Zapisz się na newsletter, otrzymuj informacje o nowych wpisach i odbierz szkolenie!

środa, 30 czerwca 2010

Fibonacci w praktyce

Zgodnie z obietnicą nadszedł czas na kilka wniosków wyciągniętych po 2 dniach stosowania współczynników Fibo oraz oglądania wykresów z tej perspektywy. Oczywiście są to uwagi "na gorąco", moje oko nie jest wyćwiczone w wyszukiwaniu formacji ABCD czy XABCD, ale możecie to potraktować, jako problemy, z którymi spotyka się nowicjusz na tym polu.

Przede wszystkim smuci mnie wieloznaczność. Współczynniki Fibo to nie tylko 2-3 wartości, ale, jak podaje Danielewicz, aż 25 poziomów. Fajnie? Wyobraźcie sobie podziałkę, która zamiast kresek 38,2%, 50%, 61,8%, 100% czy 161,8% wyróżnia ich kilkukrotnie więcej.

Zatem mamy 25 wariantów. Teraz poszukajmy do nich narzędzi:

- zniesienie wewnętrzne
- zniesienie zewnętrzne
- analiza ekspansji
- alternate price pojections (APP).

Daje nam to już 100 potencjalnych poziomów. A przecież zniesienia się grupują, więc możemy mieć 5 zniesień wewnętrznych, 2 zewnętrzne oraz jakąś ekspansję oraz APP. Efektem jest już prawie 200 poziomych kresek, które mogą służyć za wsparcie.

Z tego też względu zaczynam szukanie wsparć i oporów od próby dostrzeżenia formacji ABCD, gdyż w kwestii krabów, gartley'ów czy motyli moje oko nie jest jeszcze tak wyrobione. Dopiero gdy mam zrealizowane lub potencjalne ABCD, staram się przeanalizować koniec struktury pod względem właśnie zgrupowania istotnych zniesień.

Sama formacja też może być problemem, gdyż nie zawsze AB=CD. Odcinki te również mogą występować względem siebie w zależnościach Fibo, czyli np. 1.618 AB = CD. Daje nam to kolejną wątpliwość pod względem formacji i kolejne kilka potencjalnych poziomów wsparcia.

Przeprowadzenie powyższej analizy na danych EOD wydaje mi się już wystarczająco czasochłonnym procesem, lecz robienie jej na potrzeby gry intraday wymaga chyba siedzenia przy notowaniach cały dzień.

Myślę, że pewnym ułatwieniem byłoby zaczekanie na zwrot rynku. Jakąś świecę wyczerpania, formację odwrócenia lub widoczne na wykresie niezdecydowanie graczy. Wtedy dopiero można analizować potencjalne wsparcia, a jeśli okaże się, że faktycznie odbijamy się od ważnego poziomu, próbować zajmować pozycję.

Z pewnością Paweł Danielewicz, jako wielki zwolennik tego typu analizy, mógłby powiedzieć znacznie więcej na temat praktycznego wykorzystania współczynników Fibo w tradingu. Z mojego punktu widzenia, jak na razie przyjmuje to postać "wiadomo, że nic nie wiadomo", gdyż trudno jednoznacznie określić wsparcie, mimo że na wykresie historycznym wszystkie poziomy i formacje pięknie działają.

Niemniej postaram się zwracać uwagę na "wsparcia, których nie widać" i może za jakiś czas zmienię zdanie co do adekwatności tej analizy do moich potrzeb i umiejętności. I na koniec krótkie wideo z rysowania kresek :)


wtorek, 29 czerwca 2010

Zrodzone z niewiary...

Czy można nagle uwierzyć? Czy można z rynkowego ateisty stać się w krótkim czasie zwolennikiem ukrytych porządków i magicznych współczynników? Wydaje mi się, że nie, gdyż to wymaga zmiany całej filozofii patrzenia na wykresy, co nie jest proste. Ale z drugiej strony...

Pierwszy kontakt z liczbami Fibonacciego na giełdzie miałem oczywiście podczas zapoznawania się z podstawową literaturą. Nie pamiętam już, czy było o tym u Murphy'ego, ale Fibo został stosunkowo szybko wrzucony przeze mnie do szufladki opisanej "teoria Elliotta, cykle, smoki i inne opowiadania". Przez bardzo długi czas patrzyłem na wykresy bez poszukiwania poziomów 0.382 lub 0.618, a jeśli je wykorzystywałem to jedynie z tej racji, że znajdują się zazwyczaj na podziałkach do mierzenia zniesień, a jednocześnie odpowiadały moim potrzebom.

Na poważnie spojrzałem na te sprawy po zapoznaniu się z prezentacjami wykorzystywanymi podczas konferencji WallStreet w 2009 roku. Niestety, nie mogę udostępnić powyższych, gdyż dostęp do nich wymaga wniesienia skromnej opłaty, ale jeśli ktoś ma życzenie może to zrobić tutaj. Spośród wielu bardzo ciekawych wykładów, wyłowiłem materiały z części prowadzonej przez Pawła Danielewicza. I powiem szczerze, że dawno nie spotkałem się z przekazem tak działającym na wyobraźnię. Ale że jedna jaskółka wiosny nie czyni, po chwili zachwytu i przemyśleń, sprawa odeszła w zapomnienie.

Drugie uderzenie przyszło niedawno, gdy zebrałem się w końcu w sobie i obejrzałem szkolenie dotyczące kontraktów terminowych [do pobrania], które zalegało mi na dysku już od jakiegoś czasu. Czym jest kontrakt wiem, więc zacząłem od drugiej części, którą prowadził wspomniany już Paweł Danielewicz i traktowała ona oczywiście o współczynnikach Fibonacciego. W tym momencie coś mnie już tknęło i postanowiłem przyjrzeć się tematowi nieco dokładniej.

Trzecim i decydującym krokiem było zaopatrzenie się w książkę Danielewicza - Geometria Fibonacciego. Aktualnie mam ją już prawie przeczytaną, więc, jak to zwykle bywa, zacząłem szukać charakterystycznych układów falowych, zgrupowań zniesień i tego typu rzeczy na wykresach. No i dopatrzyłem się, a jakże...

W zasadzie ten przydługi wstęp miał na celu doprowadzić nas do sytuacji na wykresie, którą obserwowałem z rumieńcami przez większość dnia, dopóki koledzy zza wielkiej wody nie zafundowali nam zwały przekraczającej -2,6%. Mimo, że moje wypociny zostały zanegowane przez rynek, postaram się pokazać swój tok myślenia oraz kilka wniosków, które wyciągam po 2 dniach patrzenia via Fibonacci.

Należy podkreślić, że jest to moje pierwsze spotkanie z bardziej zaawansowaną analizą opartą o te współczynniki i metody w związku z czym rezerwuję sobie prawo do popełniania błędów, jak również do wyciągania może nieco pochopnych wniosków. Z drugiej strony chcę zaznaczyć, że podam jedynie analizę konkretnej sytuacji, więc oszczędzę sobie omawiania poszczególnych technik stosowanych przeze mnie. Zainteresowanych odsyłam do, swoją drogą bardzo przystępnie napisanej, książki Danielewicza.

Aby przygotować przedpole podpowiem, że wykorzystane zostaną:
- formacja ABCD
- zgrupowanie zniesień wewnętrznych i zewnętrznych
- analiza ekspansji

Pierwsze, czego zacząłem szukać to formacja ABCD, gdyż Danielewicz podaje ją, jako bardzo wiarygodną, a jeśli występuje w otoczeniu istotnych zniesień, to już super mocną. ABCD udało mi się dostrzec na dzisiejszym wykresie W20. Może obecnie nie będzie to pięknie widoczne, gdyż świeczka jest już znacznie niżej, niż była w ciągu dnia, gdy oceniałem wykres.

Może gołym okiem tego nie widać, ale ramię AB było równe ramieniu CD (w wartościach punktowych). Według teorii to mógł być czynnik uwiarygadniający całą formację. Niestety, zniesienie BC ruchu AB nie oparło się o żaden ze współczynników Fibo, a byłoby to bardzo pożądane. Zatem potencjalnym wsparciem miał okazać się poziom 2290.

Drugim elementem, który wprowadziłem było zniesienie zewnętrzne fali BC. Myślę, że wszyscy wiemy, czym jest zniesienie wewnętrzne, czyli zwykłe. Otóż zniesienie zewnętrzne jest to sytuacja, gdy ruch przewyższa swym zasięgiem korygowane ramię, czyli korekta przekracza 100%. W poniższym przypadku zadziałało zniesienie 113%, które Danielewicz podaje jako wartość Fibo (więcej o tym później). Na wykresie wypadło ono na poziomie 2292, co zaznaczyłem zieloną pogrubioną i przerywaną linią.


Kolejna sprawa to analiza ekspansji. W prostych żołnierskich słowach polega to na przyłożeniu podziałki do odcinka AB (w naszym przypadku), a następnie bez zmieniania czegokolwiek, odmierzeniu poziomów od punktu B w dół. Może wydawać się to nieco skomplikowane, ale mam nadzieję, że wykres nieco rozjaśni sprawę.

W tym wypadku najbardziej sprawdzającym się zniesieniem jest 14,6% (które podobnież także jest zniesieniem Fibo), co daje nam wsparcie w okolicach 2289 (zielona przerywana kreska).

Myślę, że mogę zastosować jedynie te trzy przypadki, gdyż nie chcę naginać zasad i teorii do swoich potrzeb. Popatrzmy zatem raz jeszcze, jak wyglądają te kreski razem:

Trzy poziomy: zasięg formacji ABCD, zniesienie zewnętrzne 113% oraz analiza ekspansji 14,6% zbiegły się w tym samym miejscu z dokładnością do 2-3 punktów na wykresie. Ponadto, czego tu nie widać, rynek przez większą część dnia balansował dokładnie na tej granicy, co sprawiało, że w mojej głowie strzelały fajerwerki. Nie jestem na tyle naiwny, aby bredzić o Graalu, ale przyznam, że byłem pod dużym wrażeniem.

Niestety, ruch w USA spowodował przebicie powyższego wsparcia. Teoretycznie może to być sygnałem słabości i przesłanką do otwarcia krótkiej pozycji, ale nie będę przecież podejmował decyzji o wchodzeniu na rynek na podstawie pierwszego napotkanego przykładu nowo poznanej metody.

Wpis się nieco rozciągnął, przez co postanowiłem przerzucić wnioski do kolejnego, w którym pokuszę się o kilka słów komentarza i własnych spostrzeżeń.

Póki co dodam tylko, że położenie formacji ABCD było nietypowe, nie do końca zgodne z tym, co mówi teoria, według której najlepiej jest rysować je jako korekty w trendach. Poza tym, narysowałem jedynie 3 kreski oznaczające wsparcie, podczas gdy Danielewicz w swoich przykładach pokazywał przypadki grupujące 10 i więcej zniesień.

Na koniec uspokajam, że nie stałem się nagle magikiem wykresowym, a jedynie wykorzystuję nadarzający się obrazek do napomknięcia o nowych technikach, które poznaję. Do tematu o stopach powrócimy za 1-2 wpisy :)

Trójkąt z potencjałem

Formacje bywają bardziej lub mniej czytelne. Jednak trójkąt symetryczny, który formował się od 3 dni na indeksie S&P należał do tych zgrabniejszych, gdzie testy kresek były dokładne, a rynek poruszał się wewnątrz formacji, jak po sznurku.

Wybicia z trójkątów cechują się często dużą dynamiką cen, gdyż po okresie stopniowo zanikającej zmienności i malejącej amplitudy ruchów, rynek nadrabia zaległości z nawiązką.

Myślę, że można w tym kontekście pozostawić poniższy obrazek bez komentarza :)


niedziela, 27 czerwca 2010

Zabawy na karuzeli - tylko dla odważnych

Z racji częstej obecności na jednym z wortali giełdowych obserwuję przewijające się tam tematy. Co jakiś czas głowy rozpala spółka, której ceny akcji gwałtownie rosną. Od razu pojawiają się pytania, czy warto, czy będzie dalej rosło oraz do jakiej ceny dojdzie.

W sumie nie należy się dziwić, że początkujący gracze bardzo przeżywają tego typu sprawy, gdyż wzrosty przekraczające 10% dziennie przez szereg dni z pewnością działają na wyobraźnię. Ostatnio mieliśmy podobny przykład z dwiema spółkami, które połączyły wspólne dane fundamentalne. Mam oczywiście na myśli Karen i Komputronik. Z wcześniejszych przykładów warto chyba wymienić Petrolinvest, Izolację czy też spektakularne wzrosty na AD Drągowski. Wstawię wykresy, żeby było wiadomo, co mam na myśli, a później poczynię kilka uwag.

Komputronik - 140% w 6 dni

Karen - 267% w 6 dni

Izolacja - 184% w 5 dni

Petrolinvest - 129% w 5 dni

AD Drągowski - 840% w 7 dni

Myślę, że powyższe wykresy, jak również skala wzrostów mogą robić wrażenie nie tylko na początkujących. Mimo wszystko mam zasadę, że nie wchodzę w tego typu spółki. Powód jest prozaiczny - zbyt duże ryzyko. Fakt, że potencjał do zysku również jest znaczny, lecz dla mnie priorytetem jest ochrona kapitału, a więc kluczową rolę odgrywa ustawienie stopa. Ciasne zlecenie przy tego typu ruchach jest bez sensu, gdyż z pewnością zostanie strzelone, natomiast pozostawienie cenom odpowiedniej ilości miejsca na ruch musi się wiązać z zaryzykowaniem utraty dużej części pozycji.

Znam kilka osób, które grają na takich spółkach. Prywatnie nazywam tego typu podejście właśnie karuzelą, gdyż trzeba mieć stalowe ... (wiadomo co), aby utrzymać się na pozycji i jeszcze zarobić na tym całym biznesie.

No właśnie, jak ugrać swoje na takich spółkach? Przede wszystkim trzeba kupić tanio, a sprzedać drogo, to sprawa oczywista. Ważne jest rozpoznanie przyczyn takich wzrostów, gdyż zazwyczaj mają one podstawy fundamentalne w postaci bardzo dobrych wiadomości ze spółki lub dla spółki. Inną przyczyną może być duża nierównowaga między popytem a podażą akcji. Miało to miejsce w przypadku spółki AD Drągowki, gdzie w rękach rodziny właściciela znajdowało się ponad 95% akcji. Zwiększony popyt sprawił, że posiadacze akcji nie byli w stanie go zrównoważyć, co poskutkowało ogromnym wzrostem cen (dzięki czemu ktoś z rodziny opchnął swój pakiet z grubym zyskiem).

Krótko mówiąc, trzeba wiedzieć, co w trawie piszczy. Natomiast większość "szaraków" dowiaduje się o spółce w chwili, gdy ceny idą w górę już 2-3 dni z rzędu. Jak pokazują powyższe obrazki (nie jest to wiarygodna próba, a jedynie te spółki, które mi utkwiły w pamięci) z każdym dniem wzrostów ryzyko zwiększa się w znaczącym stopniu. Kupno 5 dnia lub później to moim zdaniem samobójstwo, natomiast jestem przekonany, że to właśnie wtedy decydują się na wejście w spółkę osoby skuszone bezgranicznymi wzrostami i mające niewielką wiedzę o rynku. Ich zlecenia pozwalają zrealizować zysk tym, którzy kupili tanio, a sami zostają złapani w pułapkę offsidową.

Myślę, że warto przeanalizować tego typu przypadki i zastanowić się, czy ma się odpowiednie predyspozycje do zabawy na karuzeli. Należy mieć wiedzę, że coś może spowodować wybicie cen w górę, czas, żeby obserwować ceny, które częściej są na widełkach niż w notowaniach oraz, jak już wspomniałem, stalowe nerwy, aby nie dostać zawału, gdy cena się ruszy o kilka % między transakcjami. Do tego przydatna jest duża tolerancja na ryzyko oraz umiejętność "czytania" arkusza zleceń, aby w porę dostrzec oznaki słabnięcia popytu.

Jak już pisałem, to zabawa nie dla mnie, więc spokojnie przechodzę nad takimi spółkami do porządku dziennego. Jeśli ktoś ma ochotę spróbować swoich sił, niech się najpierw zastanowi, czy będzie zjadającym, czy zjadanym...

czwartek, 24 czerwca 2010

Stopy a reszta strategii

Myślę, że nie napiszę tu wielkich rzeczy, gdy stwierdzę, że ustawianie stopa początkowego oraz jego dalsze prowadzenie musi być dopasowane do pozostałych elementów strategii. W szczególności musi być konsekwencją horyzontu czasowego, jaki przyjmujemy oraz ruchów, które zamierzamy eksploatować.

Wynika to oczywiście ze specyfiki poruszania się cen w trendzie, gdzie mamy nowe szczyty przeplatane korektami, które często znoszą dość znaczną część ruchu. W takim wypadku musimy wybrać, czy gramy jedynie na krótkie upswingi i przeczekujemy korekty poza rynkiem, czy też decydujemy się na podążanie za trendem i akceptowanie wszystkich wyższych swing low, o ile nie schodzą poniżej poprzednich. Nie bardzo widzę tutaj rozwiązanie pośrednie, gdyż działania takie z pewnością zakończą się strzeleniem stopów, które będą ustawione zbyt ciasno i nie pozostawią dość miejsca na korekty.

Powyższa kwestia dotyczy zarówno gry na słupkach dziennych, jak też gry w mniejszych interwałach (np. H1), na których daje się zauważyć wyraźny trend. Zatem nie będę tutaj wyszczególniał strategii daytradingowych, które często cechują się dużą odmiennością pod względem wykorzystywanych technik.

Już w chwili otwierania naszej pozycji, musimy być świadomi, jaki ruch chcemy złapać i dopasować do tego nasze prowadzenie stopów. Kolejny raz podkreślam rolę planowania, gdyż inaczej możemy wpadać w pułapki, które sami na siebie zastawiamy. Wchodząc na rynek bez przyjęcia określonej techniki strzelamy gola do własnej bramki. Kupujemy w chwili zakończenia korekty, ceny podchodzą w górę po czym nagle zaczynają zawracać. Liczymy, że to chwilowe odwrócenie, czekamy, a korekta znosi 40, 50, w końcu 60% ruchu wzrostowego, więc oceniamy, że nic z tego nie będzie i wychodzimy z rynku. A ten, jak na złość, robi kolejne wyższe swing low i startuje w górę bez nas na pozycji. Znamy to? Stąd mogą brać się te bolesne przypadki, kiedy sprzedajemy w najgorszym możliwym momencie.


środa, 23 czerwca 2010

Recenzja - Charles Wright - Trading as a business

Charles Wright - Trading as a business

Przechodzimy na literaturę w języku angielskim, ale żeby nie przesadzać to na początek będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Książeczka do przeczytania online, za free i do tego z obrazkami (dość niewyraźne co prawda, ale nie wybrzydzajmy). Słownictwo nie jest specjalnie wyszukane, więc osoba przeciętnie znająca język angielski powinna sobie poradzić.

Dwa pierwsze rozdziały (lekcje) to psychologia inwestowania. Takie tam Don’t Try to Predict the Future, Don’t fight the Market czy też Understand the Psychological Keys of Trading. Zalecam przeczytanie choćby tych dwóch rozdziałów, gdyż pomagają uporządkować sobie spojrzenie na rynek i inwestowanie. Bardzo ciekawy jest fragment dotyczący konsekwencji, gdzie autor przybliża badania wykazujące przewagę inwestowania z zastosowaniem obiektywnej i przetestowanej strategii nad modelem dyskrecjonalnym czy "gołą" AT.

Dalej autor wyróżnia trzy rodzaje strategii: trend following, support & resistance oraz volatility expansion. Porusza się w tych ramach przez całą książkę. Następnie rozwija podstawy konstruowania strategii, teorię oraz praktykę, a także ewaluację już istniejącego systemu.

Książeczka jest dość prosta, nie zagłębia się zbytnio w temat, ale nawet będąc już po lekturze innych (wymienionych wcześniej), warto do niej zajrzeć. Po przeczytaniu czytelnik powinien być już w stanie rozpocząć zabawę z systemami.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Stopy na giełdzie, czy w głowie?

Ostatnio na jednym z forów giełdowych toczyła się krótka wymiana zdań dotycząca ustawiania stopów, a mianowicie czy zlecenie powinno się cały czas znajdować w arkuszu (nawet jako nieaktywne), czy też lepiej jest egzekwować wszystko w czasie rzeczywistym. Oczywiście kij ma dwa końce, więc nie zamierzam docierać do jedynej słusznej prawdy, ale chcę zabrać głos prezentując przy tym kilka argumentów.

Najprościej rzecz ujmując, można powiedzieć, że "to zależy". Przede wszystkim od:

- naszych technik inwestycyjnych
- ilości czasu, który możemy poświęcić na obserwację notowań
- dostępnych narzędzi (rodzaje zleceń, software etc.)
- szczęścia

Techniki inwestycyjne

Inwestorzy posługują się różnymi metodami w swoich działaniach na giełdzie. Z naszego punktu widzenia, najważniejszą rolę odgrywa perspektywa czasowa oraz relacja średniego zysku do średniej straty.

Osoba zakładająca podążanie za trendem oraz kupująca siłę rynku (czyli zajmująca pozycję na nowych szczytach) z pewnością może nie ustawiać od razu zlecenia stop loss, gdyż przy tej strategii jest ono zazwyczaj dość daleko od ceny. Jednak w chwili, gdy rynek zbliża się już do poziomów, w których planujemy kasować stratę (lub realizować zysk), ustawienie zlecenia wydaje mi się konieczne.

Nieco inaczej ma się sprawa przy technikach krótkoterminowych, czyli swing tradingu. Tego typu metody charakteryzują się stosunkowo niedużym zyskiem z transakcji, gdyż eksploatujemy znacznie krótsze ruchy. W typ wypadku, nieustawienie stopa może sprawić, iż trading przestanie być opłacalny. Jakiś szybszy ruch rynku może sprawić, że wykonamy nasze zlecenie o 10-20 tików później, niż planowaliśmy, co może mieć dramatyczne skutki dla portfela i zaburzyć relację średniego zysku do średniej straty.

Odmiennym podejściem jest analiza fundamentalna, w której podstawą do wejścia i wyjścia z rynku są przesłanki nieco odmiennej natury. Jeśli cały czas uważamy, że spółka jest w dobrej kondycji, możemy trzymać akcje mimo spadków, gdyż jesteśmy pewni, że fakty są po naszej stronie. Czy fundamentaliści stosują stopy? Nie wiem, zapewne niektórzy tak. Ale z racji tego, że jest to podejście długoterminowe, nie wydaje mi się konieczne utrzymywanie zleceń na rynku.


Czas

Pewnie kilka osób zauważyło, że nie odniosłem się w powyższej części do daytradingu. Postanowiłem przenieść go do tego punktu, gdyż w przypadku gry intraday, czas jest kluczową zmienną. Osoby zajmujące pozycje kilka lub więcej razy w ciągu dnia z pewnością muszą obserwować notowania z wielką uwagą, ponieważ chwila nieuwagi może wpędzić je w straty przewyższające zyski z kilku poprzednich transakcji. Wydaje mi się więc, że nawet w przypadku obserwowania rynku przez cały dzień, dobrze jest mieć stopa ustawionego w gotowości. Przełączenie okna, chwila zamyślenia lub odejście od komputera mogą być bardzo kosztowne. Więc sądzę, że warto nawet co kilkanaście minut przesuwać to zlecenie, niż być zupełnie odsłoniętym i uzależnionym od swojego refleksu.

Oczywiście czas jest ważny również przy innych metodach. Jeśli mamy możliwość zerknięcia w notowania 3-4 razy dziennie, możemy już poruszać się po interwałach H4 i H1, więc w zasadzie od nas zależy, czy utrzymujemy zlecenia na rynku, czy nie. Ale osoby grające dłużej niż kilka dni wiedzą, że przez godzinę ceny potrafią przebyć niebywały dystans...


Narzędzia

Głównie znaczenie mają tutaj dostępne typy zleceń oraz platformy, z których korzystamy. Zlecenia składane na GPW są stosunkowo skromne, więc w zasadzie możemy decydować jedynie, kiedy wychodzimy. Brokerzy forexowi dają szersze spektrum, od różnych typów zleceń począwszy, aż po możliwość tworzenia automatycznych strategii, które pozwalają zapisać szereg złożonych warunków naszego opuszczenia rynku. Jeśli system jest dokładnie zaprojektowany, może z dużą dokładnością oddać nasze oczekiwania co do zleceń stop. Jest to duży atut i jednocześnie miejsce na elastyczność.


Szczęście

Jak wiadomo, szczęście (lub przypadkowość, losowość) jest czynnikiem, którego wpływ należy minimalizować. Strategia ma zarabiać dlatego, że jest dobrze zaprojektowana i daje przewagę nad rynkiem, a nie dlatego, że "czasem się uda". Mimo to, w zależności od stosowanych technik, szczęście może zadecydować o naszym wyniku. Wejdziemy na rynek w oczekiwaniu, że będzie duże odbicie, a tu następuje cofnięcie i wyczesanie naszego stopa, po czym przewidywany ruch następuje, ale już bez nas na pokładzie. Jest to jeden z silniejszych argumentów przemawiających za niestosowaniem sztywnych zleceń stop, ale opieraniem się na własnych działaniach. Niestety, do tego potrzebny jest czas (na ręczne złożenie zlecenia) oraz duży portfel (gdyż po czesaniu stopów może być zwała jeszcze większa, tym razem z nami na pozycji).


Podsumowanie

Jestem gorącym zwolennikiem trzymania zleceń stop na rynku. Wynika to z respektowania podstawowej zasady, jaką jest ochrona kapitału. Zyski to już jest rzecz na kiedy indziej, grunt to się nie wyżyłować. Nawet, jeśli czasem wylecimy na stopie w najgorszym możliwym momencie, musimy mieć świadomość, że takie rzeczy się zdarzają i tyle. Lekarstwem na ten problem jest odnawianie pozycji, które przy sprzyjających wiatrach pozwoli na odrobienie strat po strzelonych stopach i jeszcze wyjście na plus.

Dochodzi jeszcze czynnik ludzki. Pozycja jedzie na czerwone, a my się zastanawiamy, czy to czesanie stopów, czy faktyczne odwrócenie. Spada dalej, my analizujemy sytuację. Gdy dochodzimy do wniosku, że trzeba uciekać, rynek może być już daleko na drodze do całkowitego wykrwawienia naszego rachunku.

Stop loss na rynku jest naszą tarczą. Bez niego dupa zbita...

sobota, 19 czerwca 2010

Stopy mechaniczne, czy intuicyjne?

Kwestia bardzo istotna, a jednocześnie istnieje wiele sporów co do niej. Każde z podejść ma swoich zwolenników, jak również swoje zalety i wady, które chciałbym w niniejszym wpisie poruszyć.

Stopy mechaniczne

Przez stop mechaniczny rozumiem opracowany w każdym szczególe system ustawiania i przesuwania zleceń obronnych i kasujących zyski. Już wchodząc na rynek wiemy, gdzie ustawimy naszego stopa, co z nim zrobimy, jeśli ceny przesuną się o n% w tę czy inną stronę. Nie ma tu miejsca na nasz osąd, na subiektywne decyzje dotyczące kondycji rynku etc. Otrzymujemy sygnał zamknięcia pozycji - zamykamy.

Zalety stopów mechanicznych

Wyeliminowanie emocji i innych czynników zniekształcających ocenę sytuacji. Myślę, że każdy z nas wie, jak nieprzyjemna jest chwila, w której rynek od razu po zajęciu pozycji rusza przeciwko nam. Odczucia są spotęgowane, jeśli mamy za sobą serię kilku stratnych transakcji i widzimy, że za chwilę zapewne dopiszemy do nich kolejną. Wtedy nasz stan psychiczny jest mocno zaburzony. Chcemy uniknąć umoczenia kolejnych pieniędzy, w związku z czym albo zamykamy pozycję zbyt wcześnie, przez co zachowujemy się nieracjonalnie w stosunku do tego, co pokazuje rynek, albo na siłę wyszukujemy argumentów za tezą, że jednak ceny pójdą w dobrą stronę. Efektem tego jest wiezienie straty do dużo wyższych poziomów, niż zakładaliśmy na początku, co przekłada się na szybsze topnienie kapitału. Zastosowanie stopów mechanicznych pozwala wyeliminować nasz osąd. Warunki są spełnione, zamykamy pozycję i przechodzimy dalej nie oglądając się za siebie.

Możliwość przetestowania strategii na danych historycznych. Do tego celu potrzebujemy już całego systemu, który da się zapisać w formie kodu do programu umożliwiającego backtesty. Mamy wtedy czarno na białym, że stosowany przez nas system stopów działał w przeszłości, w związku z czym można zakładać, że przy odpowiedniej konserwacji sprawdzi się i w przyszłości. Dzięki temu jesteśmy w stanie uzyskać przewagę nad rynkiem i nie ulegamy złudzeniom o skuteczności nieprzetestowanych metod.

Zastosowanie w robotach. Dysponując doprecyzowanym systemem stopów możemy zaimplementować go do strategii, którą wykorzystamy do automatycznego składania zleceń na giełdę. Nasz rynek jeszcze nie oferuje takich możliwości, ale zapewne w najbliższych latach się one pojawią. Obecnie popularne są na platformach forex, gdzie można spokojnie załączyć robota i iść do swoich zajęć, podczas gdy system wykonuje za nas całą robotę.

Czas. Ilu z nas może siedzieć cały dzień przy notowaniach? No właśnie. Opracowanie mechanicznego systemu stopów pozwala na znaczne ograniczenie czasu spędzanego przy monitorze. Jeśli gramy na danych EOD, wystarczy kilka minut dziennie aby przesunąć stopy zgodnie z planem. Nie trzeba śledzić danych makroekonomicznych, zerkać na inne rynki i dokonywać oceny sytuacji. Kilka kliknięć i sprawa załatwiona.

Wady stopów mechanicznych

Trzeba je opracować i przetestować. Łatwo można powiedzieć, że sprzedam jeśli spełnione zostaną takie czy inne warunki. Może się okazać, że używamy zupełnie przypadkowych lub też nieskutecznych technik, które ograniczają nasze zyski, a nawet wpędzają w straty. Stworzenie skutecznego systemu stopów wymaga nie tylko wiedzy w zakresie wskaźników technicznych i technik, które możemy wykorzystać, ale również znacznych umiejętności w zakresie języków programowania i kodowania. Bez tego nie jesteśmy w stanie uzyskać pewności, że nasze metody są skuteczne (chyba, że stosujemy je od jakiegoś czasu i się sprawdzają).

Ograniczenia kodowania. Jak zakodować realizację zysków na górnym ramieniu trójkąta symetrycznego? A jak zakodować zniesienie Fibonacciego czy formację harmoniczną? No właśnie, nie wszystko da się zapisać za pomocą szeregu znaków zrozumiałego przez program testujący. Pozostaje zatem pole, na którym nie jest możliwe zastosowanie ściśle mechanicznego podejścia. Choć z drugiej strony da się stworzyć algorytm postępowania, który określa techniki rysowania formacji i prowadzenia stopów w sposób niemechaniczny. Jednak nie mamy wtedy możliwości sprawdzenia naszych metod.

Brak miejsca na własny osąd. Teoretycznie nikt nam nie zabroni dodawać własnej oceny, ale omawiamy wzorce czyste, więc zakładam brak ingerencji we wskazania systemu. W takim wypadku nie mamy możliwości skorygowania pewnych, czasami wręcz oczywistych, niedociągnięć w przesuwaniu naszych stopów. Nie były one widoczne w danych historycznych, więc system ich nie uwzględnia, natomiast my wiemy, że w danej chwili mamy do czynienia z zaburzeniem, które nie wynika z faktycznych ruchów rynku. Przykładem może być ostatnia godzina notowań w dniu wygasania kontraktów terminowych, kiedy to zlecenia koszykowe sprawiają, iż spółki z wig 20 wyczyniają cuda, przez co mogą zostać odpalone co ciaśniejsze stopy.

Stopy intuicyjne

Stop intuicyjny zakłada naszą ocenę sytuacji i to dopiero ona warunkuje decyzję o opuszczeniu rynku bądź pozostaniu na pozycji. Gdy widzimy, że ceny poruszają się przeciwko nam oceniamy, czy to tylko chwilowe wahnięcie, może pokazały się jakieś dane makroekonomiczne, a być może jest to zwyczajne czesanie stopów, którego chcemy uniknąć. Na podstawie dostępnych informacji, a także naszych umiejętności czytania rynku, decydujemy o losie naszej pozycji.

Nie chcę tu przesądzać, czy intuicyjnym nazwiemy podejście oparte całkowicie na osądzie tradera, czy też można do tej kategorii zaliczyć każde podejście (nawet systemowe), które choć w części dopuszcza ingerencję w ustalone reguły. Z pewnością można uzasadnić obie wersje, ale nie jest to kluczowy problem w tym momencie.

Zalety stopów intuicyjnych

Umożliwiają pełniejszą ocenę sytuacji. Niekiedy bywa tak, że rynek zbliża się do ważnego poziomu technicznego lub też widzimy, że impet wyraźnie słabnie, pojawiają się świece doji, pinbary etc. W tym momencie możemy sami postanowić, czy chcemy się wystawiać na większe czy mniejsze ryzyko i zależnie od decyzji dostosować szerokość naszych stopów. Być może silnie skorelowane aktywa podejrzanie się rozjechały, co może sugerować rychłe odwrócenie sytuacji. Wszelkie inne czynniki, których nie widzi system mechaniczny, są w stanie dać nam dodatkowe wskazówki w zakresie obecnego stanu rynku. Na tej podstawie możemy zmodyfikować nasze działania w celu poprawienia wyniku transakcji.

Nie wymagają umiejętności programowania. Bardziej liczy się czucie rynku, umiejętność kojarzenia pewnych faktów, wczuwania się w nastroje panujące na parkiecie. Dla niektórych może to być ważniejsze i dające lepsze wyniki niż obiektywne i zdatne do testowania metody. Jak już wspomniałem wyżej, nie wszystko da się przetestować. W związku z tym nasz umysł jest w stanie wykonać zadanie przekraczające możliwości komputera.

Wady stopów intuicyjnych

Emocje. Trudno je wyeliminować, przez co oddziałują na nasz proces podejmowania decyzji. Strach z pewnością skłoni nas do zacieśnienia stopa, chciwość może nas odwieść od zamknięcia pozycji w nadziei na rychłe odwrócenie, które może nigdy nie nastąpić. Podstawowym problemem jest fakt, że decyzje o ustawieniu/przesunięciu stopa podejmujemy "tu i teraz", przez co jesteśmy narażeni na figle płatane przez nasze emocje. Nie ma tego problemu w systemie mechanicznym, gdyż tam wszystkie decyzje zostają podjęte jeszcze przed wejściem na rynek.

Czynnik ludzki. Nie zawsze wiemy, co robimy. Szczególnie początkujący gracze twierdzą, że podejście dyskrecjonalne to jest to, co im pasuje, podczas gdy opierają się jedynie na swoich wyobrażeniach dotyczących korelacji, zależności i tym podobnych zagadnień. Może nam się wydawać, że podejmujemy słuszną decyzję, że przechytrzyliśmy rynek wyczuwając nastroje, podczas gdy faktycznie wpadamy w pułapkę zbytniej pewności siebie. W połączeniu z wybiórczą pamięcią, która oszukuje nas uwypuklając przypadki, gdy mieliśmy rację i zamiatając pod dywan chwile, gdy się myliliśmy, wypracowujemy w sobie złudne poczucie przewagi nad rynkiem. Taka pycha może się źle skończyć.

Brak weryfikacji stosowanych metod. Jak sprawdzić, czy stopy ustawiane i wykonywane dyskrecjonalnie są w praktyce lepsze niż system mechaniczny? Jedynym, co przychodzi mi do głowy jest opracowanie stopów mechanicznych, po czym gra stopami dyskrecjonalnymi przez określony czas, a następnie przepuszczenie systemu na tym odcinku wykresu. Otrzymamy wtedy twarde dane, czy pokonaliśmy automat. Jest to raczej zabawa dla bardziej zaawansowanych traderów, którzy są w stanie opracować robota, a następnie własnym osądem ulepszyć go na tyle, żeby uzyskać znacząco lepsze rezultaty.

Czas. No właśnie, tylko znacząco lepsze rezultaty są argumentem za stosowaniem systemu intuicyjnego. Juz przy danych EOD musimy ocenić sentyment rynku, wydarzenia z minionego dnia, publikowane dane, indeksy w USA i masę innych rzeczy. Wszystko to wymaga czasu, którego we współczesnych realiach jest coraz mniej. Można oczywiście ograniczyć się do czysto technicznego podejścia i tylko rzucić okiem na wykres, ale wydaje mi się, że również niezbędne jest spojrzenie na pewne punkty odniesienia w postaci indeksu, innych par walutowych etc. Przy grze na skali mniejszej niż dzienna, musimy siedzieć przy notowaniach praktycznie cały czas, żeby móc analizować sytuację i podejmować decyzje. Zapuszczenie robota eliminuje tę wadę.

Podsumowanie

Co jest lepsze? Ciężko powiedzieć, gdyż jedna osoba nie może wypowiadać się w kategoriach uniwersalnych. Lepsze jest więc to, co daje nam zadowalające rezultaty przy minimalnych nakładach. Można oczywiście łączyć oba podejścia i stosować stopy opracowane według konkretnych i jednoznacznych zasad, z jednoczesną możliwością ingerencji w zależności od okoliczności. Należy jednak mieć świadomość, że swoimi decyzjami możemy tylko pogorszyć wyniki systemu.

Osobiście, z racji przeszłego zainteresowania systemami, jestem zwolennikiem dość dokładnych wytycznych w zakresie stopów, a także konsekwentnego trzymania się ich. Z drugiej strony dopuszczam też ocenę dyskrecjonalną, ale często zdarza mi się zauważać, że pogarsza ona moje wyniki, właśnie z racji wpływu emocji. Zatem skłaniam się do eliminowania czynnika ludzkiego, chyba że jesteśmy pewni swoich kompetencji do oceny rynku.

A jakie podejście Wy stosujecie?

piątek, 18 czerwca 2010

Trójkąt na wig 20

Jak wiemy, formacje techniczne rysują się również na indeksach. Chyba najbardziej dotkliwą formacją dla wielu inwestorów był podwójny szczyt w 2007 roku. Dzieci hossy, które postanowiły trzymać akcje/fundusze w nadziei, że będzie rosło już w nieskończoność, przekonały się na własnych portfelach, że AT może być przydatna.


Jak widzimy powyżej, na wykresie Wig 20 uformował się trójkąt symetryczny z lekko zwyżkującą tendencją. Czy to coś oznacza dla rynku? Nie koniecznie. Czy można to jakoś wykorzystać? Jak najbardziej.

Trójkąty mają to do siebie, że po stopniowym zawężaniu się zakresu cen, następuje wybicie, które według teorii, powinno mieć dynamiczny charakter i osiągnąć zasięg wysokości formacji mierzony od punktu wybicia. Nie chcę tutaj prognozować, że w razie wybicia od razu pojedziemy w okolice 2180 lub 2570, w zależności od kierunku wyjścia z formacji. Niemniej sądzę, że wyraźne zamknięcie się poza trójkątem może być sygnałem, że przez jakiś czas będziemy podążali w wyznaczonym kierunku.

Aktualnie jestem niedźwiedziem, więc obstaję za wyjściem dołem z formacji. Zamknąłem pozycję na FPGE z racji przebicia oporu, po czym otworzyłem kolejną krótką na FPKO, z tym że już na serii U10. Na chwilę obecną jestem jakieś 130 zł do przodu z oczekiwaniem, że spadnie jeszcze niżej.

środa, 16 czerwca 2010

Jak można ustawiać stopy?

Nie będzie to jeszcze wpis o technikach ich ustawiania, ale o ogólnych koncepcjach, które leżą u podłoża tego czy innego stopa. Takie omówienie może być przydatne dla budowy własnych systemów.

Stop początkowy

Najważniejszy. Chroni nasz kapitał i jednocześnie (w połączeniu z wielkością pozycji) pozwala jasno określić ryzyko, na które wystawiamy się w danej transakcji. Ustawiany jest zazwyczaj razem ze zleceniem wejścia na rynek, dzięki czemu nie dopuszczamy do sytuacji, że chwilowy szybki ruch wpędza nas w straty większe niż te, które dopuściliśmy na początku.

Stop kroczący (trailing stop)

Jest to zlecenie stop, które w miarę, jak rynek porusza się w zakładanym przez nas kierunku, jest przesuwane zgodnie z tym ruchem. Jego zadaniem jest ochrona zysku już wypracowanego przed ewentualnym odwróceniem. Cechą charakterystyczną jest to, że przesuwamy zlecenie tylko w jedną stronę i tylko wtedy, gdy rynek podąża zgodnie z założeniami, więc nie ma tu znaczenia czas. Stop powinien poruszać się według pewnego planu, aby uniknąć zbytniego przybliżenia do cen, przez co by strzelił przy zwykłym szumie, oraz zbytniego oddalenia, co generowałoby dużą stratę w momencie odwrócenia. Trailing stopy są charakterystyczne dla strategii podążania za trendem.

Take profit

Jest to zlecenie, które ma za zadanie zamknięcie całej lub części pozycji na z góry założonym poziomie. Wynika to z testów systemu, gdzie nasz setup wejścia mocno traci na skuteczności w pewnym momencie lub też z okoliczności technicznych na wykresie (np. gra wewnątrz formacji). Warto podkreślić, iż zlecenia take profit wykorzystywane są bardzo często do regulowania wielkości pozycji w trakcie jej trwania. Zakładamy sobie pewne poziomy zysku, przy których kasujemy połowę, a resztę np. zabezpieczamy stopem kroczącym i pozwalamy nieskrępowanie rosnąć.

Breakeven stop

Właściwie nie jest to jakiś odmienny typ stopa, ale pewien etap, w którym znajduje się nasze zlecenie obronne. Ma to miejsce w sytuacji, gdy ceny pójdą już na tyle w naszą stronę, że możliwe jest przesunięcie stopa na poziom, w którym zajmowaliśmy pozycję. Eliminujemy wtedy ryzyko, które ponosiliśmy podczas otwierania transakcji i mamy gwarancję, że wyjdziemy przynajmniej na zero. Breakeven można rozpatrywać z punktu widzenia ceny, gdy stop przesuwamy dokładnie na cenę wejścia lub z punktu widzenia naszej pozycji, gdzie punktem breakeven nie będzie cena wejścia, a cena wejścia poprawiona o prowizje i ewentualny poślizg przy realizacji zleceń.

Myślę, że powyższe kilka uwag, będących rozwinięciem poprzedniego wpisu, rozjaśnia nieco kwestię stopów. Teraz warto się zastanowić JAK ustawia się stopy. Nie będą to jeszcze techniki, ale już krok w tę stronę :)

Stopy oparte na wykresie

W tym wypadku głównym punktem odniesienia jest wykres. To, co się na nim dzieje jest wyznacznikiem do ustawienia lub przesunięcia stopa akurat tak, a nie inaczej. Przykładem może być ustawianie stopa początkowego tuż pod wsparciem, podczas gdy liczymy, że ceny się od niego odbiją. Podobnie jest z podążaniem za trendem, gdzie przesuwamy zlecenie pod kolejne wyższe dołki. Wiele jest również technik trailing stopów opartych na układach świec.

Stopy oparte na wskaźnikach

Jak sama nazwa wskazuje, wykorzystujemy różnego rodzaju pochodne cen w postaci wstęg, oscylatorów czy średnich. Chyba znany jest stop na SMA200 lub też na wstędze Bollingera. Zalicza się do tego również poziomy na oscylatorach, gdy mamy na nich oparte nasze systemy. Np. kupno, gdy CCI 14 przebija w górę określony poziom, sprzedaż gdy robi to samo, tylko że w drugą stronę. Myślę, że pole do modyfikacji jest tu nieograniczone.

Stopy oparte na kapitale

Tym razem wyznacznikiem nie jest to, co widzimy na wykresie, ale to, co mamy w portfelu. Celem jest ograniczenie ryzyka podczas otwierania naszej pozycji. Jestem gorącym zwolennikiem uzależniania położenia stopa od sytuacji na wykresie, a ryzyko redukować poprzez dobieranie odpowiedniej wielkości pozycji, ale może się zdarzyć tak, że gra się okrągłymi jednostkami np. kontraktami lub lotami, których nie da się podzielić. Wtedy właśnie zacieśniając stopa ograniczamy nasze ryzyko. Mimo wszystko sądzę, że jak mamy za mało kasy na dany rynek to na nim nie gramy.

Stopy oparte na ilości świec (n-bar stop)

Tego typu stopy opierają się na sztywnym założeniu, że wychodzimy na n-tym słupku od otwarcia pozycji. Przyczyną są zazwyczaj testy przeprowadzone na danych historycznych, które wykazują, że takie wyjście jest najlepsze dla naszego systemu otwierania pozycji. Ewentualnie stosuje się je do testowania siły i potencjału setupu wchodzenia na rynek. Przeprowadzany serię testów przy wychodzeniu na 1, 2, 3, 5, 10 świecy (lub dowolnej innej) i dowiadujemy się, jakie ruchy jest w stanie wyłapać nasz setup.

Stopy oparte na czasie/godzinie

Najczęściej spotykamy się tego typu systemami na rynku forex. Ma to swoje podstawy w pewnych regularnościach, które mogą zostać dostrzeżone przez traderów, a które wynikają z otwierania się poszczególnych giełd na świecie, zawieszania notowań na czas weekendu oraz tego typu zależności.

Jest zapewne jeszcze więcej technik, które są wykorzystywane do ustawiania i przesuwania stopów. Powyższe omówienie ma charakter autorski, starałem się wybrać te najpopularniejsze i najczęściej omawiane. Ja łatwo się domyślić, podejście skoncentrowane na cenie będzie zazwyczaj wykorzystywało sytuację na wykresie, stąd też na tym się skupię. Ewentualnie wykorzystamy jakieś dodatkowe elementy w postaci mierników zmienności (ATR).

poniedziałek, 14 czerwca 2010

niedziela, 13 czerwca 2010

Czym są zlecenia stop oraz czy należy ich używać?

Czas rozpocząć kolejny cykl wpisów, który tym razem postanowiłem poświęcić wychodzeniu z rynku. Jeszcze do końca nie mam przemyślanej całej koncepcji, ale liczę, że uda się w logiczny sposób przedstawić najważniejsze kwestie.

Przede wszystkim należy się zastanowić, w jakich sytuacjach zamykamy nasze pozycje. Myślę, że można wyróżnić trzy podstawowe przyczyny oraz czwartą grupę z powodami nieco innej natury.

Po pierwsze, zamykamy transakcje, gdy osiągniemy już jakiś zysk i uznamy, że rynek zaczyna zawracać. W tym momencie wychodzimy z pozycji kasując to, co nasza pozycja wypracowała. Do tej kategorii zaliczam głównie stopy kroczące, czyli zlecenia podążające za cenami dopóki idą one w zakładanym przez nas kierunku, po czym zamykające pozycję w chwili odwrócenia.

Po drugie, wychodzimy z rynku w z góry zaplanowanym momencie. Zakładamy, że nasza pozycja będzie miała największe szanse na wzrost przez np. pierwsze 20%, a wszystko powyżej to już zbyt duże ryzyko. W takim przypadku stosujemy zlecenie typu take profit, czyli szykujemy się do zrealizowania zysku w pewnym punkcie, do którego mogą dotrzeć ceny.

Po trzecie i chyba najważniejsze, stosujemy zlecenia stop loss, czyli takie, które zabezpieczą nas, jeśli rynek zamiast podążać tam, gdzie byśmy chcieli, zacznie wpędzać nas w straty. Tego typu zlecenia można określić mianem stopów początkowych, gdyż jeśli będziemy wychodzili już mając zabezpieczony pewien zysk, będzie to zlecenie pierwszego typu.

Ostatnia kategoria jest nieco inna, gdyż wynika z odmiennych przesłanek. O momencie zamknięcia pozycji nie decydują warunki panujące na rynku, jakiś nasz system transakcyjny, ale okoliczności zewnętrzne. Zdarza się przecież tak, że czasem trzeba pilnie wypłacić środki, które mamy zaangażowane w jakieś walory. Innym razem dostrzegamy super okazję inwestycyjną, w związku z czym zamykamy naszą pozycję (lub jej część), aby kupić akcje innej spółki, gdyż one z pewnością zarobią lepiej niż obecna (nie będę rozwijał tego wątku, choć sprawa jest ciekawa). Może się też zdarzyć, że w instrumentach lewarowanych będziemy mieli tzw. margin call, czyli wezwanie do uzupełnienia depozytu. Jeśli tego nie zrobimy, broker zamknie naszą pozycję. Innym podobny wariantem jest wygasanie instrumentu (np. kontraktu terminowego), kiedy to musimy zrolować pozycję na kolejną serię, gdyż obecna nie będzie już notowana. Jak widzimy jest wiele takich przesłanek, ale nimi nie będę się szerzej zajmował, gdyż nie są one ściśle związane z tradingiem.

Chcę się teraz skupić na zleceniach typowo obronnych, czyli mających za zadanie zamknięcie naszej pozycji w chwili, kiedy sprawy zaczynają iść nie w tę stronę, którą zakładaliśmy przy otwieraniu pozycji. Zdarza się przecież tak, że kupimy w najgorszym możliwym momencie, po czym od razu zaczynamy ponosić wirtualne straty. Stop lossy mają te straty ograniczać.

Stosowanie zleceń tego typu jest praktycznym odzwierciedleniem zasady ucinaj straty, pozwól zyskom rosnąć. Nie będę w tym momencie zajmował się omawianiem idei i praktyki związanej z tą zasadą, choć jest to niezmiernie ważne. Ucinanie strat, to jest dla nas najważniejsze. Dlaczego? Dlatego, że jeśli nie mamy z góry określonego, że zamykamy pozycję w chwili, gdy ceny osiągną punkt X, wtedy ryzykujemy utratę dużych środków.

Można sobie wyobrazić sytuację, gdy podzielimy nasz portfel między 3 spółki i zaangażujemy w nie po 33% kasy. Jeśli nie będziemy mieli określonego poziomu wyjścia w razie strat (ucięcie straty, zrealizowanie straty), a wszystkie 3 spółki jakimś cudem zbankrutują, tracimy wszystko z ewentualną korektą na udział w masie upadłościowej.

Jeszcze gorzej ma się sprawa z produktami lewarowanymi, gdzie często mały ruch przeciwko nam może spowodować duże straty na kapitale. Stąd też stosowanie zleceń stop loss jest kluczowe na szybkich rynkach, gdyż nawet wyjście do toalety może być bardzo kosztowne, jeśli trafimy akurat na jakieś gwałtowne ruchy rynku.

Stosowanie stopów jest też ważne z punktu widzenia podejścia bardziej systematycznego/systemowego, gdyż mamy z góry określone ryzyko, jakie ponosimy w danej transakcji. Możemy jeszcze przed jej otwarciem stwierdzić, że nie stracimy więcej niż tyle i tyle z ewentualną poprawką na nieprzewidziany poślizg. Zapewnia nam to komfort psychiczny, który jest bardzo ważny przy grze na giełdzie. Ponadto możemy na podstawie ustawionego (lub planowanego) stopa dobrać odpowiednią wielkość pozycji, co pozwala nam dopasowywać ryzyko wedle własnego uznania. Gdybyśmy nie wiedzieli, gdzie zamkniemy pozycję w razie strat, tego typu wyliczenie nie byłoby możliwe.

Nie należy też zapominać o zleceniach stop loss stosowanych w momencie, gdy nasza pozycja już zarobiła. Wtedy mamy na celu ochronę wypracowanych już zysków przed odpłynięciem. W przeciwnym wypadku może się zdarzyć, że poniesiemy straty na transakcji, która była już zyskowna (wirtualnie), ale z racji nieustawienia (nieprzesunięcia) stopa, oddała cały zysk i nawet jeszcze weszła na czerwone pole.

Podsumowując, przesłanek za stosowaniem stop lossów jest wiele. Warto wspomnieć, że to właśnie zamykanie transakcji decyduje o wynikach naszego inwestowania. Stąd też, jeśli nie przyłożymy się do solidnego opracowanie tego aspektu, niestety nici z zysków. Parafrazując klasyka, prawdziwego tradera/inwestora poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy...

piątek, 11 czerwca 2010

Analiza EUR/USD oraz indeksów

Pierwsza próba, może nie mocno zobowiązująca, ale oddająca moja aktualne nastawienie do rynku.

czwartek, 10 czerwca 2010

Kilka słów podsumowania

Blog istnieje już ponad półtora miesiąca, udało się zrealizować parę rzeczy, więc myślę, że warto je krótko podsumować.

Najpierw kilka kwestii formalnych:
- 50 wpisów
- 2667 odwiedzających (970 unikalnych)
- 5580 odsłon

Ostatnio zakończyłem cykl postów dotyczących gry w trendzie, a konkretnie samego trendu oraz wchodzenia podczas korekty. Myślę, że najważniejsze rzeczy zostały powiedziane, ewentualne modyfikacje leżą już w gestii czytelników.

W najbliższych dniach planuję rozpocząć kolejną serię powiązanych tematycznie wpisów dotyczącą wychodzenia z rynku. Na początku konieczne będzie kilka słów wprowadzenia do samej tematyki stopów, później oczywiście przejdziemy do konkretów, czyli zasad, o których warto pamiętać oraz technik prowadzenia pozycji.

Jak nie trudno zauważyć, pojawiły się nagrania wideo, którymi ilustruję przykłady albo opisuję jakieś transakcje, które udało się zrealizować, wraz z konkretną logiką leżącą u ich podłoża. Czy pojawią się kolejne? Nie wiem, uzależniam to od materiału, który się nawinie. Jeśli uznam, że warto jakieś wpisy opatrzyć nagraniem to oczywiście tak zrobię.

Co jakiś czas pojawiają się kolejne recenzje. W sumie mam przygotowane kolejne kilkanaście, ale będę je wykorzystywał w sytuacjach, gdy przez 2-3 dni nie będę mógł zrobić wpisu. Myślę, że pozycje będą coraz ciekawsze, w związku z czym warto na nie zaczekać.

Zaprzestałem publikowania "okazji inwestycyjnych", czyli spółek, które moim zdaniem mogą w najbliższym czasie wzrosnąć. Wynika to z faktu, że straciłem ostatnio pociąg do rynku kasowego i koncentruję się na FX. Być może za jakiś czas mi przejdzie i dalej zacznę wertować wykresy jak szalony. Oczywiście Wasze zdanie ma również znaczenie, więc czekam na głos popytu :)

Myślę, że to tyle z planów na najbliższy czas. Pewnie będą się też pojawiały wpisy trochę oderwane od tematu, w zależności od różnych okoliczności. Postaram się jednak trzymać wątku stopów.

Jeśli macie jakieś konkretne życzenia co do wątku ze zleceniami stop, napiszcie pod tym postem. Łatwiej mi je będzie uwzględnić w logicznej całości, niż później dopisywać suplementy.

Soft monitorujący pokazuje mi, że wciąż bardzo wiele osób wchodzi na mojego bloga bezpośrednio. Zachęcam do subskrybowania RSS, oszczędzi Wam to sporo czasu.

środa, 9 czerwca 2010

Krasnoludki nie istnieją?

Chcę sprawdzić, czy przypadkiem przez te wszystkie innowacje z nagraniami nie zatraciłem umiejętności pisania, więc od razu uprzedzam, że wpis będzie bardziej filozoficzny niż tradingowy.

Kilka dni temu na swoim blogu Filon umieścił post o tym, że analiza techniczna nie działa. Nie muszę chyba wspominać, iż od razu zgłosiłem swój sprzeciw, gdyż jeśli bym zgodził się z tezą zawartą w temacie, to pozostało by mi spakować zabawki i zacząć prowadzić bloga o roślinkach lub sklejaniu modeli. Ale ja nie o tym, bo spór zwolenników AT i AF jest stary jak świat i rozpoczynając dyskusję obie strony wiedzą, że nikt nikogo nie przekona. Ewentualnie osoba nowa w temacie będzie mogła sobie wyrobić zdanie na ten temat.

Czy można powiedzieć, że analiza techniczna nie działa? Czy będąc AF-owcem można powiedzieć, że analiza techniczna nie działa? Powiedzieć oczywiście można, pytanie ile w tym jest prawdy. Rozumiem tego typu stwierdzenia w polityce, kiedy celem jest dokopanie przeciwnikowi przy każdej możliwej okazji, ale czy faktycznie można posądzić o takie relacje zwolenników obu podejść? Stwierdzenie, że AT nie działa jest tym bardziej kuriozalne, iż wiele osób stosując ten typ analizy dorobiło się majątku.

No właśnie, czy można powiedzieć, że czegoś na pewno nie ma/nie działa? Ja zdecydowanie zalecam ostrożność w wypowiadaniu się w ten sposób. Jeśli zauważymy choć jeden przypadek, że coś istnieje możemy śmiało mówić, że istnieje. Ale czy możemy udowodnić nieistnienie czegoś? Nawet analizując wszystkie dostępne nam przypadki nie mamy pewności, że coś nam gdzieś nie umknęło. A zatem (w mojej ocenie) każda teza nieistnieniu czegoś jest nieuprawniona. Czy tytułowe krasnoludki istnieją? Kto wie... Czy Bóg istnieje? A da się dowieść, że nie istnieje?

Nie chcę odbijać za mocno od tematu. Chcę tylko zaznaczyć, żeby ostrożnie traktować stwierdzenia typu "czegoś na pewno nie ma / AT na pewno nie działa". Tym bardziej, że zazwyczaj wypowiadają je osoby nie stosujące AT, a dowodów na działanie AT nie brakuje.

I w tym momencie chcę przejść do głównej części niniejszego wpisu, czyli na ile można wierzyć temu, co wypisują inni. Może nie ma to specjalnie wielkiego znaczenia w innych dziedzinach, ale w biznesie giełdowym zbytnie zaufanie do cudzych metod czy osądu może mieć bardzo nieprzyjemne konsekwencje.

Nie wiem, jak Wy, ale ja już swoje przeczytałem. Co dzień przeglądam kilkanaście blogów, na których różne osoby wyrażają swoje różne, czasami sprzeczne, opinie. I co? I nic. Poczytam, przemyślę, może zastosuję, ale wszędzie podstawą jest zasada ograniczonego zaufania. Nawet, jeśli ktoś opisuje, że uzyskał genialne wyniki, o niczym to nie świadczy.

Ta zasada stosuje się również do mojego bloga, co chcę z całą mocą podkreślić. Co o mnie wiecie? Tyle, ile Wam powiedziałem/napisałem. Widzieliście kiedyś wyniki mojego tradingu? Nie. Nawet jak nagrywam wideo to pokazuję jedynie "co zrobiłem i jak zagrałem". To, że prezentuję we wpisach jakieś genialne setupy, że mówię o jakichś technikach "proste, skuteczne, pewne" jeszcze nie oznacza, że faktycznie tak to wygląda w rzeczywistości. I ta sama zasada tyczy się wszystkiego, co czytacie o grze na giełdzie, niezależnie od tego, kto to napisał.

Nie chcę tu siać psychozy, że wszystko to, co piszę ja czy inni blogerzy to bullshit. Wręcz przeciwnie, jest wiele wartościowych wpisów, które śledzę z wielką atencją, a i sam również staram się przekazywać to, co uważam za dobre/działające/warte użycia czy przemyślenia. Nie po to przecież piszę i nagrywam, żeby Wam wciskać ciemnotę...

No właśnie, po co to wszystko? Subuję na YT kilkanaście kanałów związanych z giełdą, z czego jeden z nich ma bardzo ciekawe nagrania. Osoba ta, oprócz tradingu czy wskazówek, bardzo intensywnie zajmuje się promocją własnej szkoły forexowej, szkoleń i innego płatnego stuffu. Zatem powoli jego uploady zmieniają się w coś w rodzaju "stosujemy genialne metody" oraz "na naszych szkoleniach uczymy się super technik". Przerysowuję oczywiście, niemniej stawia to w nieco innym świetle wszystkie analizy wrzucane przez tę osobę.

Co ja mam z tego, że prowadzę bloga? Mówiąc krótko, niewiele. Działam od ponad 1,5 miesiąca, a na reklamach, które czasem klikacie, zarobiłem zaledwie jakieś 11€, co w przeliczeniu na ilość godzin, które przy tym spędzam daje nieszczególny wynik. Ewentualnym drugim powodem może być pompowanie ego, że niby zgrywam ważniaka, ludzie mnie na priv pytają o zdanie w tej czy innej kwestii "bo przecież się znam". Może i coś się tam znam, ale ego to trochę za mało w porównaniu do takiego wkładu, głównie czasowego.

Czemu więc piszę bloga? Nie chcę odbijać od tematu, powiem tylko, że po pierwsze lubię dzielić się wiedzą, a po drugie wiem, że dla osób zaczynających przygodę na giełdzie pewne wsparcie jest bardzo przydatne.

Zatem podsumowując. Wątpcie, zadawajcie pytania, kwestionujcie... Nawet najprostsze pytanie "a dlaczego tak?" zadane pod wpisem, może zaowocować odpowiedzią, która albo otworzy Wam na coś oczy, albo znacząco podważy Waszą wiarę w kompetencje danej osoby. Niezależnie od rezultatu, zawsze będzie to z korzyścią dla Was.

wtorek, 8 czerwca 2010

Krótkie zagranie w kanale

Kolejny trade, kolejny dobry trade. Tym razem zastosowanie mają zasady, których jeszcze nie omawiałem na blogu, ale myślę, że warto pokazać, jak czasem można bardzo ładnie wykorzystać to, co rynek nam daje.

Enjoy!

poniedziałek, 7 czerwca 2010

78 pipsów w 40 minut

Tym razem szybka wrzutka z transakcji, która przydarzyła mi się niecałą godzinę temu na forexowym demku. Życzę wszystkim, żeby takie sytuacje trafiały się jak najczęściej :)


Wejście w korekcie IIIb

Tym razem postaram się rozpatrzyć różnego typu modyfikacje, które można wprowadzić do techniki opisanej w poprzednim wpisie. Najpierw jednak należy poczynić kilka ogólnych uwag.

Po pierwsze, stanowczo odradzam stosowanie metod nieprzetestowanych. O ile różnego typu formacje cenowe są bardzo trudne do zakodowania, to strategia 2BB i jej modyfikacje są jak stworzone wprost do robienia backtestów. Dzięki temu jesteśmy w stanie otrzymać stosunkowo precyzyjne wyniki i dowiedzieć się, która z wersji tej techniki sprawuje się statystycznie najlepiej (w przeszłości).

Trzeba mieć również świadomość, że na zyskowność naszego systemu ma wpływ nie tylko setup wejścia, ale też prowadzenie i zamykanie pozycji, zarządzanie kapitałem, czy prowizje. Więc możliwa jest sytuacja, gdy wybierzemy modyfikację, która sprawuje się najlepiej przy danym ustawieniu pozostałych parametrów, natomiast przy innych stopach najlepiej działałoby coś zupełnie innego. Warto o tym pamiętać.

I w końcu sam sens modyfikowania technik. Oczywiście robimy to w celu maksymalnego podkręcenia wyników (choć niekiedy celem jest wygładzenie krzywej kapitału lub też dopasowanie setupu wejścia do pozostałych elementów). W miarę, jak doprecyzowujemy konkretny setup i dodajemy coraz więcej warunków, które muszą być spełnione, aby został wygenerowany sygnał, ograniczamy liczbę potencjalnych okazji inwestycyjnych. Przy 2BB jest o tyle dobrze, że jest to technika dająca bardzo wiele sygnałów, więc nawet ograniczenie ich o połowę może nie być wielkim problemem, pod warunkiem, że wybierzemy te najlepsze. Zatem pamiętajmy tę zależność - im więcej wymogów stawiamy przed setupem, tym rzadziej będziemy go oglądali na wykresie.

Modyfikacja I - ilość świec

Wyjściowo mamy do czynienia z 2-3 świecami. Można sobie wyobrazić i dziesięć, tylko że wtedy technika stanie się średnio przydatna. Setupy składające się z 2 świeczek są o wiele częściej spotykane niż setupy 3 świec. Z założenia technika ta ma wyłapywać korekty i krótkie wychylenia, więc wydłużając 2BB do 3BB koncentrujemy się na wchodzeniu w większych ruchach, które mogą mieć nieco większy potencjał wybicia.

Modyfikacja II - kolor świec

Niektóre techniki zakładają, że tylko ostatnia świeca musi być czarna (przy wchodzeniu na długo), natomiast inne wymagają spełnienia tego warunku również dla poprzednich. Wydaje się, że im więcej spadkowych słupków, tym większy impet, a co za tym idzie potencjał do wzrostów. Bo przecież raz wyższe, raz niższe zamknięcia może wyznaczają jakiś mini trend spadkowy, ale znaczniej spokojniejszy, niż ciągłe spadki.

Modyfikacja III - High, Low, Close

Tutaj mamy duże pole do modyfikacji. Czy setup jest wyznaczany przez coraz niższe ceny Close, czy też wymagane są coraz niższe wartości High oraz Low? Trzeba tutaj przeprowadzić dokładne testy, ale sądzę, że warto wymagać spełnienia wszystkich trzech warunków, gdyż będzie to wyznacznikiem sytuacji, której poszukujemy, czyli chwilowego impetu, który może za chwilę zostać skorygowany ruchem w przeciwną stronę.

Modyfikacja IV - wysokość świec

Niekiedy wymagana jest odpowiednio duża wysokość świec (High-Low). Ma to zagwarantować, że nasz setup pojawi się na dynamicznym rynku, a nie podczas wypłaszczenia, gdzie przypadkowe doji-podobne słupki wyrysują nam formację 2BB lub 3BB. Temu samemu służy wymóg wymowy technicznej świecy, czyli minimalna rozpiętość między Open oraz Close.

Modyfikacja V - zajmowanie pozycji

Standardowo, ustawia się zlecenie kupna (dla pozycji długich) powyżej High z ostatniej świecy, co pozwala nam złapać moment wybicia cen w górę. Co jednak w poniższych sytuacjach?


Widzimy setup 2BB/3BB, po którym następuje świeca otwierająca się nisko, pogłębiająca (nieznacznie) minima, ale nie przebijająca poprzedniego High. Oceniając intuicyjnie, jest to sytuacja odwrócenia, tym bardziej, że kolejna świeca już przebija High z setupu i rozpoczyna ruch w górę. Warto zatem przemyśleć (przetestować), czy nie zliberalizować nieco naszych warunków i nie dopuścić otwierania pozycji nie tylko na świecy następującej od razu po 2BB, ale też na następnej. Odpowiedź może nam dać jedynie raport z testów systemu.

Modyfikacja VI - luki

Myślę, że należy też uwzględnić ten aspekt tradingu. Co zrobimy, jeśli rynek otworzy się powyżej poprzedniego High? Jeśli korzystamy ze zleceń stop loss do wejścia to najprawdopodobniej kupimy na otwarciu. Natomiast zlecenia stop limit będą oczekiwały, aż cena zmieści się w określonych przez nas ramach. Tutaj również należy przeprowadzić dokładne testy, gdyż czasem możemy kupić w najgorszym możliwym momencie, a innym razem ucieknie nam ruch, który byłby najlepszym tradem miesiąca.

Stosowanie techniki 2BB, jako uzupełnienia do innych narzędzi

Poza wykorzystaniem w systemie mechanicznym, można też używać 2BB, jako dodatku do szerszej analizy. Pozwala to wtedy na większą elastyczność, gdyż nie musimy mieć spełnionych warunków "co do grosza", ale jeśli inne wskaźniki pokazują nam, że korekta ma się ku końcowi to 2BB jest bardzo dobrym momentem na wejście. Jest to o tyle ważne, że w zależności od zastosowanego time frame, możemy często wyprzedzić sygnały dawane przez zniesienia 50% lub inne techniki gry w korekcie.

sobota, 5 czerwca 2010

Ankieta - podsumowanie

Upłynął czas ankiety, oddano 43 głosy, więc można już wyciągnąć kilka wniosków.

Najpopularniejsze okazały się odpowiedzi dotyczące technik inwestycyjnych oraz analizy technicznej. W sumie mnie ten wynik nie zdziwił, oczekiwałem, że znajdą się w czołówce. Co do AT to z pewnością jej nie zabraknie, gdyż to jest typ analizy, który stosuję, więc praktycznie przewija się ona w każdym wpisie. Co do setupów to staram się je uwzględniać, ale w ramach większych projektów, więc nie wiem, czy będę opisywał poszczególne techniki. Niemniej postaram się.

Zarządzanie kapitałem było kolejnym wynikiem w ankiecie. Planuję poświęcić temu zagadnieniu kilka postów, ale jeszcze nie w najbliższej przyszłości. Wynika to z faktu, że podstawowe zasady MM są powszechnie znane, natomiast te bardziej zaawansowane są wykorzystywane przy systemach mechanicznych, więc jeśli ktoś już taki system buduje to sam opracowuje ten aspekt. Niemniej poruszę podstawowe zasady oraz postaram się pokazać, dlaczego jest to takie ważne.

Początki gry na giełdzie to rzecz istotna z punktu widzenia każdego, kto spotyka się z rynkiem po raz pierwszy. Staram się pisać tego bloga dla osób, które mają już jakieś pojęcie w zakresie tradingu, niemniej mam gdzieś na końcu głowy cykl wpisów dotyczący problemu "jak zacząć". Bardziej będzie to sprowadzanie na ziemię i pokazywanie, że sprawy nie są tak banalne, jak to się może wydawać, ale wrzucę też kilka podstawowych wyliczeń dotyczących np. kapitału potrzebnego na start etc.

Systemy mechaniczne to rzecz, którą się niegdyś bardzo mocno interesowałem. Przeprowadziłem masę testów, swoje wnioski wyciągnąłem, znam zalety i wady tego podejścia. Postaram się napisać kilka impresji na ten temat, ale raczej nie w najbliższym czasie.

Bardzo zasmuciły mnie dwa ostatnie wyniki - stopy oraz literatura giełdowa. Wielu praktyków wskazuje, że stawianie stopów to najważniejsza sprawa, która przesądza o zyskowności naszego tradingu. Nie wiem, czy głosujący są już tak świetni w wychodzeniu z rynku, że nie potrzebują więcej zgłębiać tego typu tekstów, czy też nie mają pojęcia, że to moment zamknięcia pozycji jest najważniejszy. W najbliższych dniach zamierzam rozpocząć cykl kilku - kilkunastu postów dotyczących wychodzenia z pozycji oraz technik stawiania stopów i mam nadzieję, że uda mi się pokazać, jak fundamentalna to kwestia.

I w końcu książki... Półtora roku na jednym z wortali giełdowych przekonało mnie, że nie ma co liczyć na entuzjazm ludzi w czytaniu książek. Najczęściej jest to wysiłek, którego początkujący gracz giełdowy nie zamierza podejmować. Moim zdaniem błędnie, gdyż książka jest to często przekaz doświadczenia i uwag osoby, której na rynku się powiodło. Możemy nie tylko poznać techniki, które doprowadziły do znaczących nieraz fortun, ale też aspekty psychologiczne oraz problemy, które autorzy napotykali na swej drodze. Skoro nie chcesz czytać książek, czemu czytasz mojego bloga? Przecież to prawie to samo...

Zatem będę dalej wrzucał recenzje. Tym bardziej, że te oczywiste pozycje już w zasadzie opisałem, czas podnieść poprzeczkę i przenieść się na literaturę anglojęzyczną, która u nas jest znana w bardzo ograniczonym zakresie. Czasem ktoś nie wie, czy warto wydać 200$ na książkę giełdową. Mam nadzieję, że moje wpisy ułatwią podobne decyzje.

To tyle w kwestii podsumowania ankiety. Będzie ona dostępna jeszcze przez dzień lub dwa, więc jeśli ktoś ma ochotę skomentować wyniki lub moje powyższe uwagi to zapraszam do dyskusji pod wpisem.

czwartek, 3 czerwca 2010

Wejście w korekcie IIIa

Tym razem omówię cały zestaw setupów wejścia, które jednakowoż różnią się jedynie szczegółami, natomiast sam rdzeń oraz zasada działania pozostają nie zmienione. Dotychczas spotkałem się z czterema wersjami tej techniki:

- 2BB (2 Bar Breakout)
- Three Bar Reversal
- Three Bar Pullback
- Pristine

Niekiedy są to kompletne strategie obejmujące nie tylko zajmowanie pozycji, ale też prowadzenie jej, ewentualne odwracanie etc. Nas interesuje sam koncept wejścia, który omówię na przykładzie pozycji długiej.



Potrzebujemy dwóch lub trzech czarnych świec (w zależności od preferencji), z których każda kolejna zamyka się niżej niż poprzednia oraz ma niższe high. Otwarcie długiej pozycji następuje w chwili, gdy ceny przebiją high z ostatniego słupka, czyli zlecenie powinno się znajdować 1 tik powyżej owego high. Oczywiście dla pozycji krótkich należy odwrócić parametry.

I to w zasadzie byłoby tyle. Omówiłem to bardzo topornie, gdyż ciężko jest zsyntetyzować warunki z różnych strategii, aby wydobyć ich wspólne cechy. Mam nadzieję, że powyższy obrazek wystarcza za tysiąc słów. Jeśli pozna się nieco tę technikę to po pewnym czasie dostrzega się setupy praktycznie wszędzie.

My chcemy zastosować tę strategię w korekcie, dzięki czemu mamy gwarancję, że będziemy zagrywali zawsze w kierunku dominującej tendencji. Zatem nie mierzymy korekty, nie rysujemy linii czy zniesień, ale oczekujemy na konkretny układ 2-3 świec w celu zajęcia pozycji.

Zalety

Pierwszą z nich jest prostota. Nie ma tu praktycznie miejsca na ingerencję, jeśli już stosujemy określoną modyfikację tego konceptu (o czym w następnym wpisie) to ją stosujemy i kropka. Jedyne, co do nas należy to składanie zleceń zgodnie ze scenariuszem (a czasem zrobi to za nas maszyna).

Druga zaleta wynika z pierwszej. Setup ten można bardzo łatwo zapisać w formie kodu do programu testującego, dzięki czemu mamy szansę przeprowadzić dokładne backtesty na szeregu rynków oraz, jeśli nasz broker udostępnia taką możliwość, możemy napisać system inwestycyjny, który będzie za nas składał zlecenia na rynek. Nie trzeba zatem opierać się na czyichś (na przykład moich) obiecankach, że coś działa, tylko każdy sam ma szansę sprawdzić, czy faktycznie da się na tym zarobić (ze świadomością wszystkich ograniczeń związanych z backtestami).

Kolejną rzeczą jest sama konstrukcja setupu. Jego celem jest wyszukiwanie krótkich, 2-3 świecowych (lub nieco dłuższych) odchyleń, zatem wykorzystuje on niejako potencjał wykupienia i wyprzedania. W naszym przypadku łapiemy chwilowe momenty zadyszki w dominującym trendzie i oczekujemy, że rynek jednak wróci do poruszania się w naszą stronę. Zatem jest to doskonałe narzędzie do wchodzenia w korekcie.

Technikę tę można wykorzystywać na wszystkich interwałach, choć raczej nie należy schodzić poniżej M15, gdyż wtedy będziemy walczyli z szumem zamiast obserwować rynek. Niemniej jej uniwersalność jest bardzo dużą zaletą, ponieważ opiera się na tej samej zależności na wszystkich poziomach time frame.

Wady

Sądzę, że jako pierwszą warto wymienić jej czułość. Sprawdziłaby się zapewne na rynku, gdzie każda świeca miałaby tę samą rozpiętość między wartościami high oraz low, lecz niestety możemy o takich warunkach zapomnieć. Zatem będziemy się natykali na sytuacje, gdzie przypadkowy rajd rynku odpali nam zlecenie, po czym od razu zaczniemy ponosić straty. Stąd też konieczne jest opracowanie stosunkowo ciasnych zleceń obronnych.

Kolejną sprawą jest wielość możliwości modyfikacji, których możemy dokonać. Musimy przetestować bardzo wiele mutacji tej techniki aby uzyskać tę potencjalnie najlepszą, a i tak nie uda nam się uzyskać absolutnej pewności, czy faktycznie wybraliśmy optymalne rozwiązanie.

Inną sprawą jest częstość występowania setupów wejścia. Jak można zauważyć, potencjalne okazje inwestycyjne trafiają się praktycznie co krok, więc jesteśmy niemal zasypywani sygnałami otwarcia pozycji. Pociąga to za sobą wysokie prowizje, gdyż nie jest to metoda łapiąca 40% trendu, ale jedynie krótkie odwrócenie. Trudno pominąć ten aspekt, a uwidacznia się on szczególnie po nieumiejętnym przetestowaniu techniki (np. bez dodania poślizgów).


Myślę, że to tyle tytułem wprowadzenia do tego typu wchodzenia w korekcie. W kolejnym wpisie postaram się wskazać ewentualne pola do naszej ingerencji w podstawowe rozwiązanie oraz może poszukamy wad i zalet wynikających z dyskrecjonalnego stosowania w praktyce.

Tymczasem, żebyście się nie nudzili, odsyłam do znakomitego omówienia techniki 2BB, którego dokonał Tomasz Symonowicz na swoim blogu. Pierwszy wpis tutaj, kolejne odnajdziecie w tamtejszym archiwum.

wtorek, 1 czerwca 2010

Recenzja - LeBeau Charles, Lucas David - Komputerowa analiza rynków terminowych

Całkiem składna książeczka o systemach mechanicznych. Nie wyczerpuje wszystkich zagadnień, które taka lektura powinna poruszać, ale uzupełniona Van Tharpem pozwala na uzyskanie rozeznania w podejściu systemowym.

Na początek autorzy poruszają ogólnie zagadnienie systemów. Co to jest, po co, jak działa itd. Następnie rozwijają wątek uzupełniając go stopniowo o przykłady z wykorzystaniem poszczególnych wskaźników. Jest tego sporo, niektóre ciekawe, inne mniej, ale warto zapoznać się z wymienionymi, choć ich interpretacja i skuteczność może być dyskusyjna.

W książce pojawiają się rzeczy, których nie spotkałem w innych dziełach, mianowicie kolana i ramiona oraz haki i szczypce (na oscylatorach). Warto rzucić okiem.

Następnie jesteśmy zapoznawani ze szczegółami testowania systemów, zagrożeniami ze strony nadmiernej optymalizacji (curve fitting), złego dobrania danych (za mało, zbyt jednorodne) czy też zjawiskiem maksymalnego obsunięcia kapitału (MaxDD). Przydatne jest też przybliżenie wskaźników skuteczności naszego systemu.

Na końcu książki możemy też poczytać kilka uwag dotyczących daytradingu.

Podsumowując, książka jest wartościowa dla systemowców (ale nie tylko) i powinna się znaleźć w ich zbiorze lektur. Nacisk kładziony jest na nieco inne elementy niż u Van Tharpa, ale połączenie ich obu powinno dać rozeznanie w dziedzinie systemów mechanicznych.

I nie przejmujcie się, że książka pisana jest pod rynki terminowe i widzimy wykresy kukurydzy, kawy, czy obligacji :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails