiniowane. Możemy oczywiście łączyć pojedynczą pozycję na opcji z kontraktem terminowym, dzięki czemu uzyskujemy zupełnie inny profil wypłaty. Bardzo ciekawym zagraniem jest kupno opcji put będącej OTM, czyli nie mającej obecnie żadnej wartości wewnętrznej. 

Opiszę to na przykładzie kupna put ze strikiem 2600. W chwili obecnej opcja ta kosztuje 265 zł i jest to nasze maksymalne ryzyko, które ponosimy w transakcji. Dla porównania dodam, że gdybyśmy chcieli zagrać na krótko na kontrakcie, mniej więcej taki stop byłby potrzebny. Tak więc mamy zagwarantowane, że nie stracimy więcej niż 265 zł. Co możemy zyskać? Po pierwsze, jeśli indeks zacznie spadać zgodnie z naszymi założeniami, możemy zarabiać na wzroście wartości opcji oraz na wzroście zmienności. Myślę, że nie będzie problemu ze sprzedaniem opcji z zyskiem, choć będzie to pewnie znów tylko wartość czasowa, gdyż wewnętrzną opcja uzyska dopiero poniżej poziomu 2600. Elementem działającym przeciwko nam jest czas, który ciągle osłabia wartość czasową opcji, co zmniejsza nieco opłacalność tej formy tradingu.

Ale przecież nie musimy obracać tylko jedną opcją. Jeśli rynek przesunie się w dół możemy np. sprzedać put 2700, który będzie wtedy znacznie droższy, co pozwoli nam zbudować strategię spreadu. A może sprzedać  put 2700, sprzedać call 2700 oraz kupić put 2800? Powstanie z tego motyl, którego przy odrobinie szczęścia można przenieść w całości powyżej punktu zero. Nie będę już wspominał o innych możliwościach modyfikacji, których jest wiele.

Można też pobawić się w wystawianie gołych opcji. Wtedy jesteśmy co prawda narażeni na nieograniczone ryzyko, ale z drugiej strony jeśli nasz scenariusz się sprawdzi i rynek utrzyma się w konsolidacji zarabiamy na spadku wartości czasowej opcji, który w połączeniu z ruchem rynku wygląda niekiedy bardzo spektakularnie. Oczywiście przekształcać można do woli.

Tak więc chciałbym Was zachęcić do podejmowania działań właśnie w takich momentach przesileń na rynku. Nie zawsze będziecie mieli rację, ale połączenie analizy technicznej z zaawansowanymi możliwościami oferowanymi przez opcje stanowi ogromny potencjał.

Ja na razie trzymam się założonej strategii opcyjnej, choć korci mnie, żeby zagrać coś jeszcze w ramach odbicia od oporu. Na razie jestem silny, a żeby mi się nie nudziło, kupiłem sobie trochę Bogdanki po 125.70, która znajduje się w trendzie wzrostowym, a niedawno przebiła podwójny opór oraz przetrzymała powrót do niego. Ryzykuję jakieś 4-5%, ale są nadzieje na zysk :)

niedziela, 27 marca 2011

Ukryty aspekt gry na giełdzie

Może tytuł sugeruje jakieś tajemne sprawy, ale chciałbym dziś napisać o czymś zupełnie odmiennym. Tak nudnym i tak mało twórczym, że bardzo rzadko pojawiającym się w różnego typu artykułach czy publikacjach internetowych. Mam na myśli dokumentowanie własnej gry na giełdzie oraz prowadzenie niezbędnych zapisków i statystyk.

Ilu z Was byłoby w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie o stopę zwrotu za ostatni miesiąc/rok/kwartał? Pobiliście indeks, czy własny benchmark? Jakie mieliście maksymalne obsunięcie na kapitale? Aby precyzyjnie określić te kwestie potrzebujemy danych, a te niestety trzeba zgromadzić.

Problem zbierania danych na temat własnej historii finansowej jest całkiem złożony. Mam trzy rachunki maklerskie, ale jedynie forexowy MetaTrader pozwala na wygenerowanie jednym klikiem historii rachunku ze wszystkimi parametrami podawanymi przy ocenie systemów inwestycyjnych. Jeśli łączy się to z klasycznym inwestowaniem na GPW, musimy już sami zbierać dane, gdyż trudno połączyć w jedno kilka portfeli.

Należy też dobrze przemyśleć sprawę ewentualnych dopłat i wypłat środków. Gdybyśmy zbierali surowe wartości, tego typu operacje mogą nam zaburzyć zupełnie stopy zwrotu. Dopłata 1000 zł do rachunku o wartości 10k sprawia, że stopa zwrotu podskakuje nam o 10%, mimo że mogliśmy w tym czasie nic nie zarobić. Ja dokonuję tu przeliczenia, czyli koryguję odpowiednio wszystkie poprzednie wartości. Prowadzi to z kolei do kolejnego zafałszowania, czyli odrywamy się od kwot, którymi obracaliśmy, a zatem nie jest możliwe policzenie realnego zysku w złotówkach. Kolejny problem do rozwiązania.

Poza tym, nie tylko rachunki maklerskie wchodzą w grę. Wielu inwestorów, w tym i ja, lokuje swoje środki za pomocą depozytów w bankach. Tak więc trzeba je również uwzględnić w portfelu, co pociąga za sobą wiele pomniejszych kwestii, jak na przykład decyzję, czy odsetki uwzględniamy na dany dzień (przy dziennej kapitalizacji), czy doliczamy je dopiero przy ostatnim zamknięciu lokaty.

Dość ważny jest sam sposób zbierania danych. Czy liczymy każdą transakcję, czy tylko okresowo weryfikujemy saldo portfela. Jest to o tyle ważne, że dane te mogą być już nie do odtworzenia w przyszłości, gdy wpadnie nam do głowy pomysł na wprowadzenie dodatkowej miary naszych inwestycji. Tytułem uwag praktycznych polecę zapisywanie wszystkiego w excelu, gdyż jest to chyba najlepsze narzędzie do obróbki tego typu danych. 

Nie będę wdawał się w szerokie dywagacje teoretyczne, lecz opiszę wszystko na moim przykładzie. Danymi, które zbieram najczęściej są salda mojego głównego rachunku maklerskiego. Traktuję go priorytetowo, gdyż mogę tam inwestować we wszystko, co jest dostępne na GPW. Tak więc co wieczór kopiuję wartość moich środków do arkusza, gdzie dane są zaopatrywane w datę i automatycznie wykresowane. Dzięki temu mam stały kontakt z krzywą środków na tym rachunku i wiem, jak mi się te inwestycje udają.

Kolejny etap to agregacja danych ze wszystkich rachunków maklerskich. Mam zwykły, IKE oraz forex, a każdy służy mi do czego innego. Elementem je łączącym jest fakt, iż jest to działalność inwestycyjna o podobnym charakterze i połączona takim samym typem ryzyka. Tak więc traktuję je łącznie, jako część portfela odpowiedzialną za wypracowanie premii za ryzyko. Dane zbieram raz w tygodniu, w piątek lub weekend, ale z datą piątkową. Jest to o tyle ważne, że jeśli kiedyś będę chciał te dane wrzucić do excela lub amibrokera, nie będę miał problemu z benchmarkowaniem, gdyż jak kiedyś sprawdziłem, dane tygodniowe w serwisie stooq.pl generowane są właśnie z datą piątkową. Jak widzicie jeden szczegół, a po jakimś czasie może sprawić sporo problemów.

Dane wrzucam do excela, sumuję kolumny, a następnie wykresuję rezultaty.

Kolejna sprawa to statystyka comiesięczna. Tutaj wrzucam już wszystkie środki, które traktuję jako część mojego inwestycyjnego portfela. Tak więc wszystkie rachunki maklerskie, lokaty, TFI oraz gotówkę. Jako ważne zastrzeżenie dodam, że nie wszystkie środki na głównym rachunku maklerskim traktuję jako część portfela inwestycyjnego. Może brzmi to paradoksalnie, ale tak właśnie jest. Mam tam np. środki rodziców, którzy będą ich potrzebowali dopiero za pół roku. Tak więc na razie swobodnie sobie nimi obracam, ale nie uwzględniam ich jako część własnego portfela. W zasadzie niewielka część tamtych środków jest traktowana w ten sposób. Zrobiłem to poprzez udziały, czyli podzieliłem wartość rachunku przez 1000, następnie kupiłem X jednostek, a do statystyk liczę po prostu wartość pakietu udziałów w stosunku do całego rachunku.

Ostatnią i największą statystyką, którą prowadzę jest kwartalne wyliczanie mojej "wartości netto". Jest to termin dość pojemny, ale ja traktuję to jak zbiór wszystkich moich środków finansowych oraz dóbr możliwych do szybkiego upłynnienia, pomniejszony o zobowiązania. Tak więc wrzucam tu srebro kolekcjonerskie oraz fundusz zapasowy, których to nie uwzględniałem w moim comiesięcznym zestawieniu. Dzięki temu jestem w stanie mniej więcej ocenić, czy mój poziom zamożności się zwiększa, czy też nie. I to właśnie dopiero w takim oddaleniu widać np. zakup dwóch laptopów, który w żaden sposób nie odbił się na portfelu inwestycyjnym, ale pomniejszył moją wartość netto o kilka tysięcy. Dodam jeszcze, że nie wliczam tu nieruchomości (których nie mam) ani ruchomości, których i tak się nie pozbędę. Tak więc sprawy typu wspomniane wyżej komputery, księgozbiór czy też meble, mimo iż przedstawiają pewną wartość, w żaden sposób nie podnoszą mojej wartości netto.

Sami więc widzicie, że o ile zestawienia dzienne czy tygodniowe to tylko skopiowanie kilku wartości, to statystyki miesięczne lub kwartalne są zdecydowanie poważniejsze. Trzeba się zalogować na wszystkie konta, pospisywać wartości, policzyć za ile można opchnąć to srebro etc. W tym ostatnim przypadku przyjąłem wartości nominalne tzn. monetę 20 zł liczę, jako 20 zł, mimo że jest niekiedy do sprzedania za kilkaset zł. Jest to zafałszowanie, ale nie będę sprawdzał co kwartał kilkudziesięciu cen na aukcjach internetowych, to już przesada.

A na koniec wrzucę wykres moich comiesięcznych statystyk, który prowadzę już od roku.
Niebiesko-zielone pole jest to wartość wpłaconych środków, a żółto czerwony klin na górze jest to wartość odsetek, czyli to, co mi ten kapitał zarobił. I powiem Wam szczerze, że nie ma przyjemniejszego zajęcia niż patrzenie, jak wykres ten rośnie, a źółty klin się rozszerza. Mam nadzieję, że kiedyś żółte pole będzie większe niż pole niebieskie.

Wykres ten oczywiście nie oddaje wszystkich moich środków, ale jedynie te "święte nie do ruszenia", czyli powiedzmy kapitał szykowany na emeryturę, za który na pewno nie kupię samochodu lub nie zaprzepaszczę w inny sposób. Poza tym, chciałbym podkreślić wagę systematycznego odkładania. Nie dlatego osiągnę w kwietniu pięciokrotność kwoty początkowej, że jestem świetnym inwestorem, ale dlatego, że każdego miesiąca część moich przychodów dorzucam na tę kupkę. A jak widzicie, grosz do grosza i będzie kokosza.

Tak więc udanych statystyk i rosnących wykresów wszystkim życzę :)

wtorek, 22 marca 2011

Upadłem na głowę

Jak pewnie wiecie moja poprzednia (i pierwsza w życiu) strategia opcyjna zrealizowała się z sukcesem szeleszczącym na ok. 400 zł. Skoro więc poprzednia seria opcji wygasła i zwolniła się kasa z depozytów, trzeba poszukać nowej okazji do zainwestowania środków.

Jeszcze kilka dni temu, podczas wymiany maili z jednym z czytelników bloga deklarowałem, że raczej nie będę podejmował gwałtownych ruchów, ale skupię się na budowaniu bezpiecznych strategii. Najpierw kupno opcji, dzięki czemu maksymalne ryzyko mam zdefiniowane do premii zapłaconej za opcję, a później ewentualnie budowanie z tego jakiegoś spreadu. 

Jednak 2-3 dni temu wpadłem na pomysł strategii, która byłaby mniej więcej adekwatna do obecnej sytuacji na rynku. I to właśnie słowo adekwatna jest tu najważniejsze, gdyż strategia ta nie jest ani super bezpieczna, ani super korzystna. Ponadto niesie za sobą ryzyko nieograniczonej straty, czyli jest taka możliwość, że rynek ruszając się w określony sposób może mnie nieźle sponiewierać. Niemniej stwierdziłem, że warto spróbować.

Jak widzimy na wykresie, indeks porusza się od jakiegoś czasu w stosunkowo wyraźnym ruchu bocznym czy też prostokącie. Dzięki temu mamy sposobność łapania wsparć i oporów, jak również można wykorzystywać całkiem sprawnie działający oscylator stochastyczny. Z drugiej jednak strony wiemy, że ruch boczny nie trwa wiecznie i kiedyś nastąpi wybicie. Co w takiej sytuacji zrobić? Jak zagrać?

Patrząc na powyższy układ wykresu postanowiłem przyjąć założenie, że jeszcze przez jakiś czas ceny będą się poruszały wewnątrz kanału, ewentualnie czasami testując jego ograniczenia. Jak długo? Oczywiście nie dłużej niż "ważność" obecnej serii opcji, czyli do 17 czerwca. Licząc od października, obecna konsolidacja trwa mniej więcej 6 miesięcy, więc zakładam, że potrwa jeszcze kolejne trzy.

Jest wiele strategii zakładających, że cena utrzyma się w zakresie, od niezabezpieczonych, jak short straddle i short strangle po zabezpieczone, jak iron butterfly czy iron condor. Ja postanowiłem zrobić coś pomiędzy nimi, czyli kondora z zabezpieczoną tylko jedną stroną, lub patrząc z drugiej strony - częściowo zabezpieczone strangle. Wystawiłem opcję put 2700, która stanowi lewą część body, wystawiona opcja call 2800 stanowi jego prawą część. Postanowiłem zabezpieczyć prawe ramię (wzrostowe) kupując opcję call 2900. Oto, jak to wygląda na obrazku względem instrumentu bazowego w dniu poprzedzającym wygasanie:
Niebieska kropkowana linia to profil wypłaty całej strategii, natomiast pojedyncze kolorowe oznaczają poszczególne opcje. Widzicie więc, że strategia przynosi największe zyski (około 1070 zł), jeśli w dniu wygasania wig20 znajdzie się w przedziale 2700-2800 pkt, czyli dokładnie tam, gdzie znajduje się obecnie. W miarę oddalania się od tego przedziału, zyskowność spada liniowo z tą różnicą, że z prawej strony opcja call 2900 zabezpiecza mi ryzyko, a z lewej zieje czeluść. I tak, powyżej poziomu 2900 zarobię jakieś 70 zł, natomiast spadki poniżej 2590 pkt będą nadal liniowe, przypominając krótką pozycję na kontrakcie terminowym.

Pierwszym pytaniem, w zasadzie oczywistym, jest dlaczego nie zabezpieczyć i wariantu spadkowego? Problem w tym, że kupowana opcja kosztuje, w tym wypadku nabycie put 2600 to jakieś 42pkt, więc wykres całej strategii opadnie o ponad 400 zł w dół, co nie tylko ograniczy możliwy zysk, ale również przesunie prawe ramię pod wodę. Z drugiej strony nie do zbicia jest argument, że lepiej jest stracić 400 zł niż o wiele więcej. No cóż, ukryć się nie da.

Teraz trochę o pieniądzach. Za sprzedane opcje kasę się dostaje, za kupione się płaci, więc przepływ na rachunku w chwili obecnej wygląda tak, że przybyło mi owe 1070 zł. Fajnie, lecz należy pamiętać, że część i tak zostałaby zablokowana pod depozyt, natomiast wobec faktu, iż strategia ma (teoretycznie) nieograniczone ryzyko, na depozyt poszła cała otrzymana premia i jeszcze dużo więcej. Obecnie jest to zablokowane prawie 3 tysiące. Co gorsza, w miarę przesuwania się w stronę spadków, wymogi depozytowe będą rosły, gdyż wzrośnie również ryzyko, że niezabezpieczona opcja put wygaśnie w cenie. O to na razie martwić się nie muszę, gdyż posiadam jeszcze trochę wolnych środków w zapasie.

Mając taką strategię na jakieś 60 sesji do wygaśnięcia, trzeba mieć przygotowane chociaż zarysy wyjścia awaryjnego oraz ewentualnego przekształcania strategii. Wariant spadków poniżej poziom 2590 przewiduję zabezpieczać kontraktem terminowym. Sama jego realizacja będzie oczywiście uzależniona od kontekstu, w szczególności od sytuacji na wykresie. 

Ponadto, mogę w każdej chwili sprzedać całą strategię, czy to z zyskiem, czy ze stratą. Moją przewagą jest to, że mam więcej opcji sprzedanych niż kupionych, oraz że  sprzedałem opcje bliskie strike'a, a co za tym idzie, mające najwyższą wartość czasową. Gdyby nie zmieniał się poziom indeksu oraz zmienność to wystawione opcje będą traciły na cenie, dzięki czemu możliwe będzie ich tańsze odkupienie. Odwrotnie działa to w przypadku kupionej opcji call, gdyż tam czas działa na moją niekorzyść. Ale wspomniana wyżej przewaga opcji sprzedanych sprawia, że theta całej strategii wynosi -0,62, czyli przy innych parametrach bez zmian, każdego dnia będę mógł zamknąć strategię o 6,20 zł korzystniej.  Ponadto, w miarę przybliżania się do dnia wygaśnięcia, theta będzie rosła. W tym wypadku potwierdza się porzekadło, że czas to pieniądz :)

Zaczęło się od wykresu, więc i na wykresie się zakończy. Postanowiłem nanieść moje kluczowe poziomy zyskowności (2590, 2700, 2800, 2900) na wykres kontraktu terminowego, żeby zobaczyć, jak wygląda sytuacja względem wykresu. Oto ona:
Obszar między czerwonymi liniami to przedział mojej zyskowności (pamiętając że od poziomu 2900 w górę i tak zarabiam 70 zł), a przedział między niebieskimi liniami to maksymalny zysk, czyli ponad 1070 zł. Myślę, że ten obraz najlepiej oddaje założenie tej strategii - utrzymanie się cen w ruchu bocznym. Nawet, jeśli naruszone zostaną granice kanału, nie będzie to oznaczało strat. Z drugiej strony, co jest niewątpliwą zaletą opcji, możliwe jest nawet wyjście z kanału, ale jeśli do dnia wygaśnięcia ceny powrócą między czerwone kreski, będzie zysk.

Na razie ciężko jest powiedzieć, czy będę trzymał wszystko do wygaśnięcia. Jak się domyślacie, najchętniej przeniósłbym się z obecnym stanem indeksu w przyszłość o 3 miesiące i zagarnął ten tysiąc, który teraz jest zablokowany pod depozyt. Czas pokaże.

--------------------

I jeszcze krótka uwaga techniczna. Może ostatnio nie bardzo to widać, ale nie zmieniłem profilu bloga na całkowicie opcyjny. Po prostu wychodzę z założenia, że opcje są jeszcze u nas na tyle egzotycznym instrumentem, że warto powiedzieć kilka słów na ich temat, w tym wytłumaczyć stosowane przeze mnie zagrania "na chłopski rozum". Jeśli uważacie, że jest to nudne/trudne, dajcie znać w komentarzach, przestanę się nimi zajmować na blogu.

piątek, 18 marca 2011

Certyfikaty strukturyzowane - podsumowanie

Podsumowując powoli cykl wpisów dotyczący certyfikatów strukturyzowanych, chciałbym pokazać, dlaczego mogą być one tak ważne z punktu widzenia inwestora. Grając tylko na polskim rynku akcji mamy do czynienia z jedną klasą aktywów. Mniej więcej w tym samym czasie akcje są w trendzie wzrostowym, mniej więcej razem spadają. Kluczowym terminem z naszego punktu widzenia jest dywersyfikacja, ale nie między spółki czy sektory, jak to postrzegają niektórzy, ale między odwrotnie skorelowane lub nieskorelowane rynki. Po więcej odsyłam do Kathaya

Tak więc certyfikaty strukturyzowane daję nam łatwy dostęp do innych rynków, dzięki czemu możemy odpowiednio rozkładać nasze ryzyko. Chcąc jednak korzystać w pełni z tego typu rozwiązań, powinniśmy przyjąć odpowiednie założenia, głównie jeśli chodzi o horyzont inwestycyjny, a co za tym idzie również techniki gry. Przede wszystkim mam tu na myśli szerokość ewentualnych stop lossów.

Wymyśliłem sobie hipotetyczny system do gry z trendem. Nie badałem jego skuteczności i nie optymalizowałem go. System zakłada jazdę z trendem w długim horyzoncie czasowym. Zajmujemy długą pozycję, gdy instrument finansowy osiąga swoje maksimum z ostatnich 6 miesięcy, a sprzedajemy go, gdy osiąga minimum z ostatnich 6 miesięcy. Proste.

Jak będzie się sprawował taki system (wzięty z sufitu) na historycznych danych różnego typu aktywów? Popatrzmy. Dodam tylko, że dla większej ilości danych, zaczerpnąłem dane instrumentów bazowych (np. ropa), a nie ich odwzorowań na polskim rynku (certyfikat na ropę).

Wig20
DAX
Złoto
Kawa
Pallad
Cukier
Miedź
Platyna
Ropa
Srebro
Myślę, że teraz macie sporo lepszy obraz tego, jak zachowują się rynki. ZAWSZE gdzieś trwa trend i jeśli tylko jesteście w stanie do niego dotrzeć, możecie na nim zarabiać. W dzisiejszych czasach nie musimy się ograniczać jedynie do długich pozycji, można przecież zainwestować w ETF-y typu short, lecz po nie trzeba by się było już wybrać za granicę.

Kiedyś w którejś z książek giełdowych czytałem wzmiankę o inwestorze, który wieszał wykres na ścianie, szedł na drugi koniec pokoju i dopiero na niego patrzył. Myślę, że powyższe 10 wykresów warto analizować właśnie w taki sposób. Nie ma co się rozwodzić nad każdym tickiem czy swingiem spadkowym, gdyż trendy zauważalne są dopiero z pewnego oddalenia. Mam nadzieję, że od tej chwili nie będziecie się już obawiali bessy na GPW.

poniedziałek, 14 marca 2011

Certyfikaty strukturyzowane - ryzyko walutowe c.d.

W poprzednim wpisie dotyczącym certyfikatów strukturyzowanych pisałem o ryzyku walutowym, którego to elementu nie możemy pomijać. Możliwe jest oczywiście przyjęcie założenia, że będziemy inwestowali w surowce w złotówkach, lecz jest to często nieopłacalne, zwłaszcza wobec umacniania się złotówki wobec dolara. Jak można temu przeciwdziałać?

Oczywiście zabezpieczając się. Aby nasze pozycje były odporne na te wahania, należy zająć krótką pozycję na parze USD/PLN, czyli de facto sprzedać dolary, których nie mamy. W świetle obecnych możliwości na polskim rynku, realne wydają mi się dwie możliwości. Pierwszą z nich jest zajęcie krótkiej pozycji na kontrakcie terminowym notowanym na GPW. Wiąże się w tym jednak szereg trudności, w szczególności wymogi depozytowe oraz konieczność rolowania pozycji co serię, a więc i pewne prowizje. Ponadto, standardowo kontraktu walutowy opiewa na 10 000 jednostek waluty, tak więc najmniejsza pozycja, jaką możemy w ten sposób zabezpieczyć jest warta prawie 29 tys. PLN. To sporo.

Inną metodą jest otwarcie konta o brokera forexowego oferującego mikroloty. Wielkość zabezpieczanej w ten sposób pozycji spada do 2 900 PLN co powinno już być akceptowalne dla mniejszych inwestorów. Ponadto, odpada nam kosztochłonne odnawianie pozycji. Na marginesie dodam, że zabezpieczam swoje certyfikaty właśnie w ten sposób.

O tym, że ceny podlegają trendom, dobrze wiemy. Kursy walut nie są tu wyjątkiem, choć trudno jest nie zauważyć, iż trendy te przebiegają w nieco inny sposób. Patrząc jednak na skalę wzrostów na parze USD/PLN w drugiej połowie 2008 roku, trudno jest nie zadać sobie pytania "czy przez ten czas też miałabym/miałbym utrzymywać krótką pozycję?". Odpowiedzi każdy musi udzielić sobie sam.

Ja, jak się może domyślacie, stwierdziłem, że nie będę trwał przy shortach na USD/PLN niezależnie od tego, jak para będzie się zachowywała. Oczywiście rację będą miały osoby, które powiedzą, że to nie ma już nic wspólnego z zabezpieczaniem, a jest wyłącznie spekulacją. Mam tego świadomość, lecz nie zmienia to bardzo stanu rzeczy. Serce mi się kraje, jak widzę piękne wzrosty na srebrze czy złocie, a mam w tym czasie zajętą krótką pozycję na walucie.

Tak więc ryzyko walutowe nie jest nieodłącznym elementem inwestowania w certyfikaty strukturyzowane na GPW. Możemy je akceptować, zabezpieczać lub nawet wykorzystać na naszą korzyść. Wszystko wynika z naszych potrzeb, akceptacji ryzyka oraz realizowanej strategii.

piątek, 11 marca 2011

Kolejny wielki krok - modyfikacja

Myślałem, że już nie będę wprowadzał poprawek do tej strategii, zwłaszcza że udało się ją w całości przenieść w strefę zyskowności, ale jednak postanowiłem zaingerować. W zasadzie spodziewałem się takiego scenariusza, który się właśnie realizuje, czyli odbicia od oporu i spadków. Pokazywał to chociażby oscylator stochastyczny, do którego mam spore zaufanie w ruchach bocznych. Tak więc spadamy.

Jak może pamiętacie, moja strategia osiągała najwyższą zyskowność przy wartości indeksu 2800 pkt. Obecnie kierujemy się w stronę poziomu 2700 pkt, a tam będzie już tylko minimalny zysk. Decyzję podejmowałem w okolicach 2750, więc jeszcze na poziomie ok 500 zł zysku. Patrząc na rynek stwierdziłem, że jest duże ryzyko, że będziemy kontynuować ruch spadkowy, więc postanowiłem jakoś przeciwdziałać utracie zysków.

Pierwszym krokiem, który rozważałem, było sprzedanie całej strategii po aktualnych cenach dla opcji. Dzięki temu byłbym zupełnie poza rynkiem z możliwością spokojnego przyglądania się rozwojowi zdarzeń. Ze względu na małą płynność, byłaby to jednak kosztowna operacja. Postanowiłem więc zrobić coś innego, a mianowicie sprzedać jeden kontrakt na indeks. Dzięki zajętej w ten sposób krótkiej pozycji, straty na poprzedniej strategii będą rekompensowane przez zyski z kontraktu. 

Niestety (lub stety) kontrakt nie obejmuje tylko przedziału 2700-2800, ale również wszystko, co jest powyżej oraz wszystko, co jest poniżej tych wartości. Zmienia to więc krzywą mojej całej strategii. Dla dnia wygaśnięcia, prezentuje się ona następująco:
W przedziale 2700-2800 kontrakt i stara strategia zabezpieczają moje zyski na poziomie ok 500 zł. Poniżej 2700 będę uzyskiwał umiarkowane zyski, natomiast powyżej 2800 będę wystawiony na tracenie kasy, a przejście poniżej poziomu zero dokona się wraz z minięciem poziomu 2825 pkt.

Myślę, że powyższy wykres dość dobrze oddaje zmianę mojego nastawienia na nieco niedźwiedzie. O ile w chwili ustawiania strategii musiałem założyć pewien scenariusz na stan rynku za trzy tygodnie, teraz czas ten skrócił się tylko od tygodnia. A w świetle obecnych wydarzeń stwierdzam, że swing spadkowy powinien być kontynuowany przez najbliższe kilka dni. Stąd wprowadzona poprawka.

Z drugiej strony można ten ruch rozpatrywać oddzielnie. Zakładamy, że moja poprzednia strategia została taka sama, a ja tylko spekuluję kontraktem na spadki. Zamykam kontrakt, kasuję zysk i ciągle mam to samo, co miałem wcześniej. Tyle, że takie podejście znacznie utrudnia analizowanie sytuacji, w szczególności krzywej kapitału.

Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić zaletę strategii opcyjnych, którą jest jest duża możliwość modyfikacji, w zależności od naszych wizji ruchów rynku. Jeśli w miarę zbliżania się do terminu wygaśnięcia stwierdzimy, że rynek może się jednak zachować inaczej od tego, czego spodziewaliśmy się na początku, możemy wprowadzić poprawki i utrzymać zyski lub nawet je powiększyć.

poniedziałek, 7 marca 2011

Kolejny wielki krok - finisz

Dziś rano udało mi się dopiąć ostateczny kształt strategii, którą zajmuję na wygasającej serii opcji. Przyznam szczerze, że strategia ta mocno ewoluowała w miarę rozwoju wydarzeń na rynku, a co ważniejsze, ewoluowały moje założenia i plany co do niej. Wynika to z różnych względów, głównie z faktu, że w trakcie ustawiania i utrzymywania strategii intensywnie douczałem się w temacie opcji, więc przychodziło mi do głowy milion pomysłów na przekształcanie, a z drugiej strony nie zawsze przychodziły mi te najbardziej właściwe. Poniżej postaram się opisać to, jak ułożyła się cała sytuacja, żeby osoby mające już jakieś podstawy teoretyczne (bo bez nich ani rusz) mogły prześledzić mechanizm.

Zacząłem działania w chwili, gdy indeks znajdował się w dolnej fazie swingu, przy wsparciu technicznym. Również oscylator stochastyczny sugerował chwilowe wyprzedanie. Stąd też kierunkiem, który obrałem był scenariusz wzrostowy i to właśnie chciałem wykorzystać. 

Rozważałem kupno gołej opcji call, później myślałem o kupnie spreadu byka, a w końcu o formacji zwanej bull call ratio. Najpierw jednak postanowiłem zbudować spreada. W tym celu zakupiłem opcję call ze strikiem 2700 pkt, która w tamtym czasie kosztowała 25,5 pkt. Dzięki temu moje całkowite ryzyko było ograniczone do 255 zł (1 pkt to  10 zł, do każdej transakcji trzeba doliczyć prowizje, które podsumuję później). Jeszcze tego samego dnia rynek ruszył się w górę, dzięki czemu sprzedaż opcji call 2800, będącej drugą częścią spreadu, stała się bardziej opłacalna. Sprzedałem opcję za cenę 6,05 pkt, (otrzymałem te pieniądze) dzięki czemu moje maksymalne ryzyko spadło do 194,50 zł. Ograniczeniu uległ również maksymalny zysk, który przy samej opcji call byłby nielimitowany, a po ustawieniu spreadu został obniżony do ok. 805 zł. Jednak już samo ryzykowanie 195 zł dające szansę na 805 zł zysku daje nam zdecydowaną przewagę nad rynkiem. Profil zysku strategii wyglądał następująco:
W ciągu tygodnia rynek rósł, dzięki czemu rosła też cena opcji 2800. Jako że wcześniej planowałem zajęcie strategii bull call ratio, postanowiłem sprzedać drugą opcję 2800, żeby zainkasować dodatkową premię. Decyzje podejmowałem na gorąco, w pracy, działając na notowaniach z 15 minutowym opóźnieniem. Zważywszy na fakt, że rynek szedł mocno w górę, w pewnej chwili doszedłem do wniosku, że sprzedaż tej opcji byłą złym pomysłem, gdyż eksponowała mnie na ryzyko w okolicach 2880 pkt. Co zrobiłem? Oczywiście szybkim ruchem odkupiłem dopiero co sprzedaną opcję. Sprzedałem za 10 pkt, odkupiłem za około 17 pkt (opcja tego dnia notowała przejściowe wzrosty rzędu 300%), co kosztowało mnie jakieś 70 zł + prowizje. Ale tak to jest, jak się ulega emocjom i nie ma planu. Ostatecznie więc zostałem z poprzednio zajętym spreadem byka.

W piątek kontrakt zamknął się w okolicach 2790 pkt, czyli blisko szczytu. Opcje call 2800 miały już całkiem ładną cenę, gdyby udało mi się jedną taką sprzedać, moje ryzyko dla wariantu spadkowego spadłoby do zera (wynosiło ciągle 194 zł). Główkowałem nad tym cały weekend, rozważałem hedging kontraktem terminowym, ale to rozwiązanie mi bardzo nie pasowało. Na pomysł wpadłem w niedzielę przed północą, czyli praktycznie w ostatniej chwili. Doszedłem do wniosku, że opcja call 2900 powinna być relatywnie tania, więc może zabezpieczyć obszar powyżej 2900 pkt. Praktycznie od razu na otwarciu poniedziałkowych (dzisiejszych) notowań dokonałem zakupu opcji call 2900 za 2,45 pkt, czyli praktycznie za grosze. A szukałem tego rozwiązania przez kilka dni. Teraz brakowało mi tylko sprzedaży drugiej opcji call 2800, żeby dopiąć formację, która jest ostatecznym kształtem moich działań na tej serii opcji - long iron butterfly. Sprzedałem opcję call 2800 za 25,50 pkt, czyli dokładnie za tyle, za ile kupiłem pierwszą opcję w tej przygodzie. Wartości te się zrównoważyły, natomiast pozostałe w opcje to sprzedaż za 6,05 i kupno za 2,45 - 3,6 pkt do przodu. Po co podaję te wyliczenia? Pokazuje to obecny kształt mojej strategii:
Polecam rzut oka na prawą skalę. Cały obszar formacji znajduje się powyżej punktu 0, co oznacza, iż w chwili obecnej, jeśli przetrzymam ten układ do wygaśnięcia, nie poniosę żadnej straty. W najgorszym wypadku, jeśli w przyszły piątek rynek znajdzie się poniżej 2700 lub powyżej 2900, mój zysk wyniesie właśnie wspomniane wyżej 36 złotych. A maksymalny zysk? Jeśli 18 marca wig20 zakończy sesję na poziomie 2800 pkt, otrzymam około 1030 zł. I dlatego właśnie zabawa opcjami tak mnie wkręciła :) Można zbudować układ, na którym można tylko zyskać.

Teraz trochę o realnych, nie uwzględnionych wyżej kosztach. Prowizje dla opcji wynoszą w moim DM 2% ceny opcji, ale nie mniej niż 1,50 zł i nie więcej niż 9 zł. Za cztery opcje budujące obecnie strategię zapłaciłem łącznie 13,20 zł, więc widzicie, że całkiem przyzwoicie. Dokładając do tego prowizje za moją "wpadkę" w kwocie 5,58 oraz różnicę w cenach między handlowanymi opcjami w kwocie 71 zł, otrzymujemy łączne koszty tej przygody na poziomie 89,78 zł. Gdyby nie wpadka, byłoby to te jedyne 13,20 zł i wtedy faktycznie cała przygoda byłaby wyłącznie zyskowna. 

Kolejnym kosztem, tu niewidocznym, są wymogi depozytowe. Sprzedaż opcji, każdorazowo wiąże się z koniecznością odprowadzenia depozytu. Jego wysokość jest uzależniona od wielu czynników, ale w moim przypadku nie przekraczał on 1200 zł dla każdej sprzedanej opcji. Jak wiemy (lub nie), spread jest strategią z ograniczonym ryzykiem, więc poprzednim razem duża część depozytu została mi zwrócona. Na chwilę obecną, mimo że moja strategia nie może już wygenerować żadnej straty, depozyt ciągle jest zablokowany. Pewnie oddadzą jutro. Piszę o tym dlatego, żeby osoby chcące zaczynać z opcjami przy kapitale kilkuset złotych, nie zapalały się za mocno.

Kolejną istotną uwagą jest taka, że od samego początku przy ustawianiu tej strategii, spekulowałem. Nie wystawiłem zleceń na wszystkie cztery opcje od razu, ale czekałem. Kupowanie początkowego spreadu byka miało jakieś 2-3h odstępu między handlowanymi opcjami. W tym czasie rynek przesunął się w moją stronę, dzięki czemu mogłem dokonać transakcji po lepszych cenach. Dzisiejsze przekształcenie spreadu w motyla odbyło się prawie równocześnie, z jakimś półgodzinnym poślizgiem. Wspominam o tym dlatego, że gdybym chciał w jednej chwili otworzyć wszystkie cztery opcje, dostał bym dużo gorsze warunki i nie byłoby mowy o przeniesieniu całego układu powyżej poziomu zero. Widać tu również potencjał w przekształcaniu strategii.

Dobrze mi się pisze na fali entuzjazmu, więc skrobnę jeszcze kilka linijek, jeśli ktoś jest zainteresowany tematem opcji to może to jeszcze przecierpi :) Spójrzmy na dzisiejsze zamknięcie fw20:
Jesteśmy na wyraźnym technicznym oporze i mamy za sobą dynamiczne wzrosty. Również oscylator stochastyczny, sprawdzający się całkiem nieźle w trendach bocznych, wchodzi w obszar wykupienia. Widzicie analogię do sytuacji z poprzedniego poniedziałku?

Można odwrócić moje działania i spróbować pospekulować opcjami put, żeby móc przerobić je później w motyla podobnego do mojego. Jak? Kupujemy opcję put 2800. Oferowana jest ona po cenie 274 zł i jest to nasze maksymalne ryzyko. Największą zyskowność uzyskamy w punkcie 2700, który byłby szczytem formacji. Wtedy to właśnie uzyskalibyśmy najlepszy moment na sprzedanie dwóch opcji put 2700. Kupno zamykającej układ opcji put 2600 jest formalnością, gdyż byłyby to grosze. 

Myślę, że jeśli rynek zjedzie teraz o 100 pkt, możliwe będzie jeszcze zapięcie formacji całkowicie ponad poziomem 0. Naszym ryzykiem, poza kontynuacją wzrostów (co oznaczałoby stratę tych 274 zł, gdybyśmy kupili pierwszego puta), jest upływający czas. Zmniejsza on szanse rynku na przesunięcie się o większy dystans, a co za tym idzie spada cena opcji i to spada z każdym dniem coraz szybciej. Dlatego też, mimo że scenariusz ten wydaje się w miarę wykonalny, nie będę już działał na tej serii opcji i przetrzymam motyla do wygaśnięcia. Myślę, że skonstruowanie tak korzystnego motyla jest wystarczająco udanym początkiem zabawy opcjami.

Mam nadzieję, że powyższy opis techniki układania tej strategii jest w miarę czytelny. Piszę to wszystko z pozycji nowicjusza, więc staram się przesadnie nie wymądrzać i nie dawać prostych recept na easy money, ale raczej opisuję na gorąco moje spostrzeżenia i uwagi. Może komuś się to przyda. Ze swojej strony dodam jeszcze, że oczywiście tematykę opcji będę zgłębiał, o ile wcześniej nie dopadnie mnie wściekły promotor, któremu zalegam z rozdziałem.

Czołgiem!

niedziela, 6 marca 2011

Certyfikaty strukturyzowane - ryzyko walutowe

Wszystkie certyfikaty strukturyzowane RC notowane są w złotówkach. Dzięki temu mamy możliwość inwestowania w różnego typu aktywa bez konieczności wymiany waluty, co znacząco ułatwia sprawę. O ile w przypadku indeksów (np. DAX) nie ma to większego znaczenia, gdyż oryginalnie podawany jest on w punktach, to problem pojawia się z chwilą, gdy chcemy zainwestować nasze środki w któryś z surowców. Na światowych rynkach ich cena podawana jest w dolarach, więc w tym przypadku, oprócz ryzyka rynkowego, musimy się również zmierzyć z ryzykiem walutowym. Oto, jak przedstawia się wykres złota w PLN oraz USD, a także kurs USD/PLN od 2005 roku:
 Widzimy wyraźnie, że do mniej więcej połowy wykresu (czyli do lipca 2008) umacniająca się złotówka zabierała sporą część wzrostów na złocie. Jednak dynamiczna zmiana trendu (którą odczuli kredytobiorcy i przedsiębiorstwa bawiące się opcjami) w znaczący sposób wpłynęła na ceny złota w złotówkach.

Sytuacja taka może prowadzić do paradoksów, gdy dużo mówi się o rekordach cenowych na jakimś surowcu, podczas gdy jego wykres w rodzimej walucie kształtuje się zupełnie inaczej. Trzeba być świadomym tego faktu, gdy chce się inwestować w certyfikaty na surowce oferowane przez RC, gdyż podkreślmy raz jeszcze, są one notowane w złotówkach.

Skoro zatem certyfikat RC ma odzwierciedlać wycenę aktywów w PLN, warto jest sprawdzić, czy odzwierciedla rzetelnie. Dokonałem porównania ceny srebra (cena spot mnożona przez walutę) z notowaniami certyfikatu:
Różnice widać dopiero po bliższym przyjrzeniu się wykresowi. Pokazuje to, iż certyfikat kwotowany jest wiernie, przez co można sobie odpuścić wszelkie próby arbitrażu, spready sprawiają, że jest to nieopłacalne.

Tak więc przy certyfikatach typu long osłabiająca się złotówka jest naszym sprzymierzeńcem. Im droższy dolar, tym wyżej znajduje się certyfikat. Problem może się pojawić w przypadku certyfikatu typu short. W świetle obecnej oferty będzie to jedynie krótka ropa, gdyż na krótki DAX waluta nie ma wpływu. 

Certyfikat SCRA rośnie, kiedy ropa spada. Szczegółowy wzór konstruowania jego notowań (dla wyceny w EURO) znajduje się pod tym adresem. Przełożenie na nasz rynek odbywa się poprzez uwzględnienie waluty. W tym wypadku, umocnienie dolara względem złotówki działa przeciwko nam, gdyż niweluje spadki na ropie, a co za tym idzie, wzrost ceny certyfikatu na krótką ropę jest słabszy. 

W następnym wpisie zobaczymy, czy da się coś poradzić na to ryzyko kursowe.

środa, 2 marca 2011

Ile może ruszyć się rynek

Zgłębiając ostatnio tajniki opcji giełdowych nie mogłem nie natrafić na strategię short straddle, która w uproszczeniu polega na sprzedaniu opcji call i opcji put z tym samym strikiem. Głównym założeniem strategii jest oczekiwanie, że rynek pozostanie do wygaśnięcia serii na tym samym poziomie, co w dniu budowania strategii, ewentualnie że jego zmiany nie będą wielkie. Profil wypłaty takiej strategii kształtuje się następująco:
Podobnie kształtuje się short strangle, tyle że oddaje część premii w zamian za objęcie zasięgiem formacji szerszego zakresu indeksu.
Widzimy, że jesteśmy zyskowni o ile indeks (lub inny instrument bazowy) utrzyma się w widełkach. Mimo, że często tego nie robię, postanowiłem pobawić się nieco statystyką i sprawdzić, o ile średnio przesuwa się rynek w konkretnej jednostce czasu. Za tę jednostkę przyjąłem miesiąc, a dokładnie 21 sesji, gdyż chyba tyle jest uznawane za miesiąc w wyliczeniach giełdowych.

Miesięczne stopy zwrotu z indeksu wig20 od początku 2000 roku liczyłem w sposób bardzo prosty. Sprawdzałem różnicę między dzisiejszym zamknięciem, a zamknięciem 21 dni (sesji) temu, następnie dzieliłem ją przez wartość wigu20 21 dni temu i mnożyłem przez 100%. Wartości zaokrągliłem do liczb całkowitych i zrobiłem z tego histogram, który prezentuje się następująco:
Widzimy więc, że najczęściej trafiającą się wartością jest zero. Jeśli chodzi o zakres +/- 10%, wyraźnie widoczna jest przewaga wyników dodatnich. 

Niestety, ze statystyką miałem wspólnego tyle, co nic, lecz podrzucę jeszcze dwie wartości, które obiły mi się o ucho, a które mogą być to istotne. Średnia stopa zwrotu wynosi 0,497, co można zaokrąglić do 0,5%. Czyli generalnie rośniemy. Z drugiej strony, odchylenie standardowe z tej grupy wyników wynosi 7,31%.

Zakładając, że przedstawiony powyżej histogram obrazuje rozkład normalny, możemy stwierdzić, iż na podstawie danych za ostatnią dekadę:

- mamy 68% szans, że za miesiąc wig20 znajdzie się w przedziale od - 6,81% do +7,81%
- mamy 95,5% szans, że za miesiąc wig20 znajdzie się w przedziale od -14,12% do +15,12%
- mamy 99,7% szans, że za miesiąc wig20 znajdzie się w przedziale od -21,43% do +22,43%.

Jakie z tego wnioski? Ano takie, że jeśli uda nam się zbudować strategię short straddle, która pokryje zakres jednego odchylenia standardowego od średniej, to mamy 68% szans, że nasza strategia wygaśnie z wartością, a my na tym zarobimy. Przy dzisiejszych poziomach indeksu będzie to niecałe 200 pkt w każdą ze stron.

Na chwilę obecną dane te nie przedstawiają szczególnie wielkiej wartości, gdyż nie zamierzam póki co budować krótkiego straddle'a. Ponadto, warto pamiętać, iż są to stopy zwrotu z miesiąca. Jeśli do wygaśnięcia opcji jest więcej czasu, zmiany mogą być sporo większe. I trzecia rzecz, że są to tylko wyliczenia oparte na danych historycznych oraz założeniu, że zebrane dane stanowią rozkład normalny.

c.d.n.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails