Dowiedz się, jak skutecznie inwestować i zarabiać więcej każdego dnia!

sobota, 27 listopada 2010

Konto forex w praktyce

Nieco ponad tydzień temu pisałem, że postanowiłem otworzyć konto forex. Trochę wody upłynęło, w międzyczasie spadł śnieg, a ja doszedłem do wniosku, że byłbym wobec Was nie fair, gdybym nie napisał, jak się sprawy mają. A dzieje się zupełnie odmiennie od założeń, które przyjąłem na początku.

Z zabezpieczania pozycji na złocie na razie zrezygnowałem. Nie wynika to z faktu, że mi się odwidziało, ale z warunków w moim portfelu oraz stanu rynku. Mianowicie moja pozycja na certyfikatach jest mimo wszystko sporo mniejsza niż minimalna jednostka tradingowa na parze USD/PLN, czyli 0,01 lota, które opiewa dziś na około 3 tys. zł. Nierównowaga ta sprawia, że zabezpieczanie jest w moim przypadku kierunkową spekulacją. Tak więc zajmując dziś krótką pozycję na dolarze, tracił bym znaczniej więcej, niż wynosiłby zysk na złocie. Oczywiście powodem wszystkiego jest swing spadkowy, który mamy na giełdach, co pociąga za sobą osłabienie naszej waluty. Prawdopodobnie z chwilą odwrócenia swingu rozpocznę zabezpieczanie/spekulację zgodnie z tym, co przedstawiłem ostatnio.

Co do spekulacji na innych parach słowa udało się dotrzymać - nie zawieram transakcji na śmierć i życie. Początkowo nie planowałem bardziej aktywnie działać, ale tu kupił, tam sprzedał i tak się potoczyło :) Niestety, mam bardzo niewiele czasu na zabawy na FX, więc pozostaje to bardziej rozrywką niż poważnym inwestowaniem. Udało mi się dogrzebać w MetaTraderze do bardzo ciekawej funkcji, jaką jest możliwość generowania zaawansowanych raportów z własnych działań. Oto mój:
Jak widzicie nie tylko generuje linię kapitału, ale liczy również najważniejsze statystyki. Na razie jest zdecydowanie za wcześnie na poważniejsze wnioski, ale coś już się rysuje. Jestem aktualnie w okolicach punktu wyjścia, czyli 1500 zł na rachunku. Po pierwsze widać, jaki mam bilans transakcji zyskownych (31%) do stratnych (69%). Na 29 trade'ów tylko 9 zakończyło się zyskiem, a krzywa kapitału pokazuje, że większe znaczenie miały zaledwie 3-4 transakcje. Skąd ta dysproporcja?

Wynika to z technik gry, które stosuję. Niestety w związku z faktem, że nie jestem w stanie napisać algo w MT4, zostaje mi opieranie się na własnych umiejętnościach, a z tych na FX preferuję wejścia o niskim ryzyku. Stąd też w tabeli jest wiele drobnych wpadek (stop lossy, odnawianie pozycji) oraz kilka transakcji, w których analiza wypaliła i dała zarobić. Pokazuje to również statystyka, gdzie średni zysk był ponad dwukrotnie większy niż średnia strata. Przy tego typu układzie (częste małe straty, rzadkie ale pokaźne zyski) warto też zwrócić uwagę na ilość transakcji zyskownych i stratnych pod rząd. I tak udane wejścia udało mi się zrobić tylko do 2 pod rząd, za to stratnych transakcji naciukałem aż 8 jedna po drugiej. Do tego właśnie przydatne jest powyższe zestawienie statystyk, gdyż można się przygotować na to, że wpadki chodzą seriami.

Mimo tego, że na razie wyniki nie są szczególnie imponujące, forex bardzo mi się spodobał. Głównie dlatego, że analiza techniczna jest tam wszechobecna. Na akcjach trzeba czasem czekać tygodniami, żeby narysował się jakiś setup wart zagrania, tu mamy okazje inwestycyjne praktycznie w każdej chwili. Poniżej przedstawię kilka ciekawych układów:

Przedstawiłem tylko przykłady z ostatnich dni, a przecież to nie wszystko. Tak więc dla analityka technicznego Forex jest prawdziwym rajem, jeśli tylko ma czas na siedzenie przy notowaniach. Zaprezentowałem też moje ulubione rodzaje zajmowania pozycji, czyli kluczowe poziomy wsparcia i oporu, gdzie rynek bardzo często dokonuje zwrotu, co daje okazję do zajęcia pozycji o niskim ryzyku (LR) i wysokim prawdopodobieństwie powodzenia (HP). 

Na razie do tyle, myślę że za jakiś czas znów będzie okazja napisać dwa słowa o działaniach na walutach. Myślę, że mój wykres kapitału pokazuje, że lewar i forex nie muszą zabijać. Można robić transakcje, których strata nie przekroczy kilkunastu złotych. Wszystko jest dla ludzi :)

środa, 24 listopada 2010

Kilka luźnych przemyśleń na tematy giełdowe i pokrewne

Dziś miałem okazję uczestniczyć w webinarium organizowanym przez BOSSA.PL, gdzie Michał Wojciechowski i Grzegorz Zalewski odgrywali rozmowę początkującego inwestora (MW) z zaawansowanym (GZ). I jak wrażenia? W sumie mam mieszane uczucia. 

Może wynika to z faktu, iż podstawy mam już raczej za sobą, swoje dostałem po tyłku, drugie tyle się nauczyłem. Nie ma co ukrywać, że webinarium było przeznaczone typowo dla osób, które rozpoczęły swoją przygodę z inwestowaniem na GPW przy okazji emisji jej akcji. Dlatego też rozmówcy starali się rozwiać nadzieje na zyski rzędu 100% rocznie, jak również przypominali o ryzyku, konieczności stawiania stopów i tym podobnych sprawach. W sumie rozmowa była bardzo poprawna pod tym względem i dla osób mających mocno mgliste pojęcie o giełdzie mogła być bardzo przydatna.

Z drugiej jednak strony czegoś mi zabrakło. Webinarium kojarzy mi się z interaktywną formą porozumiewania się z uczestnikami, więc oczekiwałem, że jako taki zostanę dostrzeżony przez prowadzących. Niestety, wyglądało to tak, jakbym po prostu przysłuchiwał się czyjejś rozmowie. Ani razu nie odniesiono się do obecności osób trzecich, czyli w tym przypadku mnie, gdyż byłem jedynym widzem (tak, jedynym) tego webinarium. Tak więc przez całą godzinę (bo tyle trwało) szykowałem się na co najmniej pół godziny zadawania pytań i dyskutowania mając prowadzących na wyłączność. Niestety, w pewnym momencie rozmowa się zakończyła i zaległa cisza. Żadnego "dziękujemy, zapraszamy za tydzień", nic. No więc odezwałem się nieśmiało na czacie, licząc że panowie może do domu jeszcze nie pojechali i faktycznie dano mi możliwość zadania pytania. Niestety, odpowiedź była wyraźnie od niechcenia i dawała do zrozumienia, że nadgodzin panom nie płacą i zajmuję ich prywatny czas. Szkoda, ale z drugiej strony po godzinie udawania totalnego laika giełdowego, pewnie i mi by się nie chciało. No nic.

Chciałbym jednak spojrzeć szerzej na sam proces edukacji tradera/inwestora. Jak zapewne się domyślacie, jestem zwolennikiem ciągłego kształcenia się w tym, co się robi, zwłaszcza jeśli jest to związane z pieniędzmi i zależy od tego nasz przyszły dobrobyt. Można oczywiście wychodzić z założenia, że skoro działam na rynku już jakiś czas i sobie radzę, nie ma potrzeby dalej czytać książek, blogów, czy też marnować czasu na webinaria dla początkujących. Ja jednak sądzę, że jeśli tylko ma się okazję poczytać/posłuchać osoby, która działa na rynku już długo, radzi sobie w tym co robi i do tego chce się tą wiedzą podzielić, trzeba wykorzystywać wszystkie szanse do maksimum. Są oczywiście osoby, które rzuciły się na głęboką wodę i poradziły sobie. Jest to jednak zasada "swim or die", gdzie ci, który sobie nie poradzą, odchodzą z pustymi portfelami złorzecząc, że rynek robi wszystko przeciwko nim. A znając różne statystyki, według których maksymalnie 1 na 5 graczy utrzymuje się na rynku przez dłuższy czas, wolę jednak słuchać osób bardziej doświadczonych. Zwłaszcza, że może to nam oszczędzić całej masy złych emocji oraz może znacznie ochronić nasz portfel przed opustoszeniem.

W myśl tej zasady staram się wykorzystywać wolny czas na poszerzanie swojej giełdowej wiedzy. Nie żałuję godziny spędzonej na słuchaniu dwóch osób rozmawiających o rzeczach, które mam dawno za sobą. Nie zamierzam również rezygnować ze szkolenia, które odbędzie się w Poznaniu na początku grudnia. Biorę dwa dni wolne w pracy, zarywam zajęcia na uczelni, ale i tak pojadę te kilkaset kilometrów z Wawy, żeby posłuchać ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, zwłaszcza w dziedzinie AT, którą jak wiecie się interesuję. Myślałem również nad odwiedzeniem Szczecina, gdzie szkolenie na pokrewny temat odbywa się dzień wcześniej, ale trzy dni wyjęte z życia, koszty podróży, noclegów i utrzymania byłyby trochę zbyt wysokie, jak na studencki budżet.

Z drugiej strony, jeśli poszukacie wokół siebie, z pewnością dostrzeżecie osoby, z którymi warto na ten temat pogadać. Może w formie popytania kogoś, kto się lepiej zna, może w formie wymiany doświadczeń między inwestorami, jeśli czujecie się na tyle kompetentnie, żeby stawiać się na poziomie graczy z wieloletnim stażem. Sam znalazłem w swoim otoczeniu dwie takie osoby i coraz poważniej zastanawiam się, żeby wybrać się do nich na jakąś rozmowę lub po prostu zaprosić na kawę. Mimo, że nigdy nie miałem przyjemności z nimi się spotkać, ryzykuję 2-3 godziny czasu i kilkadziesiąt złotych, a w efekcie mogę uzyskać wiedzę, która będzie bezcenna i trudna do uzyskania w inny sposób. Warto? Myślę, że tak.

**************************************************************************************

Idąc trochę z innej strony, zastanawiam się ostatnio, jaką przyszłość ma inwestor zaczynający z niewielkim kapitałem, taki jak na przykład ja. Na zdecydowanej większości blogów finansowych przewija się termin "finansowa niezależność". Jest on definiowany w różny sposób, lecz zazwyczaj oznacza on możliwość zaprzestania pracy zawodowej na rzecz utrzymywania się z dochodu pasywnego czy też zysków inwestycyjnych. No dobrze, zastanówmy się...

Weźmy przykład inwestora będącego w moim wieku (23), który zaczyna z kapitałem 10 000 zł i osiąga średnioroczną stopę zwrotu 20%. Ile będzie miał za 20 lat? Jakieś 383 tysiące zł. Teoretycznie to powinno wystarczyć, gdyż kolejny rok przyniesie kwotę 460 000, co daje jakieś 80 tysięcy rocznie. Zakładając, że w tym momencie przestajemy reinwestować nasz kapitał i zaczynamy przejadać odsetki, daje to całkiem ładny miesięczny przychód.

Oczywiście powyższe obliczenia są grubo uproszczone, gdyż nie uwzględniłem podatku, inflacji czy też regularnych dopłat do rachunku inwestycyjnego. Ale ciągle nie są to te super miliony, o których marzy każdy początkujący gracz. Co prawda dekada gry dłużej przy powyższych założeniach daje już ponad 2,3miliona, a 40 lat gry to 14,6 miliona. No fajnie, ale my chcemy mieć kasę, jak jesteśmy młodzi, a nie w chwili, gdy będziemy bawili wnuki. Czy istnieje możliwość zwiększenia swoich szans na dostatnie życie?

Oczywiście, że tak, jest tych sposobów cała masa. Ja jednak chcę wspomnieć o dwóch, z których korzystam lub przewiduję korzystać w przyszłości. Pierwszym z nich jest lewar. Nie rozumiany klasycznie, ale nieco inaczej. Udało mi się mianowicie pożyczyć pewną kwotę pieniędzy, którą dołączyłem do swojego portfela. Dzięki temu, że pożyczka odbywa się "w rodzinie", pieniądz mnie nic nie kosztuje, a wręcz na nim zarabiam dzięki inflacji. Zakładając dodatnią stopę zwrotu w długiej serii transakcji, zyski od kwoty 10x są znacznie atrakcyjniejsze od zysków z 3x. Oczywiście straty również są bardziej dotkliwe, ale zakładamy że jednak gra na giełdzie ma sens (= opłaca się bardziej niż lokaty).

Drugi wariant opiera się na bardzo podobnym założeniu, ale wygląda inaczej od strony zysków i strat. Mam na myśli pomnażanie pieniędzy rodziny i znajomych w zamian za udział w zyskach. Z jednej strony mamy większą dostępność kapitału. W końcu łatwiej będzie uzyskać nam środki na zasadzie powierzenia do zainwestowania, niż na zasadzie bezpłatnego zamrożenia kapitału bez żadnych korzyści. Z drugiej jednak strony mamy całą masę ryzyk, z którymi trzeba się uporać. 

Pierwszym jest oczywiście ryzyko rynkowe. W pierwszym wypadku możemy zagwarantować osobie, która pożycza nam środki, że ich nie stracimy. Mamy 5k, pożyczamy 10k i mówimy, że wszelkie straty ponosimy na naszym kapitale, a jeśli portfel zmniejszy się do 10k oddajemy całą kasę, a te 5k strat zjadamy sami. W przypadku pożyczonej kasy może być trudno. Załóżmy że mając te 10k własnej kasy uzyskujemy ciekawe wyniki. Rodzina powierza nam swoje środki w kwocie powiedzmy 60k. Co zrobimy, gdy obsunięcie sięgnie 30%? Już ze swoich nam nie starczy.

Kolejne ryzyko to niepewność osób powierzających nam swoje środki. Zazwyczaj liczą one na zysk bez ryzyka, a kiedy informujemy, że ta zabawa może przynieść straty, puszczają to mimo uszu. I może się okazać, że przy stracie rzędu 10% zabiorą swoją kasę i poczują się oszukani, bo przecież miały być zyski. I tak, nie dość że musimy na szybko sprzedawać papiery (które być może miały właśnie się odbijać, na co czekaliśmy), to jeszcze mamy popsute relacje z bliskimi. A spory o kasę to chyba jedne z najgorszych w rodzinie.

Na razie nie będę się rozwodził z kolejnymi ryzykami, gdyż póki co nie planuję przyjmować czyichkolwiek środków do inwestowania. Otrzymałem już propozycje na sumy mniej więcej trzykrotnie przekraczające mój obecny portfel, ale uznałem, że jeszcze za wcześnie na branie odpowiedzialności za cudze środki. To, co pożyczyłem, gwarantuję własnym kapitałem, więc w sumie nie ma ryzyka, że pożyczki nie oddam. 

I powiem szczerze, że efekty skoku z małego portfela na ciągle mały, ale sporo większy, są bardzo pozytywne. Można więcej rzeczy zrealizować, można lepiej dywersyfikować, można ponosić większe ryzyko, ale ryzyko konieczne z punktu widzenia naszych technik inwestycyjnych. I to widać na portfelu.


Tak więc są sposoby, żeby nieco przybliżyć sobie świetlaną przyszłość. Czy z nich skorzystacie, Wasza rzecz. Na zachętę zapodaję kilka ładnych obrazków:

niedziela, 21 listopada 2010

Przykładowy post w "Projekcie GPW"

Pojawiały się pytania o formę, w jakiej publikujemy w Projekcie GPW nasze typy spółek. W związku z tym udostępniam mój dzisiejszy post. Przepraszam za lakoniczny komentarz, ale niektóre spółki prezentuję już od kilku tygodni, więc nie ma sensu się powtarzać, a z drugiej strony znając podstawy AT można bez problemu odczytać sytuację na wykresie.
 

PKN
Jesteśmy na zniesieniu 50% i na razie wygląda na to, że trzyma. Trzeba jednak mieć poprawkę na fakt, że spółka zależy też od cen ropy oraz od indeksu WIG20, a tam jak na razie mamy swing spadkowy.

Poljadło
Niestety spółka nie realizuje scenariusza ładnego odwrócenia. Jak na razie jesteśmy na wsparciu, które z jednej strony stanowi okazję do wejścia przy niskim ryzyku, a z drugiej jest ostatnim szańcem, którego upadek mocno popsuje obraz techniczny.

Projprzem
Są jeszcze szanse na formację odwrócenia, mimo sporego wolumenu na spadkach. Można na razie zakładać scenariusz oRGR, co stwarza okazję to kupna przy niskim ryzyku. Kolejny poziom stopa to głowa, a dalej mamy już negację formacji.

Qumaksekom
Zgodnie z planem wzrosty. Myślę, że jeszcze warta zainteresowania.

Selena
Wybicie ponad silny opór techniczny. Warte odnotowania, gdyż jesteśmy najwyżej od 2 lat i stanowi to niezły prognostyk na przyszłość. Oczywiście może to być fake, ale wolumen jest nieco silniejszy przy wybiciu.

Pronox
Chorągiewka, spadający wolumen. Obrazek podręcznikowy, ale radzę patrzeć na skalę, gdyż wbrew pozorom ruchy na tej spółce są znaczne. Z drugiej strony, stanowi to niemały potencjał :)

sobota, 20 listopada 2010

Bańki spekulacyjne - II

No dobra, żeby na bańce zarobić trzeba sobie powiedzieć, jaka ona jest. Można pójść tropem pierwszej polskiej encyklopedii i stwierdzić, że bańka jaka jest każdy widzi. Ale niestety, może to być droga w złym kierunku, gdyż o bańce, że była bańką dowiadujemy się zazwyczaj w chwili, gdy takowa pęka. Gdzie zatem jest jej początek?

Bańki nie biorą się znikąd. Najpierw kupują ci, którzy liczą na chwilowy wzrost. Później dołączają się specjaliści, którzy sądzą, że w danej spółce może kryć się potencjał. Dalej podążają różne takie TFI, OFE i tym podobne sprawy, a na końcu są ludkowie, którym w telewizji powiedzieli, że w zasadzie to się na giełdzie fajnie zarabia, bo to ciągle rośnie. I to właśnie słowo "rośnie" jest tu kluczowe. 

Bańki nie biorą się znikąd. Bańka jest efektem długotrwałej akumulacji danego waloru (lub spółek z indeksu). Stąd wniosek, że bańka nie powstanie na czymś, co spada, jak również nie powstanie na czymś, co idzie bokiem. Aby więc przejechać się na bańce musimy poszukać waloru, który rośnie, i to rośnie w perspektywie miesięcy lub lat, a w przypadku złota nawet i dekad. 

Długotrwały wzrost, staje się zauważalny. Piszą o nim blogerzy, doradcy w biurach maklerskich polecają swoim klientom, ci polecają swoim znajomym, a tamci jeszcze kolejnym. Znaczący przypływ kapitału sprawia, że coś, co do tej pory rosło w miarę liniowo, zaczyna się coraz bardziej zakrzywiać w górę. W tym czasie co bystrzejsi dostrzegają, że kroi się wielkie bum i sprzedają, ale popyt jest tak wielki, że sprzedaż ta nie jest dostrzegalna na wykresie. Po czym w pewnej chwili zabawa się kończy, a zaczyna się płacz.

Tak więc trudno znaleźć bańkę, która jest warta zainwestowania. Trzeba szukać spółek, które przez dłuższy czas rosną, gdyż to o nich może się za jakiś czas zrobić głośno. A jeśli głośno się nie zrobi i bańka nie powstanie? No cóż, ja nie mam nic przeciwko :) Weźmy taki Boryszew. Równe dwa lata temu spółka była notowana w okolicach 10 groszy za akcję, obecnie jest to około 2 zł.
A jeśli nawet ktoś pomierzy kąty i powie, że wykres zakrzywia się w górę, to jeszcze nie przesądza, że walor nie jest wart zainteresowania. W końcu kolejną cechą baniek jest to, że the sky is the limit. I tu jest problem: czy można ocenić, że jest zbyt drogo na kupno?

W przypadku baniek takie kalkulacje biorą w łeb, gdyż nie sposób policzyć (a przynajmniej nic o tym nie wiem), gdzie bańka znajdzie swój punkt krytyczny. Możemy sądzić, że to już za chwilę, a tymczasem ceny podskoczą o kolejne 50%. W zasadzie ciężko mi jest coś tutaj doradzać, gdyż każdy ma inną tolerancję na ryzyko. Dla jednego wejście w walor może byś jazdą po bandzie, a ktoś inny stwierdzi, że skoro ma stopa kroczącego to nie ma się co obawiać i woli jechać z trendem.

Nie chcę rozstrzygać, które podejście jest lepsze. Gdyby mnie postawiono przed takim wyborem, miałbym problem, ale głównym wyznacznikiem byłaby dla mnie krzywa wykresu i jej kierunek, a także głębokość historycznych korekt. Głębokość ta jest dla mnie ważnym wyznacznikiem przy wchodzeniu w trakcie trwania trendu, gdyż pomaga oszacować, czy obecny dołek jest czymś więcej niż przystankiem przed kolejnymi wzrostami. Bo o to się w końcu rozbija - żeby wyjść na czas.

Powoli zmierzając do końca wpisu chciałbym właśnie coś takiego Wam poradzić. Nie ważne, czy wejdzie się wcześnie czy późno. W całej zabawie chodzi o to, żeby zapakować się w kierunku trendu i wyjść w momencie odwrócenia/załamania. Stabilnie rosnące spółki mają wszelkie predyspozycje, żeby stać się bańkami. Dla mnie jednak ważne jest to, żeby nadal rosły. Tak więc nie kupuję w nadziei na bańkę, ale licząc na utrzymanie się trendu wzrostowego. I o ile wzrosty są kontynuowane, staram się nie zamykać pozycji, gdyż nawet bez bańki, górne ograniczenie nie ma znaczenia. Jeżeli kontrola ryzyka jest na swoim miejscu, inwestowanie w Boryszew jest zasadne.


PS Nie, nie mam akcji Boryszewa. 

 
PPS Mam Synthos :)

czwartek, 18 listopada 2010

Otworzyłem konto forex

Może nieco po cichu, może nieco z marszu, ale otworzyłem rachunek u brokera forexowego. Emocji nie było, gdyż to jest już moje trzecie konto maklerskie, poza głównym oraz IKE. Pewnie nie było ich również dlatego, że przelałem tam zaledwie 1500 zł, aby spokojnie rozpocząć z niewielkim kapitałem, a do tego móc się pobawić w czasie wolnym. Żeby pokazać "małość" całego przedsięwzięcia powiem, że przy pozycji o wielkości 0,01 lota wartość jednego pipsa na eurodolarze wynosi zaledwie 29 groszy :)

Po co mi w takim razie ten rachunek? Wspomniałem już o tym w poście pod TYM adresem. Mam jakąś tam pozycję na złocie w certyfikatach RC i chciałem ją sobie zabezpieczyć na ryzyku kursowym dolara. Tak więc mogę sobie spokojnie otworzyć krótką pozycję na kursie USD/PLN, a dzięki temu, że korzystam z lewara w znikomym stopniu, nie mam ryzyka, że nagle wymagania depozytowe spowodują porażkę mojego zabezpieczenia. 

Kolejną fajną sprawą (i wbrew pozorom istotną) są punkty swapowe. Te drobniutkie kwoty, przy przedsięwzięciach forexowych o długotrwałym charakterze stanowią koszt nie do pominięcia, zwłaszcza przy grze na dużym lewarze. W moim przypadku punkty swapowe będą się dopisywały do rachunku z racji takiej a nie innej różnicy stóp procentowych w USA i w Polsce.

Jak sami widzicie, forex nie musi budzić strasznych emocji. Założenie tego rachunku wynikało z potrzeb portfela inwestycyjnego, więc go założyłem i tyle. Nie zamierzam (póki co) robić tu transakcji na granicy życia i śmierci, ale spokojnie realizować to, co zaplanowałem. Czy się uda? Może za jakiś czas pokuszę się o notkę w tej sprawie. Powodzenia!

niedziela, 14 listopada 2010

Bańki spekulacyjne - I

O bańkach spekulacyjnych słyszeli wszyscy, a gracze giełdowi to już na pewno. Dla laika spekulacja od razu kojarzy się z bańką oraz z tym, co kiedyś robił Soros na funcie oraz inne Goldmany na złotym. Czyli spekulacja + bańka = zło. Niestety, gracz giełdowy nie może pozwalać sobie na takie uproszczenia, a już na pewno nie gracz, który chce na rynku zarobić pieniądze.

Nie zajmę się w tym wpisie zagadnieniem spekulacji, gry i konotacji związanych z tymi określeniami. Nie zrobię tego, gdyż mam nadzieję, że wszyscy poza władzami giełdy potrafią otwarcie przyznać, że spekulacja nie jest pomiotem szatana, a używanie terminu gra jest w wielu sytuacjach uzasadnione. Sam uważam się za gracza i spekulanta i wcale nie jest mi z tym źle. Ale wróćmy do baniek.

Chciałbym najpierw zrobić rozróżnienie, czym bańka jest, a czym nie jest. Oczywiście jest to jedynie moje podejście, nie oparte na żadnych teoriach ani na literaturze, a głównie na praktyce i na tysiącach obejrzanych wykresów. Bańka, jest według mnie sytuacją na wykresie, gdzie nawet przy zastosowaniu skali logarytmicznej, wykres nie porusza się w miarę liniowo, ale zakrzywia się zdecydowanie w jedną ze stron. Dzięki temu elementowi możemy odsiać spółki rosnące stabilnie w długim terminie. Taką spółką jest chociażby Synthos:
Nie wiem, jak Wy, ale ja tam bańki nie widzę, choć skala wzrostów i trend wciąż są spektakularne.

Drugim typem wykresów, na których nie widzę bańki są tzw. grzanki, czyli spółki, o których wiele się mówi, gdyż rosną znacznie (często ponad 10% dziennie) przy olbrzymich wolumenach. Dlaczego ich nie uznaję? Dlatego, że bardzo często przyjmują one postać incydentalnego wybuchu, który skupia na sobie uwagę graczy i komentatorów. Wykres w takiej sytuacji wygląda, jakby nagle ceny z ruchu bocznego stały się pionową ścianą. Nie ma tego efektu stopniowej akumulacji, co jest charakterystyczne dla baniek (w moim ich rozumieniu). Wykres grzanki może wyglądać tak, jak na spółce AD Drągowski:
Myślę, że osoby o historii rynkowej dłuższej niż półtora roku pamiętają emocje, które towarzyszyły tym wzrostom. Oczywiście ważna jest sytuacja, gdyż zazwyczaj takie wzrosty są związane z pogłoskami o istotnych informacjach ze spółki albo (jak w tym przypadku) z nierównowagą między free floatem a akcjami będącymi w posiadaniu największych akcjonariuszy.

Dodam jeszcze, że takie wybuchy zazwyczaj rozpoczynają się nagle i podobnie nagle się kończą, więc trudno tu obserwować narodziny bańki. Dlatego też bezwzględnie zaliczam je do grzanek i przestaję się nimi w tym poście zajmować.
Jak zatem wygląda bańka? Przypomina ona wykres funkcji wykładniczej (nawet w skali log), a nie liniowej. Jako przykładem posłużę się wykresem spółki Amica z okresu poprzedzającego załamanie kursu:
Widzimy wyraźnie, że wykres zakrzywia się do góry, mimo skali log. Jeszcze bardziej sugestywny jest wskaźnik ATR, który wyrażany jest zazwyczaj w wartościach bezwzględnych. I tak na początku tego wykresu ATR(15) wynosił 0,55 zł, natomiast przy prawej jego krawędzi już 2,09 zł. Wzrost olbrzymi.

Najbardziej chyba wyrazistym obrazem bańki jest wykres indeksu Nasdaq z lat 1990-2000. Dodam, że ATR wzrósł wtedy z 4-5 pkt na początku do ponad 180 pkt na szczycie bańki. Kształt wykresu i wolumen mówią same za siebie:

Czy bańka jest czymś złym? Moim zdaniem nie jest, o ile nie jest to bańka na dobrach związanych z realną gospodarką (waluty, towary, surowce), która została umyślnie napompowana przez kogoś z dużym portfelem. A bańka na akcjach? Nie mam nic przeciwko temu :)

Ale to już w następnym wpisie, gdyż jest godzina 21:10, jutro kolokwium, a ja nawet nie zacząłem nauki. Postaram się skrobnąć dwa słowa o szukaniu baniek, zarabianiu na nich i ryzykach związanych z tym typem zarabiania na rynkach. See ya!

czwartek, 11 listopada 2010

Analiza techniczna z nieco innej strony

W poprzednim wpisie przyglądaliśmy się bliżej formacji spodka. Myślę, że za jej pomocą można zobrazować większość z formacji odwrócenia występujących na wykresach. W tym celu trzeba rozłożyć na części składowe sam moment odwrócenia ogólnej tendencji panującej na danym walorze.

W okresie spadków podaż przeważa nad popytem. W pewnym jednak momencie ceny znajdują się już tak nisko, że nikt nie chce sprzedawać, a rolę wiodącą przejmują byki. Mieliśmy tego przykład w lutym i marcu 2009, kiedy to indeksy narysowały formację V. Jest to w zasadzie jedyna formacja odwrócenia, do której nie da się (lub trudno jest) zastosować to, o czym chcę dziś napisać. Wynika to z faktu, iż rynek porusza się szybko, co utrudnia rozpoznanie pewnych przesłanek odwrócenia, jak choćby zmianę układu wierzchołków w swingach. Myślę, że stanie się to bardziej czytelne po zestawieniu z dalszą częścią wpisu.

W przypadku pozostałych formacji zmiany trendu możemy zaobserwować pewne przesłanki, które pozwalają nam przeprowadzić analizę wykresu i założyć, że tendencja ulegnie odwróceniu. Jakie? Ot choćby najprostsze, czyli wymienione już wyżej układy szczytów i dołków. Kiedy ceny zwalniają, osiągają ekstremalne swing low, po czym pojawiają się kolejne wyższe swing low i swing high, można zakładać, że trend się zmienia. Zaliczyć tu można wszelkiego typu RGR, podwójne i potrójne szczyty, diamenty etc.

Z kolei są też formacje odwrócenia, gdzie mniej ważne są swingi cenowe, a nacisk kładziony jest na kształt wykresu i impet cen. Jako przykładem posłużę się poprzednio prezentowanymi formacjami spodka. Najpierw ceny poruszają się dynamicznie w kierunku dotychczas obowiązującego trendu, po czym stopniowo wypłaszczają się formując dno będące ekstremum formacji, a następnie kierują się w przeciwną stronę robiąc kolejne maksima (w wersji, gdy formacja faktycznie jest trafna). Myślę, że z pewną dozą wyobraźni można do takich formacji zaliczyć też wyspy odwrotu, choć są one zazwyczaj sporo mniejsze.

Tak więc można powyższe formacje odwrócenia wrzucić do wora, który roboczo nazwę "utrata impetu, ekstremum, odwrócenie, wyjście z formacji w przeciwnym kierunku". I nie ma tutaj znaczenia, czy mamy do czynienia z tą, czy inną strukturą z dziedziny AT. Jeśli tylko zawiera ona te elementy, możemy domniemywać, że trend uległ zmianie, co powinno pociągać z naszej strony stosowne działania: otwarcie pozycji zgodnej z nowym trendem lub też zamknięcie pozycji przeciwnej.

Zanim przejdę do przykładów powiem, że sporą rolę w uświadomieniu mi, że w zasadzie wszystkie formacje odwrócenia składają się z tych elementów odegrał ten wpis Tomasza Symonowicza, który jakiś czas temu bardzo mi się spodobał. Jednak katalizatorem była moja poprzednia notka o spodkach, gdzie udało się to wszystko połączyć w jakiś spójny obraz.

Kathay wyróżnia trzy elementy: punkt krytyczny, obszar formacji oraz punkt podparcia będący sygnałem do podjęcia konkretnych działań. Ja, z mojej strony dorzucił bym do tego wspomniany już moment odwrócenia, występujący po punkcie krytycznym, ale jeszcze przed wybiciem się cen z obszaru formacji.

Modyfikacja ta dotyczy zajmowania pozycji, a nie jej opuszczania. Zdarza się przecież tak, że rynek robi ekstremum, po czym formuje kilka wyższych swing low, ale jeszcze nie przebija obszaru całej formacji. Jest to w końcu jakiś sygnał odwrócenia. Podobnie ze spodkiem, gdzie po fazie wypłaszczenia zaczyna się ruch w przeciwną stronę. Dotyczy to zwłaszcza spodka będącego korektą w trendzie, co daje nam do ręki kolejny atut w postaci gry z dominującą tendencją.

Oczywiście nie wszystkim musi to pasować. Ja preferuję łapanie pierwszych oznak odwrócenia i nieczekanie na przebicie linii podparcia. Ryzyko niepowodzenia jest większe, ale z drugiej strony mam szansę na ustawienie ciaśniejszego stopa tuż pod ostatnim wsparciem. Wynika to z moich indywidualnych preferencji - wolę dwa, trzy razy zaryzykować kilka %, niż raz kilkadziesiąt i to tego kupować na oporze technicznym. Co kto lubi.

A teraz postaram się pokazać kilka wykresów, gdzie formacja odwrócenia już się zrealizowała. Żeby nie było, że idę na łatwiznę, pokażę również wykres lub dwa, gdzie moim zdaniem taki scenariusz może zaistnieć. Zaznaczę również kluczowe punkty układu.

Wig20

BPH

Amica

Gant

TVN 1

TVN 2

Kopex (in statu nascendi)

Poljadło (in statu nascendi)


Tak więc widzicie, że formacje odwrócenia nie będące formacjami V dają się bez większych trudności opisać za pomocą wymienionych wyżej trzech lub czterech elementów składowych. Niektóre formacje są silniejsze, inne słabsze, ale o tym decydują już nieco bardziej złożone kryteria, w tym ścisłe reguły lub Wasz osąd. 

Zatem zaczekacie na domknięcie formacji, czy wchodzicie już po pierwszych przesłankach odwrócenia?

niedziela, 7 listopada 2010

Nietypowa formacja spodka

Nie wiem, jak Wy, ale ja nieczęsto spotykam się z formacją spodka na wykresach. Trójkątów, prostokątów i tego typu rzeczy jest całkiem sporo, RGR i oRGR też się trafiają. Flagi, chorągiewki to samo. Ale formacje spodka jakoś do tej pory mi umykały. 

Teoria podpowiada, że spodek jest formacją odwrócenia. Zatem może po prostu mam pecha, bo na giełdzie zacząłem działać w kwietniu 2009, kiedy to już większość formacji odwrócenia się kończyła. Ostatnio jednak natrafiłem na spodek, który narysował się na przestrzeni 6 miesięcy i do tego kończył półroczny okres spadków będący korektą ruchu wzrostowego trwającego od lutego 2009. Formację tę uznaję więc za typową, gdyż spełnia przesłankę formacji odwrócenia. No, może wolumen nie układa się zgodnie z założeniami teoretycznymi, ale nie można mieć wszystkiego. Oto wykres spółki ENEA: 
Potwierdziło się również kolejne założenie teoretyczne, czyli ruch po wybiciu z formacji (czerwone strzałki). Był on dynamiczny i ciągle taki pozostaje, choć zbliżamy się do oporu technicznego (lewa strona wykresu).

Tak więc formacje spodka również występują na wykresach. Pytanie, jak na nich grać. Najprościej jest czekać na dokończenie całej formacji i wchodzić przy wybiciu licząc na to, że opór zostanie przełamany a następujący po nim ruch pozwoli zarobić premię za cierpliwość podczas oglądania tworzącej się formacji.

Z drugiej strony przecież ruch wzrostowy nie zaczyna się przy przebiciu tej czy tamtej linii, ale już w połowie, kiedy osiągane jest dolne ekstremum.Oczywiście nie uda się nam złapać idealnego dołka, ale wejście w połowie wysokości całej formacji jest już zupełnie realne. Co prawda ryzyko, że nie wchodzimy w spodek, ale w coś, co tym spodkiem dopiero może być jest większe. Z drugiej strony możemy ustawić ciaśniejszego, logicznie uzasadnionego stopa.

A teraz spodek, który jest już mniej typowy. Dlaczego? Ano dlatego, że po pierwsze spodkiem wcale nie jest, a dopiero może się stać, a po drugie nie tworzy się na zakończeniu trendu spadkowego, ale jest raczej formą korekty w trendzie. A że w trendzie jest najlepiej wchodzić w korekcie, pisałem już tutaj i tutaj. Spółkę tę obserwuję od 2-3 tygodni, ale proponowałem ją jedynie w ramach zamkniętego projektu. Teraz możecie i Wy rzucić na nią okiem, zwłaszcza że daje oznaki, które byłyby dla mnie sygnałem kupna. QumakSekom:
Trudno na razie powiedzieć, co się urodzi z tej formacji in statu nascendi. Faktem jest, iż spadki wytraciły impet, cena się ustabilizowała, po czym zaczęła lekko, a ostatnio dynamicznie, rosnąć. Problemem może być fakt, iż płynność na spółce nie zachwyca, ale to już pozostawiam każdemu do oceny.

Kiedy byłem w połowie pisania tego wpisu, na czacie GryGiełdowej, gdzie czasami bywam, jeden z użytkowników zwrócił się do mnie z prośbą, o rzucenie okiem na spółkę Beefsan. Ku mojemu zaskoczeniu, tam rysuje się coś bardzo zbliżonego od obecnej sytuacji na QSM:
Może wyda Wam się, że formacja jest zbyt płaska, żeby była atrakcyjna, ale radzę rzucić okiem na skalę. Ruch z 1,60 na 2,00 zł jest całkiem ładnym kawałkiem tortu, a wisienką na nim może być wybicie powyżej linii górnego ograniczenia.

Tak więc widzicie, że formacja spodka nie musi zawsze występować na zakończenie trendu. Wręcz przeciwnie, formuje się często jako jego korekta i kontynuacja. Podobnie przecież zachowała się Amica, gdy już opadł kurz po tej wielkiej wyprzedaży z prima aprilis. W przypadku formacji nierozwiniętych, gramy pod scenariusz, który wcale nie musi się zrealizować. Daje nam to mniejsze ryzyko w razie wpadki (ciasny stop pod wsparciem), ale z drugiej strony wzrosty mogą wcale nie nastąpić. W kolejnym wpisie postaram się rozwinąć wątek formacji spodka i przełożyć go na nieco szersze zagadnienie, jakim są formacje odwrócenia w AT.

środa, 3 listopada 2010

Zaczęło się od złota...



Pewnie podobnie do większości z Was, buduję swój portfel inwestycyjny w oparciu o różne typy aktywów. Na blogu piszę głównie o rynku akcji czy kontraktów, ale mam też depozyty, fundusze i inne tym podobne historie. W związku z faktem, iż moja edukacja finansowa ciągle postępuje, wciąż poszukuję różnych typów inwestycji, które mogę poczynić w celu zwiększenia wartości mojego portfela. No, może wykluczam monety kolekcjonerskie, którymi trochę się zajmowałem, w których trochę utopiłem i  które dały mi cenną życiową lekcję, że jak się na czymś nie znam to nie wkładam w to pieniędzy. Ale o tym może kiedy indziej.

Zaczęło się od złota. Powiększyłem swój portfel o kilka certyfikatów RC na ten kruszec z zamysłem, żeby trzymać to na dłuższy termin, dopóki bańka (jeśli z taką mamy do czynienia) nie przestanie rosnąć. Na początku było fajnie, lecz po pewnym czasie pojawiły się wątpliwości. Wszystko dlatego, że porównałem sobie wykres złota w dolarach oraz wykres złota w PLN. Oto one:
Nie to, że wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że wycena w różnych walutach przebiegać może diametralnie inaczej. Niemniej zabolało. Jako osoba co nieco już kumająca w świecie pieniędzy, zacząłem szukać możliwości do zajęcia krótkiej pozycji na dolarze w celu zabezpieczenia moich certyfikatów. Forex odrzuciłem od razu, gdyż bawiłem się tam kiedyś na demo i nie podobały mi się punkty swapowe, które były odejmowane każdego dnia o północy. W końcu biorąc shorta na miesiące, traci się grosz do grosza, a z tego, jak wiemy, wychodzi całkiem pokaźna kokosza.

Pytałem, szukałem, niestety nie udało mi się ustalić instrumentu, który umożliwiałby zajęcie długoterminowej krótkiej pozycji na złocie. Ostatnio jednak moja nadzieja odżyła, gdyż okazało się, że punkty swapowe mogą być naliczane w obie strony, co oznacza, iż nie zawsze jest to koszt dla inwestora utrzymującego pozycję, a może to być niewielki zysk. Przeszperałem tabele punktowe w BossaFX oraz XTB i ku mojej wielkiej radości, informacja się potwierdziła - krótka pozycja na eurozłotym oznacza dodawanie kasy do rachunku :)

Część osób powie pewnie teraz, że gdybym od razu wiedział, czym jest punkt swapowy i od czego zależy, nie miałbym wątpliwości, że może działać na naszą korzyść. Podczas zapoznawania się z rynkiem forex poczytałem co to jest, z czego wynika etc. Natomiast podczas gry na demku korzystałem zazwyczaj z pary €/$, gdzie w obie strony punkty swapowe są odejmowane od pozycji. Tak mi utkwiło w głowie i stąd też skala mojego zaskoczenia w chwili obecnej.

Wracając do kwestii zabezpieczania certyfikatów, mój problem został rozwiązany jedynie częściowo. Wynika to z faktu, że najmniejszą jednostką transakcyjną jest 0.1 lota, czyli 10 000 jednostek waluty, co znacząco przewyższa wartość moich certyfikatów. Tak więc na razie z zabezpieczenia nici, chyba że pojawi się rzetelny broker oferujący mikroloty. 

Ale możliwość utrzymywania długoterminowej krótkiej pozycji na dolarze pociąga za sobą również inne interesujące szanse zarobku. Chociażby jazda z trendem. Rzućmy okiem na wykres dolara w nieco szerszej skali:
Widzimy więc, że GENERALNIE jest on odwrotnie skorelowany z rynkiem akcji. Oczywiście potrzebna jest kontrola ryzyka, aby nie naciąć się na głębokie odbicia podobne do tego, które wydarzyło się w ostatnich miesiącach. Tak więc poza zabezpieczaniem, możemy wykorzystać krótką pozycję do długoterminowego jechania z trendem w czasie wzrostów na giełdach.

Mam świadomość, że sprawa nie jest taka prosta. Że oprocentowanie depozytów, że nie jest to dokładne odwrócenie ruchów na giełdach, że forex jest mocno lewarowany. Ale zakładając, że o wielkości lewara decydujemy sami, otrzymujemy instrument do inwestycji długoterminowych, którego nie trzeba co kwartał rolować, którego płynność jest więcej niż zadowalająca i który co dzień o północy wypłaca nam niewielką dywidendę.

Tak więc w dzisiejsze wolne popołudnie przyszła mi do głowy myśl przewrotna - wykorzystać forex, na którym łapie się tiki do gry na interwałach tygodniowych i miesięcznych. Co o tym myślicie?

poniedziałek, 1 listopada 2010

Szukamy analityków technicznych

Pewnie niektórzy z Was wiedzą, że mam przyjemność prowadzić z kilkoma osobami projekt giełdowy polegający na przeprowadzaniu cotygodniowej analizy technicznej spółek z GPW w celu wyszukiwania ciekawych okazji do zajęcia pozycji. Niestety, wysypały nam się ostatnio dwie osoby, gdyż nie miały czasu na regularne przeglądanie spółek i publikowanie. W związku z tym zapraszam osoby chętne do współpracy, aby skontaktowały się ze mną drogą mailową.

Co oferuję:
- kontakt z osobami zainteresowanymi AT i lubiącymi patrzeć na wykresy,
- dostęp do analiz pozostałych uczestników projektu, co daje szansę na wyłapanie ciekawych okazji do inwestycji.

Czego oczekuję:
- znajomości analizy technicznej (podstaw teoretycznych, formacji, wskaźników, znajomości ograniczeń AT),
- możliwości publikowania wpisu co weekend (piątek po sesji - niedziela),
- chęci i perspektywicznego patrzenia, gdyż krótkotrwały zapał może narobić tylko bałaganu,
- mile widziane doświadczenie w stosowaniu AT w realnej grze na giełdzie.

Od siebie dodam, że przejrzenie przynależnego mi zakresu (40-50 spółek) wraz z wyprodukowaniem wpisu obejmującego zaprezentowanie wybranych wykresów wraz z komentarzem zajmuje mi nie więcej niż półtorej godziny. Zazwyczaj udaje się wyłapać 5-8 spółek, z których kilka może się powtarzać z zeszłotygodniowymi.

Jeśli uważasz, że masz odpowiednie przygotowanie merytoryczne, że możesz poświęcić tę godzinę tygodniowo, zapraszam do kontaktu:

kontonaspamy (małpa) gmail.com

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails