wtorek, 31 sierpnia 2010

Jak ja bym chciał grać na czystym S&P...

Uklepywanie wsparcia
Myślę, że termin "uklepywanie poziomów" najlepiej oddaje to, co dzieje się obecnie na S&P 500 i co miało też miejsce niecały miesiąc temu. Rynek dociera w obszar technicznego wsparcia lub oporu, po czym zatrzymuje się na nim przez kilka dni delikatnie ocierając się o niego. Później, następuje (lub nie) odbicie w przeciwnym kierunku. Cała sytuacja daje nam okazję do zajęcia pozycji przy bardzo korzystnym stosunku zysku do ryzyka. Nawet jeśli ten pierwszy nie jest niebotyczny, bardzo małe ryzyko i tak utrzymuje atrakcyjność takiej okazji. Pod warunkiem, że gramy na walorze, który tak się zachowuje.

Niestety, większość z nas nie posiada możliwości spekulowania na indeksach w USA, więc pozostaje nam opierania się na krajowych walorach, które wcale nie muszą rysować tak pięknych i czytelnych poziomów. Występujące luki mogą znacząco zniechęcić nas do gry w krótkim terminie. Mimo to sądzę, że opierając się w dużej mierze na tym, co dzieje się w USA można zaryzykować zagranie pod całą sytuację. W końcu do rzadkości należą zjawiska, gdy przez więcej niż kilka dni poruszamy się zupełnie "niezależnie" od tych zza wielkiej wody.

Czy to oznacza, że rekomenduję zajęcie długiej pozycji? Nie. Co nie znaczy, że ją odradzam. Też nie. Staram się zwrócić uwagę na pewne sytuacje na rynku, których może wszyscy nie dostrzegają. Decyzja o transakcji jest zawsze i wyłącznie Waszą decyzją (no, chyba że komornik zajmie Wam papiery wartościowe na poczet niezapłaconego długu i je sprzeda).

Myślę, że warto spróbować długiej pozycji. Ale trzeba mieć przy tym świadomość, że szersza perspektywa nie jest najbardziej optymistyczna. Nie podnieśliśmy maksimów, więc teoretycznie możemy nawet nie dotrzeć do górnej granicy kanału.

A tymczasem ciągle bujamy się na dolnej bandzie. Pytanie, czy to pociąg stojący na peronie i czekający na odjazd, czy też skoczek-samobójca balansujący na krawędzi urwiska...

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Richard L. Weissman - Mechanical Trading Systems: Pairing trader psychology with technical analysis

Ta dość świeża (2005) pozycja prezentuje matematyczne podejście do systemów mechanicznych, tytułowej psychologii nie ma aż tak wiele.

Autor rozpoczyna od wyjaśnienia podstawowych pojęć, przygotowuje grunt pod dalsze działania. Wskaźniki prezentowane są w zależności od ich zastosowania. Weissman dzieli strategie na trzy rodzaje: trend following (z trendem), mean reversion (kontrariańska) oraz short term (do kilku dni).

Bardzo fajną sprawą u Weissmana jest to, że testy strategii opartych na poszczególnych wskaźnikach robione są na tym samym portfelu aktywów, dzięki czemu możemy dość rzetelnie porównywać ich wyniki. Pomagają w tym oczywiście raporty skuteczności podawane w książce.

Kolejnym wartościowym rozdziałem jest ten dotyczący rozwijania i analizy naszego systemu. Szczególnie ważne są tam kwestie poruszane przy okazji optymalizacji. Poza oczywiście przeoptymalizowaniem (curve fitting) jest też zwrócona uwaga na różnicę skuteczności średniej danej długości w różnych okresach (zatem aspekt doboru odpowiednich danych do testów). Warto poświęcić tej części więcej uwagi.

Należy stwierdzić, że jest to... tak tak, kolejna pozycja, której systemowiec nie może pominąć :) Pewne problemy może stwarzać poziom językowy książki. Autor lubi synonimy, więc słownictwo jest momentami dość skomplikowane, ale przy dobrym słowniku i odrobinie zacięcia jesteśmy w stanie się z tym uporać. Polecam, polecam, polecam.

Jeśli chcesz przeczytać moje recenzje innych książek o inwestowaniu i giełdzie, przejdź do poświęconej temu strony.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Wspólny projekt

Szukam grupy osób zainteresowanych analizą techniczną, dysponujących pewną ilością wolnego czasu i chcących wziąć udział w przedsięwzięciu, które może przynieść korzyści jego uczestnikom.

Co mam na myśli? Samotne inwestowanie jest trudne. Nie mam tylko na myśli aspektu merytorycznego, ale taki zwyczajny, że nie wszystko jest w stanie wykonać jeden człowiek. Sam na bieżąco monitoruję spółki z w20 i mw40, ale mam świadomość, że te one już coś ugrały, już urosły, a do tego są silnie skorelowane z ogólnymi ruchami rynku. Spory potencjał może drzemać w podmiotach, których akcje nie są uwzględniane w największych indeksach. Tyle, że pośród różnych codziennych zajęć nie jestem w stanie przeglądać tego wszystkiego.

Z kolei bardzo pozytywnie wspominam wymianę uwag i wzajemne omawianie spółek, które uskuteczniałem z niektórymi ze znajomych. Dzięki temu możliwe było wyłowienie kilku perełek, które dały zarobić.

Porponuję więc projekt, który połączy osoby o podobnych zainteresowaniach i jednocześnie z tym samym problemem - brakiem czasu na monitorowanie wszystkiego. Na razie jest to luźny pomysł, który urodził się w mojej głowie w chwili, gdy siadałem do przeglądania wykresów.

Widzę to w formie platformy, na której będziemy się spotykali i wymieniali opiniami na temat różnych spółek. Oczywiście miało by to formę "members only", aby z efektów korzystały jedynie te osoby, które wkładają coś od siebie do projektu. Do obowiązków należało by (tak to na razie widzę) przejrzenie raz na jakiś czas (np. raz na tydzień) swojej części indeksu WIG oraz NC (kilkadziesiąt spółek, w zależności od liczby chętnych) w poszukiwaniu ciekawych układów, które mogą sugerować, że warto zainteresować się akcjami danej spółki. Nie wiem jeszcze, czy będziemy stanadaryzowali kryteria selekcji spółek, czy postawimy na freestyle, ale ważne jest, żebyśmy obracali się wokół wspólnego mianownika. W końcu osoba, która dobiera spółki według kryteriów nieuznawanych przez pozostałych uczestników nie będzie szczególnie pasowała do zespołu.

Nie chcę tu narzucać swoich obostrzeń, ale pewien poziom zgodności jest niezbędny. Póki co, jako wspólny mianownik, widzę definicję trendu, czyli jeśli pojawiają się oznaki odwrócenia spadków lub range'a do wzrostów to warto taką spółkę zaproponować pozostałym. Ewentualnie silne wsparcia i opory, klasyczne formacje AT i tym podobne sprawy. Niektórzy zapewne zauważą, iż powyższe kryteria przekazałem wedle swoich preferencji, ale od czegoś trzeba zacząć dyskusję.

Jak bym widział prezentację spółki? Wykres + krótki komentarz. Będziemy się opierali na interwałach dziennych i wyższych, więc nie będzie niezbędny dostęp do specjalistycznych programów i notowań online. Darmowe ISPAGi i stooq w zupełności wystarczą, gdyż możliwy będzie nawet zrzut ekranu, byle czytelny.

Problemem może być platforma, na której te materiały będą zawieszane. Przydało by się coś w formie bloga, z tym że trudne będzie ograniczenie dostępu jedynie dla osób zarejestrowanych. Wiem, że można zrobić zamknięte grono tematyczne na grono.net, ale nie chcę zmuszać wszystkich do rejestrowania się/działania na czymś, co umiera. Blogger umożliwia publikowanie wielu osobom, z tym, że problemem jest zahasłowanie zawartości oraz trzeba by było założyć sztuczne konto google. Ponadto przydał by się system monitowania o nowych wpisach. Aspekt techniczny jest jeszcze do przemyślenia, ostatecznie może to być forma listy mailingowej.

Czasowo szacuję to na ok 1-2 godziny tygodniowo, w zależności od ilości osób i ilości spółek wartych polecenia. Weźcie też pod uwagę swoją znajomość AT, możliwość terminowego wywiązywania się z pisania oraz to, czy gra jest warta świeczki. Może ktoś spekuluje jedynie na kontraktach i nie jest zainteresowany przeglądaniem całego WIGu.

Ponadto, rozumiem że może się pojawić wielu chętnych skuszonych faktem, że osoby znające się na rzeczy (lub za takie uchodzące) w jednym miejscu publikują swoje komentarze. Nie wiem jeszcze, czy wprowadzać jakieś kryteria selekcji, limit członków etc., gdyż nie ma to być w końcu loża masońska ani zespół naukowy. Chciałbym tylko uniknąć niekompetencji i żerowania na innych. Sprawa do dyskusji.

A więc w ogólnym zarysie tak bym widział to przedsięwzięcie. Na razie się do niego szczególnie mocno nie przywiązuję, gdyż urodziło się nagle i może się okazać, że tak szybko przyjdzie mu umrzeć. Zastrzegam sobie też prawo do zwinięcia skrzydeł, w końcu mogą wystąpić różne okoliczności. Jeśli coś by się zaczynało dziać to pewnie od jakiegoś okresu pilotażowego (kilka tygodni), żebyśmy mogli poczuć się w tej roli i stwierdzić, czy wszystkim odpowiada. Może to być o tyle dobre, że nie ma przeszkód do przekształcenia się w coś większego. Ciekaw jestem Waszych opinii.

środa, 25 sierpnia 2010

PEKAO na wsparciu

W nawiązaniu do jednego z poprzednich wpisów warto wspomnieć, że spółka PEKAO znalazła się w dniu dzisiejszym na wsparciu, które może być dobrą okazją do zajęcia długiej pozycji. Celem jest wyjęcie z rynku kilku złotych i potencjał ten oceniam na jakieś 10% (154 - 170 zł). Poniżej wykres:


wtorek, 24 sierpnia 2010

Talk to me, SP...

Przy okazji poprzedniego posta, rene zapytał, czy moim zdaniem S&P zejdzie poniżej 1000 pkt. Nie wiem, czy ten poziom jest dla niego jakoś szczególnie istotny, ale ciężko mi będzie ocenić, czy indeks spadnie aż tak nisko, czy nie. Zwłaszcza, że AT nie służy przewidywaniu przyszłości, ale podejmowaniu decyzji na podstawie pewnych tendencji z przeszłości. Niemniej postaram się rzucić okiem na wykres w poszukiwaniu wskazówek, które może dawać nam amerykański indeks.


Analiza czystego wykresu może sugerować, że poziom 1000 pkt nie jest aż tak niemożliwy do osiągnięcia (z punktu widzenia AT). Po pierwsze, widzimy niższe swing high oraz niższe swing low, co już nam konstytuuje trend spadkowy. Zatem już są przesłanki do stwierdzenia, że mamy trend spadkowy, a wszyscy wiemy, że "trend ma większą tendencję do kontynuacji, niż do odwrócenia". Obie czerwone linie pokazują, że kierunek jest już raczej na południe.

Dalszą wskazówką może być odbicie od oporu, co zaznaczyłem niebieską poziomą kreską. Co to oznacza? Oczywiście słabość rynku, przynajmniej w chwili testowania i teraz, kiedy kierunek się potwierdza.


Kolejnym wyznacznikiem spadków może być formacja 1-2-3, która wyrysowała się na indeksie. Zgodnie z zaleceniami niektórych technik, powinniśmy zajmować krótką pozycję w chwili przebicia punktu 2. Poza tym, dogodnym momentem do wejścia na shorty było przebicie pierwszego wsparcia technicznego (najwyższa przerywana linia).

Czy S&P zejdzie do 1000 pkt? A musi? Jeśli ktoś ma strategię zbudowaną tak, że zarabia dopiero przy przebiciu tego poziomu, może to mieć znaczenie. Natomiast dla większości szaraczków nie liczy się poziom, ale ruch. A ten póki co jest w kierunku południowym. Do tego istotnego poziomu mamy jeszcze do pokonania dwa wsparcia, więc osiągnięcie go jest sprawą nie wcześniejszą niż tydzień lub dwa. Tak więc sądzę, że jest to dogodny moment do zajęcia krótkiej pozycji. Korekta w trendzie spadkowym, do tego potwierdzona formacją 1-2-3. Myślę, że warto spróbować, nawet jeśli okaże się, że wylecimy na stopie.

Jeśli jeszcze kogoś nie zakręciłem na spadki to wrzucam wideło "dyżurnego niedźwiedzia" :)



Przepraszam, że nie uwzględniłem wtorkowej, prawie kończącej się sesji, ale ciężko by było szybko dostać dane pasujące pod Amibrokera. Dodam, że na godzinę przed zamknięciem mamy 1% spadki, co potwierdza trend i ważność formacji 1-2-3.

S&P przemówił...

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Stopy kroczące V - Donchian

Tym razem pójdziemy krok dalej w porównaniu do poprzednio omawianej koncepcji, ale nie będzie to jakoś szczególnie złożona materia. Jestem pewien, że wiele osób zna ten sposób prowadzenia stopa, gdyż jest on jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych technik tradingowych.

Mam oczywiście na myśli kanał Donchiana, który posłużył Żółwiom do zarobienia sporych pieniędzy w latach 80. Jest to system działający na zasadzie Stop And Reverse (SAR), dzięki czemu jesteśmy przez cały czas obecni na rynku. Zamknięcie na stopie pozycji długiej oznacza odwrócenie i otwarcie pozycji krótkiej.

Pewnie niektórzy zauważyli, że ostatni system miał wiele wspólnego z kanałem Donchiana. Nasz stop loss usytuowany był kilka tików poniżej minimum z ostatnich 2 świec. Zazwyczaj była to świeca dalsza, ale zdarzało się, że stop stawał pod bliższą, gdy jej low znajdowało się niżej. Różnicą jest to, że przy kanale Donchiana nie interesuje nas nic poza najniższym punktem z ostatnich n świec. Zatem nie ma warunku, że do przesunięcia stopa potrzebne są nowe maksima.

Jak wygląda na wykresie stop oparty na kanale Donchiana? Jest to linia wyznaczająca minimum z ostatnich n świec (dla pozycji długich). W miarę, jak rynek porusza się w górę, minima te wypadają coraz wyżej, co pozwala nam podnosić stopa w kierunku ruchu cen. Dla pozycji krótkich jest to analogiczne - maksimum z ostatnich n świec. Naniesienie obu stopów na wykres rysuje nam właśnie kanał Donchiana.


Powyżej przedstawiłem system oparty na dwóch stopach (long i short) zastosowany na indeksie WIG w przeciągu ostatniej dekady (świeca miesięczna). Kupno (zielona strzałka) następuje w chwili przebicia przez indeks maksimów z ostatnich 6 świec (pół roku), natomiast stop wyznaczany jest przez minimum z ostatnich 6 miesięcy. Gdy wartość indeksu spada poniżej tego poziomu następuje sprzedaż (czerwona strzałka) lub zajęcie krótkiej pozycji.

I teraz czas na kilka uwag. Po pierwsze, nie ma się co zachwycać faktem, że udało się złapać całą hossę, wyjść względnie wcześnie i ominąć (lub wykorzystać) bessę. Wartość oddalenia (n = 6) dobrałem arbitralnie, tak żeby się to ładnie prezentowało. Przy n=5 już by nam stop strzelił w połowie ruchu, natomiast n > 6 to już są niepotrzebne straty przy odwróceniu. Zatem nie jest to jakiś magiczny współczynnik. Można oczywiście próbować optymalizować te wartości, ale nie wiem, czy ma to większy sens w przypadku gry na indeksie, gdyż w perspektywie 10 lat może się całkiem zmienić mechanika rynków, a do takiej próby trzeba by było wybrać co najmniej 30 lat danych.

Druga sprawa to fakt, że opieramy się tylko i wyłącznie na kanale Donchiana. Inny setup wejścia mógłby nieco zmodyfikować nasze wyniki. Postanowiłem jednak iść w tę stronę, gdyż obie linie (stop dla longów i shortów) opierają się na tej samej zasadzie, przez co są ze sobą kompatybilne.

Po trzecie, zauważmy, jak zachowuje się nasz stop. Nie łapie nigdy samego wierzchołka, jak również nie wchodzi na samym dołku. Odwrócenie pozycji następuje w chwili, gdy ceny cofną się już o pewien dystans. Taka jest specyfika stopów kroczących, więc nie wydaje mi się możliwe uniknięcie strat w fazie odwracania pozycji bez pogorszenia parametrów w innym miejscu.

Kolejna sprawa wynika ze specyfiki samego stopa, czyli powiązania go ze świecami. Tutaj, podobnie jak w innych systemach, szybszy rynek (wyższe świece, luki) powoduje większe oddalenie zleceń obronnych od ceny, natomiast okresy małej zmienności to przybliżenie stopa. Dzięki temu cena ma nieco więcej miejsca na wyszumienie się, a w konsolidacjach miejsce to jest ograniczane. Ma to swoje wady, ale sądzę, że jest to krok w dobrą stronę.

Proponuję jeszcze zerknąć na zachowanie czerwonej linii w II połowie 2007 roku i zielonej w I połowie 2009 roku. Ceny zaczynają już się odwracać, podczas gdy sam stop ciągle porusza się w dotychczasowym kierunku. Jest to oczywiście efektem powiązania zleceń obronnych z minimami i nie oglądania się na zdobywanie nowych poziomów. Dzięki temu w chwili odwrócenia nasze straty są zmniejszane przez ciągle przybliżający się stop. Oczywiście w chwili fałszywych odwróceń (korekt) może to nas przedwcześnie wyrzucić z rynku.

Wartości w kanale nie muszą być równe. Stop dla pozycji długich może być szerszy niż dla pozycji krótkich. Można się oprzeć na zaobserwowanym zjawisku, że spadki są zazwyczaj gwałtowniejsze niż wzrosty (widać to na wykresie wigu). Dzieki ciaśniejszemu stopowi na shortach możemy szybciej odwrócić pozycję na long w przypadku zakończenia spadków.

Jakkolwiek ilość świec, z których liczone sa minima może być dowolnie przez nas wybrana, należy pamiętać o dopasowaniu stopa do naszej strategii i do skali ruchów, które chcemy łapać. Niewątpliwie sytuacje podobne do zaprezentowanej na powyższym wykresie będą należały do rzadkości, częstsze będą strzały na stopie w połowie trendu oraz kosztowne odwrócenia kierunku cen. Niestety, ciężko jest tego uniknąć, aczkolwiek nasze starania nie są pozbawione szans. Trzeba się jednak przygotować na fakt, że kanał Donchiana wymaga opracowania mechanizmów odnawiania pozycji, gdyby wyjście (odwrócenie) okazało się przedwczesne. Najprostszym rozwiązaniem jest oczywiście czekanie na ponowne przebicie maksimów z n sesji.

Stopy oparte na kanale Donchiana oraz cały system SAR zbudowany na tej podstawie od początku przypada do gustu. Jest prosty, do jego wyrysowania wystarczy linijka lub też każda inna pozioma linia. Z drugiej strony opiera się wyłącznie na cenach, co nie wymaga stosowania złożonych formuł liczących, współczynników, jak również nie odwołuje się do tworów sztucznych, będących przetworzeniem wykresu w coś, co ma z nim niewiele wspólnego. Jest to realizacja w praktyce zasady KISS.

Wadą tego systemu jest jego fatalna skuteczność w ruchu bocznym. O ile trendy łapie stosunkowo dobrze, to jednak ceny poruszające się poziomo oznaczają serię stratnych transakcji (co widzimy w lewej części wykresu). W grze na giełdzie chodzi o to, żeby całościowo wychodzić na plus, tak więc złapanie jednego dobrego trendu rekompensowało kilka stratnych wejść wcześniej. Jeśli to udaje się zrobić na dłuższą metę, to znaczy, że system się sprawdza.

Myślę, że sama koncepcja jest na tyle szeroko rozpropagowana, że nie wymaga szerokiego omawiania. Wyszukiwarka z pewnością pozwoli na wykopanie ton ciekawych materiałów na ten temat, z których polecam wpisy Tomasza Symonowicza, który poświęcił Żółwiom wiele postów. Poniżej wrzucam jeszcze kilka wykresów, żeby ci, którzy spotykają się z tą techniką po raz pierwszy mogli lepiej dostrzec jej zachowanie w praktyce.


Wykres PKO przedstawiający kanał n = 10.


Wykres WIG przedstawiający kanały od n = 5 do n = 15 ze skokiem o 2. Można sobie obejrzeć, jak zmienia się punkt odpalenia stopa przy różnych wariantach kanału.


Wykres BRE przedstawiający kanał n = 10.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Stopy kroczące IV - świece

Ostatnim razem zajmowaliśmy się trochę już zmodyfikowaną techniką porwadzenia stopów po minimach ze świec. Mimo, iż całkiem dobrze może się ta metoda sprawdzać przy eksploatowaniu ruchów krótkoterminowych, bywa czasem tak, że odległość stopów od cen jest za mała lub za duża.

Proponuję zatem wprowadzić dodatkowy czynnik, czyli ograniczenia oddalenia stopów. Pierwszym problemem, który napotykamy jest punkt odniesienia, czyli od jakiego miejsca będziemy odmierzać. Myślę, że słuszne będzie liczenie dystansu względem ceny zamknięcia, co pozwoli nam trzymać się najbardziej aktualnej z danych nam wartości. Można oczywiście posługiwać się wartościami high i low, ale myślę, że to właśnie close będzie najodpowiedniejsze.

Drugą kwestią jest sama odległość stopa od ceny. Może to być stała wartość, ale jak pisałem tutaj, nie zawsze jest ona najlepszym rozwiązaniem, gdyż nie oddaje aktualnej sytuacji na walorze. W związku z tym proponuję oprzeć się na jakimś mierniku zmienności, na przykład ATR. Oczywiście musimy mieć do tego mnożnik, czyli wielokrotność ATR dla dwóch wariantów: "nie mniej niż n*ATR" oraz "nie więcej niż m*ATR". Kwestię wielokrotności pozostawiam bez rozstrzygnięcia, gdyż dla różnych systemów będzie to inna wartość.

Po trzecie, ingerujemy w ustawienia stopów jedynie podczas ich przesuwania. Tak więc jeśli robimy nowe maksima, przesuwamy stopa w miejsce zgodne z poprzednio omawianymi wytycznymi, chyba że przekroczone zostaną dopuszczalne widełki, wtedy ustawiamy stopa właśnie na odpowiedniej granicy.

Poniżej wprowadziłem korekty do wykresu, którego użyłem w poprzednim wpisie. Przyjąłem, że stop nie może być bliżej niż 1*ATR(15) oraz nie dalej niż 2*ATR(15), oba odmierzane od wartości close. Zatem zerknijmy na pierwszy, oryginalny wykres.


Tutaj wprowadziłem zmiany, czyli narzuciłem na wykres dwie linie oznaczające obszar, w którym powinien poruszać się nasz stop. Należy pamiętać, że nie każde wyjście poza linię ma dla nas znaczenie, gdyż modyfikacji dokonujemy jedynie w chwili przesuwania stopa.


Różowymi kreskami zaznaczyłem miejsca, gdzie wpłynęło by to na ustawienie stopa. Różowa strzałka oznacza dzień, w którym prawdopodobnie zbytnie przybliżenie zleceń do cen spowodowałoby zamknięcie transakcji.



I ostatni wykres, tym razem pokazałem oba warianty stopów, czerwone to dotychczasowe, niebieskie zmodyfikowane.


Przyglądając się powyższym wykresom można wysnuć pewne wnioski. Głównym z nich jest fakt, że osiągnęliśmy nasz cel, gdyż w chwili przesuwania stopa, nie jest on dalej lub bliżej naszego progu, który określiliśmy w oparciu o ATR. Po drugie widzimy, że stop został oddalony w chwili ruchu bocznego, natomiast przybliżony w okresie dynamicznych wzrostów. Wiąże się to z faktem, iż w ruchu bocznym stopy naturalnie przybliżają się do cen, natomiast przy wzrostach te drugie odjeżdżają stosunkowo szybko. Sprawiliśmy tym samym, iż nasze ryzyko (mierzone odległością stopa) stało się bardziej przewidywalne mieści się zazwyczaj w przyjętych granicach.

Trzeba też pamiętać, iż zacieśnianie stopa w okresie dynamicznych ruchów cen może poskutkować tym, co nam się przydarzyło, czyli wcześniejszym wyrzuceniem przy gwałtowniejszej korekcie. Podnosi to nieco ryzyko w tym aspekcie, ale być może korzyści w innym miejscu to rekompensują.

Modyfikacja ta może nie wszystkim pasować. Nie do końca jestem też w stanie powiedzieć, czy polepszy to nasze wyniki. Trzeba wszystko samemu dokładnie wypróbować w teorii, przerobić paper trading, ewentualnie przetestować na danych historycznych i dopiero można stosować w grze na rynku. W następnym wpisie odejdziemy już od rozbudowywania tej techniki, ale wciąż będziemy się opierali na cenie.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Gra w ruchu bocznym

Od jakiegoś czasu staram się obserwować spółki, które mają zwyczaj poruszać się bokiem. Co prawda wszyscy wiemy, że najlepiej zarabia się w trendzie (wzrostowym, spadkowym), ale dlaczego nie wykorzystać też faktu, że rynek idzie poziomo wykreślając stosunkowo czytelne poziomy wsparcia i oporu.

Niestety, problemem jest tu ograniczony potencjał do zysku. Z góry wiemy, ile mamy szansę zarobić, mając oczywiście świadomość, że ceny mogą nigdy nie dotrzeć do oczekiwanego przez nas poziomu, jak też to, że mogą go przebić rozpoczynając trend.

Nie chcę tu wchodzić we wszystkie aspekty gry w kanale, gdyż jesteśmy w trakcie cyklu o stopach, ale chcę jedynie wspomnieć o dwóch okazjach inwestycyjnych, które mi wpadły w oko. W jednej pociąg już odjechał, ale druga jest jeszcze przed nami.


W przypadku Netii spóźniłem się z reakcją, przez co rynek zdążył już ruszyć do wzrostów. Kupowanie teraz to już za duże ryzyko. Luźno mierzona szerokość tego kanału to 7-8%, co może nie jest imponującą wartością, ale powtórzona 2-3 razy może stanowić już łakomy kąsek. Zakładam tylko grę na długie pozycje.


Z kolei Stalprodukt jest spółką, którą obserwuję z dużą uwagą. Zbliżamy się do wsparcia, które z dużym prawdopodobieństwem się utrzyma, co da nam okazję do zajęcia pozycji o stosunkowo niewysokim ryzyku. Ponadto w ostatnich miesiącach ukształtował się wyraźny prostokąt, dodatkowo korespondujący z poziomami wykupienia i wyprzedania na oscylatorze. W tym przypadku do wyjęcia między kreskami jest 11-12%, co jest w mojej ocenie wartością godną podjęcia próby złapania.

Powyższe przykłady pokazują, że zarabiać można również na ruchu bocznym. Zyski są mniejsze, ale za to ryzyko początkowe niższe oraz całą operację można powtarzać wielokrotnie. Oczywiście może się też okazać, że tym razem ograniczenia zostaną połamane, a my złapani w sidła. Ale cóż, to jest giełda.

sobota, 14 sierpnia 2010

Kilka zmian na blogu

Pisanie bloga to czasochłonne zajęcie. Nie ułatwia sprawy fakt, że studiuję, pracuję, odbywam praktyki a do tego czas powoli zabierać się za magisterkę. W związku z tym postanowiłem zatroszczyć się nieco o dochodowość niniejszego przedsięwzięcia.

W dniu dzisiejszym dorzuciłem belkę reklamową po prawej stronie, co zwiększa powierzchnię Google AdSense. Ponadto, dodałem pole AdTaily w prawym górnym rogu, gdzie możecie sobie za jedynie 40 gorszy dziennie wgrać reklamę, wrzucić jakiś tekst na obrazku etc. Zastrzegam sobie jednak prawo do moderacji niestosownych reklam. Po trzecie w niższej części prawego menu podałem konto, na które możecie przekazać mi jakąś sumkę, jeśli uważacie, że to co robię jest fajne i jednocześnie chcecie pozwolić mi z większym spokojem patrzeć na swoją finansową przyszłość.

Z takich ciekawostek, dodałem pod każdym postem pole, gdzie wyświetlają się trzy losowe wpisy z mojego bloga. Może kogoś interesuje jakieś zagadnienie a nie chce wertować historii w jego poszukiwaniu. W ten sposób możecie natknąć się na interesujące wpisy z przeszłości.

Zastanawiam się jeszcze nad wrzuceniem na bloga jakiegoś programu partnerskiego. Jeśli będziecie planowali otwarcie jakiegoś rachunku czy skorzystanie z usługi, dokonanie tego przez mój link nie będzie dla Was wielkim problemem, a jednocześnie zasilicie mnie kilkoma złotówkami.

Mam nadzieję, że zwiększona powierzchnia reklam nie zaburzy przejrzystości i przyjazności tego bloga. Sam nie lubię być zawalany reklamami, więc rozumiem punkt widzenia użytkownika. Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie śmiało.

środa, 11 sierpnia 2010

Stopy kroczące III - świece

Nadszedł czas na wzbogacenie naszej poprzedniej techniki o kolejny warunek. Stop podnosimy tylko wtedy, gdy tworzone jest wyższe high, lecz ustawiamy go nie pod świecą robiącą nowe maksimum, ale pod poprzednią.

Trzeba jeszcze doprecyzować trzy sprawy. Po pierwsze, jeśli nie ma przesłanek do przesunięcia stopa, pozostaje on na dotychczasowym miejscu. I po drugie, jeśli low ze świecy podnoszącej maksy byłoby niższe od poprzedniego, obowiązuje nas nowsze, czyli to, które jest położone niżej (stawiamy na bardziej oddalony stop). W takim wypadku, jeśli następnego dnia będzie sygnał do przesunięcia zlecenia, ignorujemy go, gdyż zlecenie jest już w miejscu, w które mielibyśmy je przesunąć. Po trzecie, wyższe high może być tworzone względem najwyższego high w ruchu, który łapiemy lub względem wczorajszego high. Ja preferuję pierwsze rozwiązanie, gdyż daje cenom więcej miejsca i to właśnie je będę wykorzystywał.

Może się pojawić problem techniczny dotyczący przesuwania stopa, gdyż nie zawsze jest to takie czytelne i łatwe do zrozumienia. Proponuję zatem patrzeć na wszystko w układzie dwóch świec, a nie trzech. Myślmy o tym tak, jak byśmy przesuwali zlecenie stop po południu sesji, która robi nowe maksima. Mamy więc świecę dzisiejszą i świecę wczorajszą. Jeśli dziś zrobiliśmy wyższe high, przesuwamy stopa pod wczorajsze low (chyba, że dzisiejsze low jest niżej, wtedy pod dzisiejsze). Oczywiście stop obowiązuje na sesję jutrzejszą.





Celem wprowadzonej modyfikacji jest oddalenie stopa od cen, dzięki czemu łatwiej jest złapać większy ruch bez wyrzucenia przez przypadkowe wahnięcie rynku. Dwie świece to już jest bufor, który może pozwolić ładnie poprowadzić pozycję. Z tym, że należy mieć na uwadze kilka szczegółów wiążących się ze stosowaniem tej techniki.

Biorąc pod uwagę dwie świece, mamy spore szanse, że co najmniej jedna z nich będzie dłuższa. Dzięki temu unikniemy niebezpiecznego przybliżenia stopa do cen, co miało miejsce w przypadku jednej krótkiej świeczki. Niestety, kij ma dwa końce. Nastawiamy się na łapanie dynamicznych ruchów, więc będzie się zdarzało, że trafimy na dwie świece znacznie powyżej średniej pod względem długości, a do tego możemy się jeszcze natknąć na lukę między nimi. Sprawia to, że odległość stopa od cen zwiększa się, narażając nas na ryzyko oddania dużej części zysku.

Można na to patrzeć z dwóch stron. Faktycznie, zwiększa to odległość stopa przez co w razie odwrócenia tracimy sporo z wirtualnego zysku. Ale z drugiej strony jest to zgodne z szeroko stosowaną praktyką uzależniania szerokości stopa od zmienności. Gdy ta jest duża, stosujemy szerokie stopy dla uniknięcia wyrzucenia podczas wahnięcia w kierunku przeciwnym, natomiast zacieśniamy zlecenia, gdy zmienność maleje (małe świece, brak luk).

Czy zostawianie więcej miejsca na ruch podczas wysokiej zmienności jest dobrym rozwiązaniem? Można z łatwością przytoczyć argumenty pro i kontra, ale osobiście sądzę, że wszystko zależy od założeń naszego systemu i ruchów, które planujemy eksploatować. Przy poruszaniu się w ramach pojedynczych swingów, zwlekanie z szybkim zabezpieczaniem zysków może się kończyć stratami w długim terminie, gdyż z dobrych transakcji wyciągamy za mało z powodu opóźnionego wyjścia, co w efekcie nie pozwoli na pokrycie strat z nieudanych transakcji.

Tak więc, prowadzenie stopów staje się coraz bardziej złożone, dochodzi nam coraz więcej aspektów do uwzględnienia oraz coraz więcej problemów do zbadania. W następnym wpisie dorzucimy jeszcze jeden warunek :)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Stopy kroczące II - świece

Tym razem wprowadzimy drobną modyfikację do techniki prezentowanej wcześniej, co jednocześnie przyda nam się w następnym wpisie, gdzie zmienimy kolejny szczegół. Ale po kolei.

Ostatnio pisałem o ustawianiu stopa tuż pod low z poprzedniego słupka. Technika ta ma wiele wad, jednak część z nich da się wyeliminować lub nieco ograniczyć. Myślę, że największym problemem jest ryzyko przypadkowego odpalenia stopa. Małe wahnięcie może sprawić, że pozycja ulegnie zamknięciu, mimo iż nic istotnego się nie wydarzy. Wprowadzimy zatem warunek dodatkowy, który dla pozycji długiej brzmi: przenosimy stopa pod low tylko tego słupka, który tworzy nowe high. Może nie być to do końca jasne na podstawie samego opisu, ale myślę, że poniższy wykres i komentarz wideo nieco rozjaśnią sprawę.






Możliwa i spotykana jest sytuacja, kiedy to maksima podnoszone są zaledwie o kilka tików, a świeczka jest malutka. W takich wypadkach system zakłada podciągnięcie stopa pod tę małą świeczkę, co znów przybliża nam zlecenie obronne do cen. Może to być zbawienne, gdy jesteśmy na szczycie swingu, ale zgubne gdzieś w jego trakcie. Niestety, jest to ograniczenie wynikające z samej konstrukcji techniki. Możemy próbować mu przeciwdziałać warunkiem dotyczącym wysokości świecy, o którym wspominałem poprzednio.

Widzimy więc, że dyscyplina została nieco poluzowana, teraz już low może być niższe od poprzedniego low, ale jedynie w szczególnej sytuacji. W następnych wpisach będziemy się posuwali dalej w tym kierunku, czyli do coraz szerszych stopów, zdolnych do łapania większych ruchów, a zarazem mających parametry, których modyfikacja pozwoli uelastycznić całą metodę.

Pamiętajcie też, że pokazałem przykład, gdzie omawiana modyfikacja dała lepsze rezultaty, niż osiągnięte bez jej wprowadzenia. Zdarza się, że rezultaty bywają gorsze, ale niestety do oszacowania co się lepiej sprawdza w długiej perspektywie, należy przeprowadzić dokładne testy całego systemu.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Stopy kroczące I - świece

Czas w końcu zabrać się za omawianie różnych koncepcji stopów kroczących. Nie będzie to jakaś rewolucja, przybliżę najbardziej popularne techniki ich prowadzenia. Myślę, że w zasadzie jest wiele dobrych rozwiązań, o ile ma się dobrze dopracowane warunki dodatkowe, czyli ewentualne ponowne otwieranie transakcji po wyrzuceniu, czy też specjalne warunki do stopów. Zatem zaczynamy.

Pierwsza z technik jest stosunkowo prosta, polega mianowicie na ustawianiu stopa 1 tik poniżej low z poprzedniego dnia (słupka intraday). W miarę, jak kolejne dni mają swoje low coraz wyżej, nasz stop przesuwa się razem z cenami. Kiedy rynek spada poniżej minimum z poprzedniego dnia, zamykamy pozycję. Oczywiście jest to wariant dla pozycji długich, dla krótkich jest to analogiczne. Omawiał już tę technikę Kathay w tym miejscu i w następnych postach.

Na wykresie wygląda to mniej więcej tak (bez setupu wejścia):


Przedstawiłem powyżej dwa (idealne) przykłady, gdzie sprawdziła się ta metoda prowadzenia stopów. Trzeba jednak wyjaśnić kilka wątpliwości, gdyż bez tego z pewnością bym Was władował na minę.

Po pierwsze, nie ma tutaj żadnego setupu wejścia, robiłem strzałki w idealnym dołku, żeby możliwie ładnie poprowadzić stopa. Normalnie nie zdarzają się takie wejścia.

Po drugie, jest to technika służąca to łapania krótkich i dynamicznych ruchów. W przypadku nieco wolniejszych swingów jesteśmy narażeni na częste strzelanie stopa, mimo iż ceny będą ciągle szły w naszym kierunku. Niestety, taka jest specyfika tej metody.

Po trzecie, należy zauważyć, że skoro łapiemy krótkie ruchy, będziemy ponosili duże koszty z racji luk, spreadów i prowizji. W pierwszym z omawianych przypadków mieliśmy właśnie wyjście na luce. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wtedy nasz stop nie jest strzelany po cenie minimum z poprzedniego dnia (- 1 tik), ale po cenie otwarcia. Może to mieć niebagatelne znaczenie dla wyniku systemu. Kolejna rzecz to wymóg bardzo płynnego rynku. Duży spread również wygeneruje znaczne poślizgi przy wykonywaniu zleceń.

Po czwarte, jest spory problem z ustawieniem stopa dla pierwszego dnia transakcji. Wchodzimy na rynek, i co? Przecież nie znamy dzisiejszego minimum, żeby pod nim postawić stopa. Musimy więc opracować metodę stopa początkowego i koniecznie należy pamiętać o tym, że nie może on być za szeroki (bo łapiemy małe ruchy). Można próbować go ustawiać w oparciu o low z poprzedniego dnia, ale to musi być kompatybilne z naszym setupem wejścia. Ewentualnie można wprowadzić jakąś sztywną wartość opartą np. o ATR.

Po piąte, świece mają to do siebie, że nie są równej długości. Tak więc odległość cen od naszego stopa może się diametralnie zmienić z dnia na dzień. Widać to dokładnie na powyższym obrazku. Ryzyko nie jest więc w miarę równe, ale waha się dość mocno. Trzeba to mieć na uwadze przy korzystaniu z powyższej metody. Można próbować dodawać warunek oparty na cenach zamknięcia lub długości świec, czyli "stop 1 tik poniżej low z poprzedniego dnia, o ile świeca nie jest dłuższa/krótsza niż X, wtedy stop w odległości Y od ceny zamknięcia". Jest tu pewne pole do modyfikacji.

Myślę, że te kilka uwag wystarczy, żebyście poznali zarys koncepcji. Nie łudźcie się, że technika jest banalnie prosta i daje się łatwo stosować. Żeby dobrać ten przykład musiałem chwilę poprzeglądać wykresy. Mam wrażenie, że ładniej da się zastosować na rynku forex w perspektywie intraday.

Radzę Wam zatem, jeśli macie setup wejścia, wybrać kilka wykresów i poprzeglądać, jak by się odbywał trading przy użyciu tego stopa. Z pewnością nie jest to takie proste na danych dziennych. Ale jeśli łapie się krótkie i intensywne ruchy, może to być dobre rozwiązanie.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Dokąd teraz?

Rynki doszły do ciekawego miejsca. Właściwie to indeksy w USA doszły do niego, a jeszcze konkretniej - S&P. O ile poprzednim razem zabrakło pary i rynek odbił się od poziomu oporu z 21 czerwca, o tyle po pięknym rajdzie z 2 sierpnia spodziewałem się kontynuacji i dalszych wzrostów. Tymczasem ceny już czwarty dzień poruszają się w bardzo wąskim range'u i nie bardzo okazują chęć do jego opuszczenia. Zerknijmy na wykresy (za freestockcharts.com):



I teraz nie wiadomo, co myśleć. Za spadkami przemawia fakt, że jesteśmy na oporze technicznym, z którego przełamaniem mamy widoczny problem. Pesymistycznie wygląda również struktura wykresu w ramach konsolidacji, gdzie podejścia w górę są raczej mozolne, a zjazdy gwałtowne. Można to odczytywać, jako koszyki wysypywane przez dużych zawodników.

Z drugiej strony jesteśmy w krótkoterminowym trendzie wzrostowym i na razie nie ma przesłanek do jego załamania. Ci, co byli na długich pozycjach z pewnością ciągle mogą na nich pozostać, przynajmniej dopóki nie będzie jakiegoś większego cofnięcia.

Ja w tym wypadku jestem otwarty na oba warianty, no może z lekkim nastawieniem na spadki, gdyż patrząc na strukturę ostatnich wzrostów widzimy gasnący impet przejawiający się w coraz słabszych ruchach na północ. Poza tym nie mieliśmy porządniejszej korekty, zatem bym jej oczekiwał.

Myślę, że na razie warto czekać, gdyż range ma to do siebie, że prędzej czy później zostaje przełamany. Dynamika ruchu po wybiciu może nam dać pewne wskazówki, co do siły obu stron, a co za tym idzie pozwoli nam to na narysowanie jakiegoś scenariusza na najbliższe dni. Myślę, że nawet samo złapanie wybicia może nie być głupim pomysłem z racji możliwości ustawienia ciasnego stopa. Ale niestety, ciężko u nas zagrać na indeksie S&P.


środa, 4 sierpnia 2010

Nie ma się co przywiązywać

Z pewnością zauważyliście, że przez ostatni miesiąc lub więcej prezentowałem postawę niedźwiedzią, czyli obstawiałem grę na spadki. Działo się tak przy każdym punkcie zwrotnym na rynku, czasem silniej, czasem słabiej. Bardzo często też "dla śmiechu" prezentowałem warianty skrajnie spadkowe, choć nie zawsze w nie wierzyłem. To ostatnie bardziej w prywatnych rozmowach niż blogowych wpisach.

Skutkiem powyższego, przylgnęła do mnie łatka "niedźwiedzia" i wytykano mi każdy dzień wzrostów. Kiedy doszły do tego moje działania na giełdzie, czyli co zrobiłem, jak, dlaczego i czego nie zrobiłem, postanowiłem przemyśleć sprawę i podzielić się z Wami wnioskami.

Kiedy analizujemy rynek (a przynajmniej kiedy ja to robię) staramy się zawsze wyszukać argumenty przemawiające za różnymi wariantami przyszłego zachowania rynku. A to oscylator, a to linia trendu, innym razem formacja świecowa etc. Gdy już mamy w miarę jasny obraz sytuacji, sprawdzamy bilans i wychodzi nam, że jest 4:1 na korzyść któregoś scenariusza, przyjmijmy że wzrostowego. Wtedy to obieramy kierunek - długie pozycje. W miarę rozwoju wydarzeń na wykresie, możemy utwierdzać się w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję, lub też fakty mogą nieco naruszać nasz scenariusz.

Nie będę przechodził teraz do pseudo-psychologicznego opowiadania, jak to działa nasz mózg i jak psychika nas oszukuje. Po prostu w pewnej chwili możemy dojść do sytuacji, gdy ignorujemy oczywiste fakty obalające naszą teorię o rynku i ciągle twierdzimy, że będzie rosło. Jakie są tego efekty? Kosztowne.

Zbytnie przywiązanie się do założonego scenariusza sprawia, że przegapiamy moment, gdy powinniśmy opuścić pozycję ("bo przecież zaraz odbije w górę"), jak również nie zajmujemy pozycji przeciwnej, gdy są po temu przesłanki ("bo to tylko korekta bez znaczenia"). Po pewnym czasie możemy zacząć się złościć, że przecież rynek coś robi źle, że ktoś tym wszystkim manipuluje etc., podczas, gdy problemem jesteśmy my sami.

Nie wiem, czy znacie to z własnych doświadczeń. Ja sam czytałem wielokrotnie o tego typu zagadnieniach i byłem przekonany, że mnie one nie dotyczą. Ostatnio jednak zacząłem zauważać, że ignoruję pewne oczywiste znaki, które daje rynek, a co gorsza, przekłada się to na wartość mojego portfela. Na razie nie są to jeszcze straty, ale raczej niewykorzystane szanse objawiające się opóźnionymi wejściami na rynek.

Jak temu przeciwdziałać? Wydaje mi się, że podstawą jest jednak mechanizacja tradingu. Wypracowanie ścisłych zasad i trzymanie się ich. Wtedy decydują świece, a nie nasze przeświadczenie co do przyszłości. Jest to kolejny przykład, gdzie przeszkadzamy sobie sami i należy wyeliminować czynnik ludzki (na etapie podejmowania decyzji).

Niektórzy z pewnością odniosą wrażenie, że wpis ten jest niejako usprawiedliwieniem moich ostatnich tez o spadkach, które się ostatecznie nie potwierdziły. W sumie mi samemu ciężko powiedzieć, gdyż mimo kilku wpadek, na całej sytuacji zarobiłem. Mimo, iż czasem obstawiam jakiś wariant, nie zawsze postępuję według niego na rynku.

Z tej całej przygody wyniosłem tę korzyść, iż w tej chwili zawsze w tyle głowy mam wątpliwość, czy nie patrzę na wykres przez okulary własnych wyobrażeń ignorując fakty. Dzięki temu co jakiś czas rewiduję przekonania i staram się obejrzeć wszystko "na nowo".

PS. Zaczynam prowadzić notatki z transakcji (przesłanki wejścia, wyjścia etc). Mam nadzieję, że ich lektura pozwoli lepiej dostrzegać popełniane błędy.

PSS. Nie sprzedałem na krótko tej TPSY, nie było sygnału odwrócenia :)

PSSS. Postaram się od następnego wpisu zająć już tymi stopami kroczącymi, może znajdę trochę czasu.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Recenzja - Tushar S. Chande - Beyond technical analysis: How to develop and implement a winning trading system.

Kompleksowe opracowanie dotyczące budowania systemu inwestycyjnego. Po kolei od A do Z Chande pokazuje nam, jak projektować system, co powinno być wzięte pod uwagę, czego po systemach można oczekiwać, a czego nie. Dla przykładu podam 6 zasad, którymi powinniśmy się kierować (wg Chande) przy budowie systemu:

1. The trading system must have a positive expectation, so that it is "likely to be profitable."
2. The trading system must use a small number of rules, perhaps ten rules or less.
3. The trading system must have robust parameter values, usable over many different time periods and markets.
4. The trading system must permit trading multiple contracts, if possible.
5. The trading system must use risk control, money management, and portfolio design.
6. The trading system must be fully mechanical.


Ponadto, Chande wprowadza swój wskaźnik trendu (konkurencyjny do ADX) o nazwie RAVI, oparty na dwóch średnich kroczących. Warto się nim zainteresować, gdyż jego wskazania są nieco szybsze od ADX, co pozwala lepiej reagować na zmiany trendu.

Nie będę po kolei opisywał zawartości książki, gdyż każdy może sobie przejrzeć spis treści. Pozycja moim zdaniem nie do pominięcia dla systemowców. Wymaga co prawda nieco doświadczenia w temacie i znajomości podstaw statystyki, ale nie powinno to zniechęcać. Trudność językową oceniam na średnią, nie ma problemów ze zrozumieniem nawet bez znajomości poszczególnych słów. Poza tym czyta się ją z prawdziwą przyjemnością :)

Jeśli chcesz przeczytać moje recenzje innych książek o inwestowaniu i giełdzie, przejdź do poświęconej temu strony.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails