niedziela, 30 maja 2010

Trochę o przyszłości...

Zazwyczaj na tym blogu nie odnoszę się do bieżących wydarzeń na rynkach, a tym bardziej do spraw wykraczających poza analizę techniczną czy giełdę, ale sądzę, że warto tym razem zrobić wyjątek.

Pojawiło się właśnie w Internecie nagranie ze szkolenia, w którym planowałem uczestniczyć, ale niestety czas nie pozwolił. Mowa oczywiście o szkoleniu FERK/BOŚ SA na temat IKE.

Myślę, że warto bliżej zapoznać się z tą formą oszczędzania, zwłaszcza, że perspektywa dla naszych emerytur nie jest zbyt radosna.

Szkolenie można obejrzeć lub pobrać tutaj.

piątek, 28 maja 2010

Wejście w korekcie II

Tym razem pokażę inny sposób zajmowania pozycji podczas korekty w trendzie. Jest on banalnie prosty, choć przy jego stosowaniu musimy mieć na uwadze kilka rzeczy.

Chcąc wejść na rynek w czasie trwającej korekty, należy zaczekać na sygnał informujący nas, że ceny powracają do ruchu w kierunku dominującego trendu. Stosujemy w tym celu różne techniki oparte na cenach, oscylatorach lub też czymś zupełnie innym. Natomiast nie zawsze bierzemy pod uwagę metodę chyba najprostszą - zmierzenie rynku.

Wiele programów do AT posiada wbudowane linijki, dzięki którym możemy sprawdzić, jak głęboka jest korekta. Do tego te narzędzia zostały stworzone i do tego są zazwyczaj wykorzystywane. Jeśli podczas trendu ceny zawracają, rysuje się na wykresie kilka poziomych kresek, które wyznaczają kluczowe poziomy, za które przyjęło się uważać 38, 50 oraz 62%.

Możemy oczywiście wykorzystywać je do określania prawdopodobieństwa odwrócenia się kierunku w danym momencie, ale do tej techniki jest cała masa materiałów, których nie zamierzam powielać. Nas interesuje sygnał wejścia na rynek, a więc robimy proste odwrócenie i mierzymy nie zgodnie z kierunkiem trendu, ale odwrotnie, od szczytu do dołka korekty. Dzięki temu wiemy, jaką część korekty ceny już przebyły (jeśli się ruszyły w naszą stronę) oraz możemy sobie precyzyjnie ustalić, że wchodzimy na rynek w momencie powrotu o n% korekty.


Myślę, że powyższy wykres dobrze ilustruje, jak to powinno działać w praktyce. Niebieskimi strzałkami zaznaczyłem poziom wejścia na zniesieniu 50% korekty.

No właśnie, skoro już jesteśmy przy konkretnych wartościach, można poszukać idealnego zniesienia, przy którym najlepiej wracać na rynek. Jak nietrudno się domyślić, nie istnieje magiczny poziom. Wszystko zależy od konkretnego wykresu. Sam korzystam najczęściej z wartości 50%, gdyż jest to "ani za mało, ani za dużo". Połowa zniesienia sprawia, iż stosunkowo skutecznie udaje się wyeliminować szum i fałszywe sygnały, a jednocześnie wciąż pozostaje nam znaczący margines wyprzedzenia w stosunku to testu poprzedniego wierzchołka.

Oczywiście nie jest to sztywna wartość. Jeśli rynek zawędruje głębiej w rejony korekty, a ja jestem przekonany, że jednak będzie powrót do dominującego ruchu, wtedy wykorzystuję wartość 32%. Nie jest to "magiczna" wartość, po prostu jest zazwyczaj wyróżniona w linijce do mierzenia zniesień :) Wtedy kupuję nieco wcześniej, zachowując podobne ryzyko wyrzucenia co przy 50% (bo 32% stosuję głównie w głębszych korektach).

Drugim zagadnieniem, na które warto zwrócić uwagę jest sama technika mierzenia. Zazwyczaj przykłada się kraniec linijki do ekstremum korekty, czyli do najniższego miejsca (w przypadku trendu wzrostowego), natomiast czasem stosuję mierzenie po drugich krańcach świec, czyli niejako odrzucam warstwę składającą się z korpusów. Można to porównać do mierzenia netto i brutto.

Robię tak w sytuacji, gdy chcę mieć bardziej klarowną sytuację oraz w celu opóźnienia wejścia dla większego potwierdzenia. Wtedy jestem bardziej pewny, iż wybicie jest tym właściwym, na które czekam. Ale gram na tym w wyjątkowo dużych korektach. Każdy musi sam sprawdzić, co mu pasuje.

Ostatnią sprawą jest gra na ciasnych świecach. Rozumiem przez to sytuację, gdy swing high od dna korekty rozdzielony jest zaledwie kilkoma słupkami. Wtedy może się zdarzyć tak, że zajmiemy pozycję przedwcześnie. Wyda nam się, że już korekta się dokonała i ceny wracają na właściwe tory, a tymczasem wskoczymy na szumie i rynek pójdzie przeciwko nam.

No cóż, tutaj trzeba być wyjątkowo ostrożnym przy stwierdzaniu, że korekta faktycznie zaistniała i ma się ku końcowi. Pomocne może być przy tym zmierzenie jej zasięgu. Jeśli korekta sięga 50% lub więcej, wtedy istnieje większa szansa, że to jest właściwy moment. Poza tym, nie każde przedwczesne wejście kończy się wyrzuceniem na stopie. Zdarzają się sytuacje, gdy zaskoczy nasze zlecenie otwarcia pozycji, rynek ruszy się nieco przeciwko nam, po czym poszybuje w zakładanym kierunku nie uderzając w stop loss. Myślę, że odpowiednia wizualna inspekcja znacząco zmniejsza ryzyko zbyt wczesnego wejścia. Ewentualnie warto zmienić time frame na mniejszy.


czwartek, 27 maja 2010

EUR/USD - walka z oporem

Tym razem nagranie w lepszej jakości. Kilka słów na temat mojego patrzenia na wykresy.

środa, 26 maja 2010

Co Wy na to?

Dziś spróbowałem czegoś nowego, mianowicie nagrałem krótkie wideo dotyczące sytuacji na USD/CHF. Bardziej była to próba sprzętu, ale zrobiłem ją na przykładzie wykresu.

Forma wideo daje nowe możliwości, gdyż nie muszę rysować przez godzinę kresek na wykresach, a następnie opisywać je w poście. Ale z drugiej strony mogę zawsze coś pominąć, coś mi wyleci z głowy, co byłoby warte napomknięcia.

Na razie załączam poniżej trialowe nagranie i czekam na opinie. Jakość jest słaba, ale ograniczenia sprzętowo-programowe nie pozwoliły na zrobienie jakości HD :)

Czekam na opinie, jak widzicie tę formę wpisów. Bo w końcu takich nagrań jest w sieci masa.


poniedziałek, 24 maja 2010

Wejście w korekcie I

Czas zająć się rzeczami bardziej praktycznymi, czyli omawianiem setupów wchodzenia na rynek zgodnie z kierunkiem dominującego trendu, ale w jego korekcie. Nie będą to jakieś super odkrywcze metody, czy też magiczne algorytmy, gdyż w zasadzie każdy musi sam sobie opracować metodę do zajmowania pozycji. O tym, że musi być ona dopasowana do charakterystyki rynku już pisałem. Natomiast dobrze jest czasem usprawnić znane rozwiązania, gdyż mogą one wciąż być bardzo skuteczne. Więc do dzieła.

Pierwsze narzędzie nie jest skomplikowane - jest nim linia prosta. Każdy z nas rysował kiedyś kreski na wykresie, więc zapewne wiecie o co chodzi. W celu wykrycia momentu powrotu do dominującego trendu rysujemy linię łączącą ostatnie ekstremum cenowe oraz krańce świec idących w kierunku korekty. Podam przykładowe obrazki:

Technika identyczna do tej, jaką stosujemy podczas wybicia z formacji flagi. Rysujemy linię po wierzchołkach, chwila przebicia linii jest dla nas sygnałem do otwarcia pozycji. Myślę, że koncepcja jest prosta, więc trzeba ją nieco skomplikować wskazując potencjalne miny, na które możemy się napatoczyć podczas jej realizacji.

Dużym problemem jest uznaniowość wszelkiego rodzaju linii trendu, również linii korekty. Ilu graczy, tyle wersji. Teoria oraz logika mówią, że do jej narysowania potrzebujemy co najmniej dwóch punktów. Pytanie, jakie to będą punkty. Czy swing high oraz kolejna świeca to wystarczające oparcie dla naszej kreski? Oczywiście nie. Zatem aby uzyskać w miarę pewną linię, potrzebujemy większej ilości świec. Ilu minimalnie? Ciężko powiedzieć, gdyż każdy wykres wygląda inaczej. Niekiedy udaje się uzyskać dużą zbieżność punktów już przy 5 świecach, a czasem i 15 układa się w taką sieczkę, że mamy kilka długich cieni, z którymi nie do końca wiadomo, co zrobić.

Rozwiązaniem tego problemu może być wyczekanie na odpowiednią ilość danych umożliwiających poprowadzenie linii. W przypadku dużej rozbieżności w położeniu potencjalnych punktów stycznych, należy chyba zastosować zasadę najbardziej trafnych, czyli poprowadzić naszą kreskę tak, aby łączyła możliwie wiele z nich. Mocno intuicyjne, ale nie znalazłem dotychczas niezawodnego lub wysoko skutecznego sposobu.

Drugą sprawą jest odwieczny problem osób grających na przełamania linii trendu, czyli fałszywe przebicia. Narysujemy co trzeba, po czym cena wybija się w górę aktywując nasze zlecenie, które ustawiliśmy wczoraj wieczorem. Zacieramy ręce, że złapaliśmy sam początek ruchu, a tymczasem zamknięcie wypada już pod kreską, po czym następnego dnia otwieramy się z luką w dół, co odpala naszego stopa. Myślę, że wiele osób ma za sobą podobne doświadczenia, niekiedy występujące seriami.

Formą obrony przeciwko takim zdarzeniom jest stosowanie filtrów. Zapewne zrobię o nich oddzielny wpis, więc teraz nie będę się zbytnio rozwodził nad tematem. Zadaniem filtra jest odsianie transakcji potencjalnie stratnych i wyłapanie zyskownych lub przynajmniej przybliżenie nas do tego. Dokonuje się tego poprzez opóźnienie momentu wejścia lub zastosowanie dodatkowych czynników w postaci np. wolumenu.

Trzecim utrudnieniem, na które możemy się natknąć jest sytuacja, gdy linia spadków faktycznie zostaje przebita, lecz nie odbywa się to ruchem w kierunku trendu, ale ceny wychodzą bokiem, po czym poruszają się tak przez kilka świec. Wtedy praktycznie setup nam wygasa, gdyż trudno sobie wyobrazić stopniowe wypłaszczanie kreski. Byłoby to oszukiwanie samego siebie.

W takiej sytuacji możemy wybrnąć poprzez dodanie techniki gry w podobnych wypadkach. Może to być jakiś filtr wybicia w górę lub cokolwiek innego w zależności od wyglądu wykresu. Należy się przy tym zastanowić, czy trend nam za mocno nie osłabł.

To tyle w kwestii tej podstawowej techniki wejścia w korekcie. Odnoszę wrażenie, że lepiej sprawdza się w ruchach mających 10 lub więcej świec, gdyż wtedy otrzymujemy czytelny sygnał, że jest korekta oraz mamy możliwość narysować w miarę "pewną" linię.

sobota, 22 maja 2010

Ankieta

Postanowiłem zasięgnąć Waszej opinii na temat dalszego kierunku rozwoju tego bloga. Mam w zanadrzu pomysły na wiele wpisów, ale wasze głosy pomogą mi lepiej dopasowywać treść do zapotrzebowania.

Ankieta będzie aktywna do 29 maja.

Jeśli chcecie poczytać o czymś, czego nie ma w ankiecie, dajcie znać w komentarzu pod tym wpisem.

piątek, 21 maja 2010

Korekty w trendzie (trend VII)

Doszedłem do wniosku, że przed omówieniem setupów wejścia warto się trochę pochylić nad momentami, w których będziemy zajmowali pozycję, czyli korektami.

Korekty są nieodłącznym elementem trendu, gdyż pozwalają wyciszyć nieco rynek i odreagować poprzedni ruch. Jeśli jednak chcielibyśmy wykorzystywać je do wchodzenia na rynek, warto byłoby wiedzieć, kiedy prawdopodobieństwo powrotu do pierwotnego kierunku jest największe, a kiedy lepiej nie ryzykować.

Niestety nie dysponuję żadnymi wiarygodnymi danymi statystycznymi, które mogłyby rzucić nieco światła na średnią głębokość korekty. Myślę, że możliwe by było przeprowadzenie tego typu badań, ale z racji mojego ubogiego instrumentarium, nie wykonam takowych.

Pozostaje nam zatem trzymać się mniej sprawdzonych metod, co nie znaczy, że są one nieskuteczne. Pierwszą z nich będzie zniesienie n% poprzedniego ruchu. Jak łatwo się domyślić, kluczowe będą poziomy 38%, 50% oraz 62%. Druga metoda opiera się na price action i według niej ewentualne korekty powinny się zatrzymywać na istotnych poziomach technicznych.

Sam zazwyczaj nie mierzę głębokości korekty, a już na pewno nie podejmuję na tej podstawie decyzji. Widziałem wielokrotnie, jak spadki zatrzymały się na jakimś okrągłym poziomie Fibonacciego, ale nigdy do mnie nie przemawiały magiczne współczynniki. Bardziej zwracam uwagę na poziomy techniczne, czyli ewentualne opory które mogą nam posłużyć za wsparcie.

Zaczniemy od mierzenia głębokości korekty. Nie jestem specjalistą od liczb Fibonacciego, więc w ciemno przyjmę standardowe poziomy, zwłaszcza że spotykamy się z nimi stosunkowo często. Teoria jest bardzo prosta. Opiera się na założeniu (może wyliczeniu?), że korekty w trendzie nie znoszą całego ruchu cen, ale tylko jego część. Jaką część? No właśnie te kluczowe 38, 50 lub też 62%. Nie będę rozstrzygał, która z wartości jest najbardziej poprawna lub najskuteczniejsza. Po prostu przyjmę, że jest to zakres wyższego niż kiedy indziej prawdopodobieństwa zakończenia korekty. Czy ten przedział to dużo, czy mało? Prosta matematyka podpowiada nam, że cały ruch cenowy (100), po odjęciu 38 procent z góry i 38 procent z dołu daje nam 24%. W tej właśnie ćwiartce, położonej centralnie w odniesieniu do mierzonego ruchu, powinniśmy z wytężoną uwagą wypatrywać ewentualnego odwrócenia cen.

I jeśli to narzędzie ma służyć jedynie do zwiększania naszej czujności to nie ma problemu, gdyż nic nas to nie kosztuje. Jeśli ceny odbiją się od poziomu 50% (który z racji centralnego położenia wydaje się intuicyjnie najważniejszy) to bardzo fajnie, gdyż wtedy mamy potwierdzenie w postaci ruchu w górę. Możemy też bardzo łatwo ustawić stopa technicznego poniżej właśnie powstałego swing low. Jednak zupełnie pozbawione logiki wydaje mi się wchodzenie "w ciemno" na jakimś poziomie Fibonacciego. Jest to typowe pchanie się pod pociąg, gdyż ani nie ma znamion odwrotu, ani nie wiadomo jak ustawić stopa, żeby był jakoś uzasadniony.

Nie będę wrzucał dziesiątek przykładowych wykresów z tego typu zniesieniami, gdyż każdy może sobie ich wyszukać na pęczki we własnym zakresie. Zapodam jeden dla ilustracji samej koncepcji:


Można też w ramach rozrywki zapoznać się z koncepcją zasięgów zniesień na poniższym nagraniu (ENG):




Drugim sposobem na wyszukiwanie miejsc o podwyższonym prawdopodobieństwie zakończenia korekty są istotne poziomy techniczne. W przypadku niezakłóconego trendu są nimi zazwyczaj poprzednie ekstrema, które w obecnej sytuacji mogą posłużyć za rodzaj barier technicznych/emocjonalnych. Istnieje też kilka koncepcji gry w prostokącie podczas niezanegowanego trendu, ale te sobie na razie odpuścimy.

Zatem teoria jest prosta: korekta ma większe szanse na zatrzymanie się na poziomie technicznym wyznaczanym przez poprzednie (przełamane) ekstremum cenowe. Na egzemplifikację wybrałem wykres EUR/USD w ujęciu H1, gdyż na walutach w mojej ocenie trendu wyglądają ładniej :)


Te dwie metody mają na celu wyczulić nas na ewentualne momenty wejścia w transakcję. Myślę, że nie ma uniwersalnego współczynnika mierzącego statystyczne swingi antytrendowe, mimo że zwolennicy Fibo być może będą mieli inne zdanie. Z pewnością nie zaszkodzi zdawać sobie sprawę z tego typu rzeczy, gdyż możemy je mieć gdzieś w tyle głowy podczas tradingu, a jeśli po pewnym czasie stwierdzimy, że faktycznie rynek zawraca na określonych poziomach, pozostaje nam zaimplementować je do naszych metod.

Chcę tylko podkreślić, że powyższe techniki nie zostały w żaden sposób przetestowane i zapisane w formie twardych danych, więc przed ewentualnym użyciem zalecam okres obserwacji oraz solidne testy (jeśli takowe są możliwe do wykonania).

wtorek, 18 maja 2010

Wejście niskiego ryzyka - problemy (trend VI)

Jak sobie ostatnio wyjaśniliśmy, podczas występowania trendu wzrostowego należy zajmować długą pozycję w chwili, gdy po korekcie rynek zaczyna się odbijać. Nie jest trudno zauważyć, że w praktyce rzadko trafiają się nam idealne sytuacje, kiedy możemy "czysto" ustawić się na longach. Zanim przejdę do omówienia kilku setupów wejścia mogących się sprawdzić w takiej sytuacji, chciałbym w kilku zdaniach omówić główne problemy, na które możemy się natknąć.

Pierwszym z nich jest fakt, że rynek nie przywykł do poruszania się po idealnie wyrysowanych kreskach, jakie pokazywałem w poprzednim wpisie. Zwykle mamy do czynienia z różnego rodzaju zaburzeniami, wahnięciami i fałszywymi wybiciami, które mogą kilkukrotnie aktywować nasz setup wejścia po czym wyrzucać nas na stopie zanim nastąpi ten właściwy ruch.

Dużą zaletą w tej sytuacji jest relacja naszego ryzyka początkowego do zarobku, który mamy z zyskownych transakcji. Zakładając, że jest on korzystny, to dzięki temu, że stop jest ciasny, możemy sobie niekiedy pozwolić na 2-3 fałszywe wejścia, zanim złapiemy wybicie, które pokryje z nawiązką poprzednie nieudane próby. Do tego niestety potrzebne są w miarę stabilne transakcje, które pozwolą nam oszacować, czy jest to dobra droga.

Innym rozwiązaniem tego problemu jest zmniejszenie czułości naszej techniki otwierania pozycji. Zamiast starać się łapać każde odbicie w górę, czekamy na TEN ruch. Możemy stosować filtr odległości, czyli otwierać pozycję nieco później niż przy samym dnie swingu lub też dodatkowe filtry potwierdzające w postaci podwyższonego wolumenu czy też wymogu długiej białej świecy.

Drugim problemem może być struktura samego wykresu. Rozumiem przez to głównie głębokość średniej korekty oraz jej szerokość, czyli ilość świec między nowo utworzonym wierzchołkiem a dołkiem. W przypadku, gdy odległości te są stosunkowo duże, nie jest większym problemem opracowanie setupu wejścia. Może to być linia wyznaczająca flagę czy też cokolwiek innego.

Nieco inaczej jest w przypadku wykresów, na których wierzchołek, korekta i ponowne wybicie mieszczą się w dziesięciu słupkach. Bywa tak, że swingi są oddzielane jedynie przez 2-3 świeczki. Wtedy na nic nam się zdają różnego rodzaju linie czy oscylatory. Setupy wejścia w tych sytuacjach opierają się zazwyczaj o specyficzne układy świec, które wyznaczają punkt wejścia. Często też, z racji niewielkiego dystansu między swing high i swing low, otwiera się pozycję w chwili przebicia poprzedniego wierzchołka. Wiem, że odradzałem to w poprzednich wpisach, ale w tym wypadku ryzyko początkowe jest na tyle niskie, że można skutecznie eksploatować tego typu techniki.

Kwestią kolejną jest typ instrumentu oraz time frame, na jakim gramy. Akcje posiadają nieco inną specyfikę niż indeks, a te dwa znacząco różnią się od notowań walut czy surowców. Zatem zanim zdecydujemy się na wybór narzędzi, które chcemy wykorzystywać musimy uwzględnić charakterystykę naszego wykresu.

Akcje, z racji prowizji, trudne są do gry intraday, Pozostają nam słupki dzienne, które nie zawsze układają się w ładne zestawy szczytów i dołków.

Indeksy (polskie) z kolei cechują się dość znaczną ilością luk, które sprawiają, że wykres jest mocno "poszarpany".

Kontrakty terminowe na FW mają podobne wady, ale dają sposobność wykorzystywania swingów cenowych mniejszych niż kilka dni czy nawet intraday. Daje nam to więcej okazji do zajmowania pozycji.

Najładniej wyglądają swingi cenowe na walutach. Dodatkowym atutem jest też mnogość interwałów, co znacząco poszerza gamę możliwości. Problemem natomiast jest egzekwowanie samych zleceń. Jeśli gramy "ręcznie" to na słupkach M5 możemy mieć niezłą gimnastykę, żeby ze świecy na świecę szybko zlecić otwarcie pozycji. Przydatne mogą być w tej sytuacji funkcje automatycznego składania ofert na rynek w oparciu o zakodowany system mechaniczny.


Myślę, że to tyle tytułem okoliczności, które powinniśmy uwzględnić przed projektowaniem technik służących do zajmowania i prowadzenia pozycji. W następnych wpisach omówię 2-3 podstawowe metody, które można wykorzystywać do wchodzenia na rynek po korekcie.

poniedziałek, 17 maja 2010

Znaczenie szerokiego obrazka

Są osoby, które posiadają dobry setup wejścia na rynek, a mimo to ponoszą straty. Przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele. Jedną z nich chciałbym omówić dzisiaj, gdyż akurat wpadła mi w oko piękna seria wykresów ilustrująca to zagadnienie.

Traderzy często postrzegają rynek, jako "tu i teraz". Ceny zniżkują, więc jesteśmy w trendzie spadkowym, gramy na krótko. Niestety, często spojrzenie na wykres z pewnego oddalenia może znacząco zweryfikować nasz punkt widzenia. Nie będę czytelników za mocno zarzucał teorią, niech obrazki mówią same za siebie.

Wszystkie wykresy przedstawiają wykres kontraktu na ropę dostępny poprzez demo platformy BossaFX. Na tapecie mamy wykres 5 minutowy, na którym wyraźnie widzimy odwrócenie trendu. Ładnie uformowany dołek, później odbicie, korekta i znów wzrosty. Podręcznikowa formacja 1-2-3. Sugerowany kierunek gry to oczywiście pozycja long.

Drugi obrazek to już M15, czyli podziałka 15-minutowa. Widzimy na niej ładnie obronione wsparcie, oba wierzchołki również mają podobną wysokość, więc możemy mówić o formacji prostokąta. Sugerowane zagranie oczywiście long, gdyż odbiliśmy się od dna formacji.

Tym razem patrzymy na ten sam walor z nieco dalszej perspektywy, mianowicie H4. I co? I mamy piękny trend spadkowy trwający od początku maja. Wchodzenie na długo w tym momencie wydaje się już nieco mniej zasadne, gdyż walczymy w ten sposób z dominującą tendencją. Dla pewności sprawdźmy jeszcze dalszy obraz.

W tym momencie wiemy już dużo więcej. Jesteśmy w fazie testowania podwójnych dołków, a więc na silnym wsparciu. Jeśli zostanie ono obronione, sugerowana jest pozycja długa.

Powyższe cztery wykresy pokazują, jak wielkie znaczenie ma tutaj spojrzenie z szerszej perspektywy. W tym przypadku nie jest jeszcze źle, gdyż mamy 3:1 na korzyść longa, natomiast co w sytuacji 2:2?

I na to jest oczywiście odpowiedź. Pozycję zajmujemy w tym kierunku, jaki wyznaczany jest przez time frame, na którym gramy oraz zgodnie z trendem wyższego rzędu. W tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia z trendami i wsparciami, ale niekiedy daje się zauważyć dwa trendy spadkowe, dwa wzrostowe. Trzeba wtedy dobrze się zastanowić, zanim postanowimy zaryzykować nasze pieniądze.

W tej materii mogę polecić dwa nagrania, do których udało mi się dotrzeć w ostatnich dniach. Zalecana znajomość języka światowych finansów (nie, to jeszcze nie jest język chiński) :)

Webinar 1

Webinar 2 (może wymagać zainstalowania załączonego kodeka)

niedziela, 16 maja 2010

Wejście niskiego ryzyka (trend V)

W poprzednim wpisie opisałem, dlaczego nie warto jest wchodzić na rynek w chwili przebicia poprzedniego ekstremum. Teraz poszukamy sposobu na zajmowanie pozycji przy stosunkowo niskim ryzyku oraz większym prawdopodobieństwie zyskownej transakcji. Myślę, że większość z czytelników już wie o co chodzi :)

Założenie do tego setupu jest banalnie proste. Nie ustawiamy zlecenia w chwili przebicia ostatniego swing high, ale czekamy na korektę ruchu wzrostowego (spadkowego) i otwieramy pozycję w momencie, gdy rynek znów zaczyna podążać w naszym kierunku. Oto, jak to wygląda na schemacie:


Pierwszym krokiem jest dostrzeżenie formacji 1-2-3 sygnalizującej odwrócenie trendu. Dzięki temu mamy wyznacznik, w jakim kierunku powinniśmy otwierać nasze pozycje. Można oczywiście wchodzić już w chwili utworzenia dołka oznaczonego numerem 3. Wtedy wcześniej łapiemy ewentualny trend, ale z drugiej strony mamy większe ryzyko, że weszliśmy na rynek przedwcześnie i możemy zostać wyrzuceni.

Po przebiciu punktu 2 wiemy już, że to może być początek trendu wzrostowego (pewności nie mamy nigdy). Jednak jeszcze nie składamy zlecenia, ale czekamy, aż rynek utworzy nowe maksima i dokona korekty. Spadki cen są dla nas czasem wytężonej uwagi, kiedy to oczekujemy na powstanie kolejnego dołka (wyższego niż ten z numerem 3) i wchodzimy na długo w chwili, kiedy rynek zaczyna poruszać się zgodnie z kierunkiem dominującego trendu. Na wykresie zaznaczyłem kilka potencjalnych setupów do wejścia.

Zaletą tego typu wejścia jest przede wszystkim fakt, że staramy się złapać ruch w relatywnie wczesnej fazie. Dzięki temu kupujemy, gdy popyt jest jeszcze silny, przez co może "wywieźć" cenę naszego waloru stosunkowo daleko. Zatem ryzyko szybkiego odwrócenia jest znacznie mniejsze niż w przypadku wejścia na wysokości poprzedniego swing high.

Drugi aspekt jest jeszcze ważniejszy od pierwszego, gdyż najpierw należy patrzeć na ryzyko, a dopiero później na potencjalne zyski. A ryzyko jest w tym przypadku znacznie mniejsze niż przy kupowaniu wysoko. Jestem gorącym zwolennikiem stawiania stopów początkowych na poziomach technicznych, a do tego w miejscu, w którym uznajemy porażkę naszego setupu otwarcia pozycji. Przy tego typu wejściu stop ustawiam nieco poniżej dna ostatniego dołka (poniżej to rozwinę). Już na pierwszy rzut oka widać, że odległość zlecenia stop loss od ceny początkowej jest dużo mniejsza niż przy wejściu innego typu.

I teraz trzeba poruszyć kwestię prowadzenia samej transakcji, czyli ewentualne trailing stopy. Odległość naszych zleceń obronnych powinna być uzależniona od perspektywy czasowej, w jakiej gramy.

Jeśli zakładamy złapanie tylko krótkiego ruchu wzrostowego i chcemy wyjść przed ewentualną korektą, powinniśmy nasze stopy prowadzić stosunkowo ciasno, dzięki czemu zostaniemy wyrzuceni z rynku zaraz po uformowaniu się kolejnego szczytu. Następnie oczekujemy, aż znów uformuje się setup i powracamy do gry.


Inwestowanie na dłuższy termin zakłada eksploatowanie trendu możliwie na całej jego długości. Zatem opisywana przeze mnie technika gry ma na celu jedynie korzystniejsze wejście na rynek. Początkowe zlecenie stop ustawiane jest podobnie, jak w poprzednim przypadku, natomiast sposób jego przesuwania różni się zasadniczo. W tym momencie opieramy się o definicję trendu, iż jeśli tylko wyznaczane są kolejne coraz wyższe dołki to pozostajemy na rynku. Po wejściu na rynek, czekamy aż utworzy się swing high, a następnie przeczekujemy spadki aż utworzy się kolejne wyraźne swing low, pod które przesuwamy naszego stopa. I dalej podobnie, w miarę rozwoju sytuacji. Wyrzucani jesteśmy dopiero w momencie utworzenia się dołka niższego od poprzedniego, czyli w chwili, gdzie dalsze istnienie trendu staje się wątpliwe. Ten typ gry wymaga od nas ponoszenia ryzyka, że w razie niekorzystnego ruchu rynku, oddajemy całe, dość znaczne wzrosty. Atutem jest tutaj wykorzystanie trendu na dużej długości oraz mniej czasochłonne prowadzenie pozycji. Oto obrazek:


Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby łączyć te dwie techniki gry. Po zajęciu pozycji na rynku, połowę prowadzimy ciasno i zamykamy wcześniej, a resztę zostawiamy otwartą i tylko przesuwamy stopy pod kolejne dołki. Oczywiście w chwili wystąpienia setupu wejścia dokładamy to, co wycofaliśmy z gry na początku i znów jesteśmy w pełni zaangażowani w trend.

Otwarte pozostawię pytanie, co do ustawiania sobie poziomów realizacji zysku. To już zależy od prywatnych upodobań gracza oraz specyfiki instrumentu, który wykorzystujemy. Jeśli ktoś zmierzy statystyczną długość swingu, po czym będzie redukował pozycję w miarę malenia prawdopodobieństwa kontynuacji, wtedy również może otrzymać pozytywne rezultaty.

sobota, 15 maja 2010

Trend trendem, ale kupimy coś, czy nie? (trend IV)

Niestety, jeszcze nie tym razem :) Myślę, że kiedy omówiliśmy już podstawowe zasady wyznaczania trendu, warto skupić się na bardziej praktycznym aspekcie, czyli grze pod jego kontynuację.

Rozpatrzmy wejścia w transakcję od razu, gdy przebite zostanie poprzednie swing high. A więc w sumie można mówić o bardzo podobnym setupie, jak przy wykorzystaniu kanału Donchiana, kiedy to kupujemy przebicie najwyższego high z ostatnich 20 dni. Jako przykład wykorzystałem Wig20:

Początek zielonego trójkąta to jest poprzednie swing high, czyli punkt po którego przebiciu zajmowaliśmy pozycję, a szczyt tegoż to lokalne high, do którego ceny dotarły po zakupie. Z kolei trójkąty czerwone pokazują odległość od maksymalnego poziomu po nabyciu akcji, aż do minimum osiąganego, zanim ceny powrócą do ustanawiania nowych szczytów.

Nie jest to jakaś uznana metoda analizy rynku (wymyśliłem to na poczekaniu), ale dobrze oddaje to, co chcę pokazać. Widzimy na wykresie, że po osiągnięciu nowego szczytu, rynek nie zawsze ma siłę, żeby lecieć w kosmos. Dzieje się dlatego, że ceny poruszają się swingami w górę i w dół, więc zanim uda mu się ustanowić nowe maksimum, muszą przebyć znaczny kawałek, żeby wygrzebać się z poprzedniego dołka. Efektem tego jest podnoszenie maksów o niewiele punktów/procent, po czym kolejna zwałka, która wytrząsa z pokładu mniej odpornych inwestorów.

Przez jakiś czas, gdy zaczynałem bawić się w giełdę, dokładnie tak postępowałem. Kupowałem na przebiciu ostatnich maksimów, cieszyłem się, że rośnie 5%, po czym następowała zwała o 10%. Po pewnym czasie rynek zawracał, przebijał swing high i sytuacja się powtarzała. Stopy strzelały, psychika siadała, portfel się kurczył...

Oczywiście nie zawsze korekty są aż tak dotkliwe. Czasem kupno na przebiciu ostatniego szczytu to najlepsze co może być, gdyż oznacza powrót do wzrostów. Przykładem służy Amica, której to wykres (a właściwie tylko ten wycinek) powinien być dołączany do ulotek reklamowych wszystkich domów maklerskich:
Zatem krótko podsumujmy, dlaczego nie polecam wchodzenia w chwili przebicia swing high:
- ceny przebyły już trochę od dołków, więc rynek może być chwilowo wykupiony
- potencjał wzrostowy nie jest znaczący (choć to różnie bywa)
- ciężko jest ustawić stopa w oparciu o price action.

Teraz odniosę się trochę do powyższego. Po pierwsze, rynek może być wykupiony, ale zachowywać się na tyle dynamicznie, że przebędzie znaczny dystans, zanim się skorekci. Jeśli się nie załadujemy na pokład przy przebiciu swing high, nie zarabiamy na tym ruchu.

Po wtóre, stopa można ustawić pod dołkiem utworzonym po wyznaczeniu ostatniego lokalnego szczytu, ale czasami jest do dość znaczna odległość, więc i stop wypada daleko. Daje nam to duże ryzyko w obliczu niepewnych zysków, więc zdecydowanie nie jest to wejście low risk/high probability.

Po trzecie, można oczywiście wchodzić na przebiciu maksów, ale robią tak zazwyczaj osoby, które liczą na dłuższą jazdę na trendzie, jak to się dzieje w przypadku metody Żółwi. Wtedy przeczekujemy ewentualne korekty wierząc, że rynek będzie stale kierował się ku górze.

Może niektórych rozczarowałem, że zamiast łatwych rozwiązań, piszę czego nie robić, ale dojdziemy i do finału. Tymczasem - bye!

czwartek, 13 maja 2010

Coś się kończy, coś się zaczyna (trend III)

Wszystko ma swój początek i koniec. Również trend, którym od kilku wpisów się zajmujemy (poprzednio tutaj i tutaj). Chcąc zastosować się do zasady trend is your friend, powinniśmy wchodzić na rynek zgodnie z kierunkiem trendu. Banał. Konsekwencją tego jest fakt, że aby jak najwięcej czerpać z danego trendu, należy możliwie wcześnie zająć pozycję, zaraz po stwierdzeniu występowania trendu oraz utrzymywać ją aż do chwili, gdy dojdziemy do wniosku, że trend się właśnie zakończył. Można oczywiście próbować łapać idealne szczyty i dołki, ale to jest rzecz raczej przypadku niż jakichś narzędzi. Zatem kluczowym problemem staje się rozpoznanie chwili, w której można stwierdzić, że trend się rozpoczął i temu właśnie proponuję poświęcić dzisiejszy wpis.

Myślę, że trzeba poczynić małe zastrzeżenie. Nie prezentuję jakichś rewolucyjnych treści. Głównie opieram się na analizie wykresu, wyszukiwaniu szczytów oraz dołków. W obecnym wpisie wykorzystam jedną z podstawowych technik price action, czyli strategię 1-2-3.

Może ktoś zauważył, ale większość formacji odwrócenia trendu ma pewne wspólne cechy. Jakie?

- są zbudowane z linii łączących szczyty i dołki
- odwrócenie trendu spadkowego uznaje się od chwili, gdy ceny przebiją ostatni lokalny szczyt
- odwrócenie trendu spadkowego sugeruje utworzenie lokalnego dołka wyższego niż poprzedni dołek

Z racji tego można założyć, że da się wyłapać odwrócenie trendu nawet bez uzyskania głowy i ramion, czy podwójnego dna. Zatem za początek trendu wzrostowego uznajemy moment, kiedy cena tworzy swing low wyższe lub równe poprzedniemu swing low, a następnie przebija ostatnie swing high. Oczywiście dla końca wzrostów i początku spadków sytuacja jest odwrotna. Zobaczmy to na przykładzie:


Pierwszym przypadkiem jest formacja podwójnego dna. Ceny spadają tworząc swing low, następnie formuje się swing high, po czym następują ponownie spadki, ale zatrzymują się one na wsparciu. Formacja podwójnego dna jest ważna dopiero wtedy, gdy ceny przebiją ostatnie swing high, wcześniej jest to jedynie jakieś odbicie od wsparcia.

Przykład drugi to formacja 1-2-3. Ceny tworzą niski wierzchołek (1), następnie odreagowują formując swing high (2), po czym znów lecą w dół, ale nie osiągają już poziomu poprzedniego dołka (3). Tu podobnie, odwrócenie liczy się dopiero od przebicia poziomu 2.

I teraz kilka uwag i ostrzeżeń. Po pierwsze, należy pamiętać, że to są tylko pewne schematy, rynek nie kieruje się naszymi założeniami i zawsze może wywinąć jakiś numer, więc trzeba liczyć się z możliwością porażki i zawsze stawiać zlecenia stop. Przykładem może być niewielkie przebicie ostatniego high i powrót do spadków. No cóż, życie :)


Innym problemem może być dobranie wierzchołków. Nie zawsze dysponujemy klarownymi lokalnymi ekstremami, na których możemy się oprzeć. Często jest tak, że występuje kilka mniejszych swingów i musimy ocenić, czy uznajemy je czy odrzucamy. Pomocny może być do tego Zig-Zag (opisywany tutaj) ustawiony tak, żeby filtrował mniejsze wierzchołki.


Co natomiast może nam pomóc? Głównym elementem jest tutaj gwałtownie rosnący wolumen. Trzeba pamiętać, że chcemy złapać moment przełomowy, kiedy to zmienia się nastawienie inwestorów do danego waloru. Na poniższym przykładzie widać wyraźnie, że wolumen sygnalizował większe zainteresowanie spółką Poljadło. Ruchy mogą się wydawać małe, ale od punktu 1 o punktu 2 nastąpił wzrost o prawie 20% (to jest wykres liniowy, a nie logarytmiczny):


Myślę, że na razie to tyle w kwestii poszukiwania zmiany trendu. Trzeba też mieć na uwadze, że nie zawsze daje się wyodrębnić wierzchołki (np. spodek), nie zawsze mamy faktycznie do czynienia z odwróceniem trendu, oraz nie zawsze po spadkach następują wzrosty i vice versa, zatem możemy robić szerokie dno na ruchu bocznym.

wtorek, 11 maja 2010

O trendzie opowieści ciąg dalszy... (trend II)

Tym razem krótko wspomnę o wskaźniku, który wykorzystałem przy poprzednim wpisie dotyczącym trendów, czyli o Zig - Zag. Nie będzie to może jakaś wiedza rewolucyjna, ale z pewnością niektórym otworzą się oczy :)

Kiedyś miałem bardzo zabawną sytuację podczas backtestowania różnych systemów. Postanowiłem wypróbować właśnie ten wskaźnik i gdy otrzymałem raport, oczy prawie wyszły mi na wierzch. Podczas, gdy testowane wcześniej strategie dawały mi stopę zwrotu za dany okres w okolicach 300-500%, ZZ pokazał jakieś 8000%. Pierwsza myśl była prosta - GRAAL. Pobawiłem się trochę parametrami i udawało się wykręcić wyniki powyżej 10 000 %. Po początkowej euforii pojawiła się nutka podejrzenia, że to jest zbyt piękne, aby było prawdziwe. Zerknąłem do modułu pomocy w moim sofcie i poniższa notka zwaliła mi sufit na głowę:

Caveat: this function is based on Zig-Zag indicator and may look into the future - this means that you can get unrealistic results when back testing trading system using this indicator. This function is provided rather for pattern and trend recognition formulas.

Czym zatem jest Zig - Zag? Jest to krzywa nanoszona na wykres w celu wyszukania ewentualnych wierzchołków i dołków. Łączy ona ekstrema oddalone od siebie o co najmniej n%, który to parametr możemy dowolnie modyfikować, aby wyłuskać większe czy mniejsze wahnięcia. Poniższe obrazki pokazują cenę z naniesionym wskaźnikiem o odpowiednio 3,5% i 10% ruchu:
Jak widzimy, im mniejszy parametr, tym bliżej wykresu przebiega wskaźnik i tym częściej się załamuje. I w końcu rzecz najważniejsza - czy da się na nim zarobić. Moim zdaniem średnio. Próbując go wykorzystać do bieżącego tradingu, musimy być świadomi opóźnień, które Zig Zag generuje. I nie są to lagi, z którymi mamy do czynienia przy np. średnich kroczących, ale dość specyficzne "przeskoki" wskaźnika. Na wykresie historycznym wygląda to pięknie, gdyż łapane są wszystkie szczyty i dołki. Stąd też wysoka skuteczność w backtestach. Ale ZZ w swej konstrukcji odwołuje się do przyszłości. Na danych z przeszłości on z góry "wie", gdzie wypadnie takie to a takie ekstremum. Natomiast nie mamy tego komfortu w przypadku dopiero co tworzącego się wykresu. Zatem, gdy widzimy jakieś odbicie od dołka, ZZ (w zależności od czułości) ciągle pokazuje nam kierunek na południe. Gdy dochodzi któraś kolejna świeczka wyższa od poprzedniej, nagle wskaźnik zmienia kierunek i to nie od naszej sesji, ale od ostatniego swing low. Wtedy budzimy się z krótkimi pozycjami już w zaawansowanej fazie ruchu wzrostowego pokazywanego przez ZZ. Narzędzie to wyszukuje ekstrema ze sporym opóźnieniem, co znacząco ogranicza jego przydatność w bieżącym tradingu.

Niemniej może być to dobre narzędzie dla osób chcących wyszukiwać formacje cenowe w przeszłości. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedno zastosowanie, gdzie Zig - Zag może odegrać kluczową rolę. Czytałem o nim w jakimś artykule, być może w którymś z nielicznych skanów z Profesjonalnego Inwestora, które krążą po necie. Jest to statystyczne opracowywanie wysokości średniego swingu. Możemy "zlecić" ZZ łapanie dołków i górek oddalonych od siebie o np. 10%, a następnie mierzymy średnią wysokość swingu. Dzięki zebranym w ten sposób danym możemy próbować określać, kiedy nasz bieżący ruch przekracza średnią wartość swingu z np. ostatnich 3-5 lat i na tej podstawie liczyć prawdopodobieństwo dalszych wzrostów, czy też zmniejszać pozycję z racji podwyższonego ryzyka korekty. Ale jest to już zabawa dla osób, które kumają nieco statystyki i lubią bawić się analizą ilościową danych.

Jeśli komuś uda się dotrzeć do wspomnianego artykułu to niech da znać w komentarzu, może ktoś będzie zainteresowany.

poniedziałek, 10 maja 2010

Recenzja - Van K. Tharp - Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta

Osobiście sądzę, że jest to jedna z lepszych książek giełdowych, które zdarzyło mi się przeczytać. Może dlatego, że byłem (i wciąż trochę jestem) systemowcem, a do takich osób jest ona skierowana. Ale uważam, że każdy powinien się z nią wnikliwie zapoznać, przeczytanie jej dwa razy również nie zaszkodzi. W wersji anglojęzycznej występuje pod tytułem "Trade your way to financial freedom". Tłumaczowi gratulujemy.

Ale do rzeczy. Gracze rozpoczynający przygodę z giełdą poszukują Świętego Graala - idealnego sposobu na ciągłe zarabianie. Po jakimś czasie przekonują się, że Graal na giełdzie nie istnieje. Jednak dr Tharp (kolejny psycholog) trafnie przekonuje, że Graal jednak jest do osiągnięcia, lecz nie pod taką postacią, jakiej oczekujemy. Jest to zrozumienie pewnych rzeczy, odpowiednie "poukładanie" sobie w głowie. Wtedy mamy szansę na przetrwanie w giełdowym świecie. Pod tym względem ciężko przecenić tę pozycję, po prostu zmienia sposób patrzenia na rynek.

W dalszej części autor omawia podstawy tworzenia systemu. Jak zacząć, co w jakiej kolejności uwzględniać, jakich błędów się wystrzegać. I tu kolejna ważna rzecz, Tharp pokazuje, jak porównywać skuteczność dokonywanych transakcji. Wprowadza współczynnik "R", który pozwala nam na w miarę obiektywne ocenianie własnych działań.

Kolejny etap to bardzo ważne dla systemu: wejście, wyjście w celu ochrony kapitału, wyjście w celu realizacji zysków. Tharp podaje tu różne przykłady wejść i wyjść, omawia ich skuteczność oraz stara się wskazać, które będą najlepsze dla poszczególnych typów inwestowania.

I rzecz najważniejsza, kwintesencja książki - zarządzanie wielkością pozycji. Można cały początek pominąć, ale z tym rozdziałem należy się koniecznie zapoznać. Dlaczego? Dlatego, że w zależności od różnego zarządzania wielkością pozycji (dla tej samej strategii na tych samych sygnałach buy i sell) zyski wahały się od 32 tysięcy $ aż do 2,1 mln $. Różnica to tylko zarządzanie wielkością pozycji!! Zatem ten aspekt systemu może przesądzić o naszym być albo nie być.

Uważam, że jest to fantastyczna pozycja, nie można jej pominąć. Ale żeby nie było łatwo, są utrudnienia. Jeśli nie chcecie kupować książki, to krążący w sieci ebook jest mocno wybrakowany, ma poodwracane strony oraz jest częściowo rozmazany. Coś za coś :)

Wybaczcie nadużywanie pogrubienia, ale to powinno się rzucać w oczy.

niedziela, 9 maja 2010

Banalnie o trendzie (trend I)

Jak wszyscy wiemy, trend jest jedną z podstawowych kategorii analizy technicznej, więc nie będę omawiał zagadnienia kompleksowo, ale jedynie na potrzeby przyszłych wpisów. Postaram się pokazać moim zdaniem lepszy sposób na grę z trendem niż ten, który stosowałem na początku swoich działań na giełdzie, a który koresponduje z przyświecającą mi zasadą niskiego ryzyka oraz wysokiego prawdopodobieństwa sukcesu.

Wyróżnia się trzy stany rynku:

- trend wzrostowy
- trend spadkowy
- trend boczny

W kwestii tego trzeciego przypadku można toczyć spory, czy godzien on jest miana trendu, ale nie będę się teraz do tego odnosił. Równie dobrze można go nazywać ruchem bocznym, boczniakiem, brakiem trendu itp.

Kolejną rzeczą jest fakt, czy zawsze da się określić dominujący typ trendu. Oczywiście należy doprecyzować, o jaką klasę trendu chodzi. Czy ma to być trend bardzo długoterminowy, czy może trend kilkudniowy. Odpowiedzi mogą być sprzeczne, gdyż rynek może się równocześnie znajdować w fazie wzrostowej w długim terminie, spadkowej w średnim oraz zaliczać krótkoterminowe wzrosty.

A teraz do rzeczy. Trend wzrostowy to nic innego niż szereg szczytów i dołków, z których każdy kolejny jest położony wyżej od poprzedniego (dla trendu spadkowego odwrotnie). Z naszego punktu widzenia (co będę pokazywał w następnych wpisach) jest to kluczowy element całej definicji. Poniżej załączam przykład trendu spadkowego wyznaczonego właśnie tą techniką na Wig20 podczas ostatniej bessy:


Istnieje też kilka innych sposobów określania trendu. Często stosowanym narzędziem jest linia trendu, która łącząc co najmniej dwa minima cenowe, wyznacza kierunek dla ruchów rynku. Przebicie linii trendu, jeśli jest odpowiednio potwierdzone, może oznaczać zmianę trendu na przeciwny lub też rozpoczynać ruch boczny.

Innym sposobem wyznaczania tendencji panującej na rynku jest długookresowa średnia krocząca. Technika ta stosowana jest zwłaszcza przy mechanicznych systemach grających z trendem, jako element filtrujący sygnały otwarcia pozycji. Co do oparcia się w tradingu o samą średnią to z racji dużego opóźnienia nie jest ona szczególnie popularna.

Dla nas kluczowe będą lokalne szczyty i dołki, gdyż nie potrzebujemy filtra trendu (być może później się nad jakimś zastanowimy), ale setupu do zajmowania pozycji. Ale o tym już w następnych wpisach :)

sobota, 8 maja 2010

Wsparcie nad wsparcia - suplement

W komentarzu pod poprzednim wpisem pojawiła się uwaga, że być może na spółce EFH mamy do czynienia z formacją RGR. Postanowiłem spojrzeć na wykres jeszcze raz, ale właśnie pod kątem głowy i ramion.


Faktycznie, wygląda to jak RGR. Mamy oba ramiona, głowę oraz nawet linię szyi, na której zatrzymały się marcowe wzrosty. Zasięgu prognozował nie będę, zakładam w ciemno, że będzie to rzeczone 58 groszy. I teraz kilka słów komentarza.

Po pierwsze, RGR jest formacją odwrócenia trendu. Zatem układ, który mamy na wykresie powinien się raczej znajdować na szczycie, po długim okresie wzrostów, a tu, gdzie jesteśmy teraz pasowałoby bardziej odwrócone RGR, jako formacja powrotu do zwyżek. Więc po pierwsze, nie jest spełniony podstawowy warunek logiczny przemawiający za RGR, czyli niezdolność cen do wyznaczenia kolejnego wyższego wierzchołka.

Jeśli jednak założymy, że układ głowy i ramion miał miejsce, spróbujmy się zastanowić, co dalej. Ceny przełamały linię szyi mniej więcej 10 lutego, po czym dotarły do wsparcia w okolicach 1 zł, od którego się odbiły. Następnie cofnęły się w górę, ale ruch zatrzymał się na przedłużeniu linii szyi, co spowodowało ponowny spadek w rejony wsparcia. Teoria, o ile dobrze pamiętam, zakłada zamykanie długich pozycji (oraz ewentualne otwieranie krótkich) w chwili przebicia szyi formacji, lub też podczas cofnięcia po wybiciu. Zatem niejako w tym momencie formacja jest już za nami, kto miał sprzedać, sprzedał, kto miał wchodzić na krótko, również to zrobił (wirtualnie). Więc ewentualne RGR to już historia, a należy skupić uwagę na tym, co jest przed nami.

A najważniejszym zagadnieniem do rozważenia w tej chwili jest właśnie wsparcie, o którym pisałem poprzednio. Nie dość, że jest to bardzo silny poziom techniczny, to jeszcze zatrzymał spadki po wyjściu z RGR, co dodatkowo podkreśla jego znaczenie. Oczywiście można wywodzić, że jak była formacja głowy i ramion, to teraz czekają nas spadki. Ale nie zazdroszczę osobie, która w takich sytuacjach liczy oczekiwany zasięg, zajmuje krótką pozycję, po czym zadowolona z siebie kładzie zlecenie kasujące zyski i zapomina o spółce, gdyż już wszystko jest ustalone. Otwarte transakcje należy śledzić nieustannie (zwłaszcza, jeśli nie stosuje się systemu mechanicznego), gdyż rynek może nam w każdej chwili wywinąć jakiś numer. Stąd też kluczowa rola omawianego wsparcia.

Oczywiście to tylko moje zdanie na ten temat. Nie jest przecież wykluczone, że ceny przebiją bez problemów poziom 1 zł i dotrą w okolice 58 groszy. Trading to gra prawdopodobieństw, a ja mimo wszystko obstawiam odbicie. Co więcej, postawiłem na to pieniądze :)

piątek, 7 maja 2010

Wsparcie nad wsparcia

W czasach, kiedy panika zalewa rynki, a wszystkie techniczne poziomy pękają jak zapałki, postanowiłem wlać trochę otuchy w serca osób, które wierzą, że analiza techniczna może sprawdzać się nawet w czasach takich zawirowań. Mam nadzieję, że nie dam plamy i spółka którą chcę pokazać nie zwali się w najbliższych dniach na pysk i nie narobi mi wstydu :)

Wsparcia, jak wiadomo, bywają silniejsze lub słabsze. Z reguły, im więcej razy było testowane i nie przełamane, tym silniejsze. A co powiecie na wsparcie, które w przeciągu ostatniego 1,5 roku jest testowane piąty raz i ciągle nie zostało przełamane? Ponadto, jest to poziom ekstremalny, czyli ceny nigdy poniżej niego nie zeszły, a odbicia od kreski bywają bardzo przyjemne, wzrosty sięgają nawet 50%. Brzmi interesująco?

EFH podpowiedział mi kolega studencina, gdyż sam zazwyczaj nie zapuszczam się poza indeksy w poszukiwaniu okazji do wejścia. Wiem, że tracę przez to wiele setupów, ale nie jestem w stanie przejrzeć wszystkich spółek na GPW. Zerknijmy więc na wykres w kilku różnych ujęciach:


Jak widzimy spółka nie zaliczyła szczególnych sukcesów i od emisji praktycznie systematycznie traciła, aż do początku 2009 roku, kiedy to zatrzymała się w okolicach złotówki. Od tamtej pory, przy wyraźnie zwiększonych obrotach, stara się oderwać od poziomu wsparcia, ale jak widać próby te nie zakończyły się sukcesem i dziś znajdujemy się w punkcie wyjścia.

Ta mała czerwona kreska na poziomie 1,06 oznacza mój poziom wejścia. Dzień o bardzo wysokich obrotach to ten, w którym dowiedziałem się o spółce, więc postanowiłem zameldować się niezwłocznie na pokładzie, co uczyniłem na kolejnej sesji. Niestety, od tamtej pory rzeczy nie idą tak, jak zakładałem, ale póki wsparcie trzyma, nie zamierzam się tym przejmować. Można brnąć w szczegóły i argumentować, że ostatnia świeczka to ewidentne oznaki odwrócenia, czy też wyczerpania podaży, więc "teraz to już będzie tylko rosło", ale byłoby to myślenie życzeniowe i naginanie rzeczywistości do własnych potrzeb.

W obecnym przypadku zakładam, że wsparcie wytrzyma po raz kolejny i jestem w stanie znieść przebicie mniej więcej do ceny 0,95, gdyż liczę jednak na wzrosty. Mam tylko nadzieję, że nie okażę się ostatnim sprzedającym na końcu jakiegoś długiego cienia :)

Co do wzrostów to nie określam konkretnego poziomu. Spółka ma niestety mało stabilne notowania, bywa że rozpiętość świecy sięga kilkunastu groszy, więc znacznie trudniej będzie prowadzić transakcję. Niemniej liczę, że dostanę tę szansę zamiast wylecieć na stopie. Czas pokaże...

czwartek, 6 maja 2010

Czy istnieje coś takiego, jak ładny wykres?


Nie chcę wprowadzać do tematyki giełdowej określeń dość rzadko z nią kojarzonych. Wszak nie chodzi o to, żeby coś było ładne czy nie ładne, ale żeby zarabiało pieniądze. Lecz z drugiej strony inwestorzy podchodzący do rynku od strony analizy technicznej zarabiają właśnie na fakcie, że wykres wygląda tak, a nie inaczej. Można zatem puścić nieco wodze fantazji i przypuścić, że jak się odpowiednio długo patrzy na zapis cen, to podobnie jak w filmie Matrix, nie widzi się już świec, lecz brunetki, blondynki i rude...

No dobra, trochę się zapędziłem, ale myślę, że warto się zastanowić, czy pewne wykresy mogą być na pierwszy rzut oka bardziej atrakcyjne niż inne, oraz czy idą za tym jakieś pieniądze.

Przypadek pierwszy:


Myślę, że słowo "sieczka" najlepiej oddaje to, co można dostrzec na pierwszym obrazku. Szczerze powiem, że jak widzę coś takiego to od razu szukam następnego wykresu. Nie dość, że na spółce brak jest konkretnego kierunku, co samo w sobie nie jest jeszcze niczym niezwykłym, to świece wydają się zupełnie chaotyczne, jakieś strzały, odbicia, przeloty w górę i dół bez żadnego efektu. Tymczasem...

...spółka druga pokazuje wykres, który jest znacznie bardziej przyjemny dla oka. Jeśli ceny wytyczają kierunek to raczej się go trzymają, nie ma przypadkowych wypadów w górę i dół, kolejne swing high i swing low wyznaczane są stosunkowo wyraźnie, co sprawia że ewentualna analiza sytuacji jest dość czytelna. Ponadto, ceny praktycznie co do grosza wyrównują opór, podczas gdy kolejne, coraz wyższe swing low pokazują, że rynek jest silny i może ruszyć w górę. No bajka.

Co różni oba wykresy? Obroty. Na pierwszej ze spółek są bardzo mizerne, często nie przekraczają nawet 100 akcji dziennie. Sprawia to, że spread jest duży oraz nawet niewielkie zlecenie może zachwiać cenami w niekontrolowany sposób. W drugim przypadku widzimy bardzo stabilne, wysokie wolumeny, dzięki czemu rynek porusza się "zgrabnie" i z dużą dozą stanowczości.


Przypadek drugi:

Powyżej widzimy dwa wykresy, na których ceny poruszają się mniej więcej ruchem bocznym. Poza tym, że niższy z nich ma bardziej czytelny przebieg świec, różni je bardzo istotny szczegół - wysokość "formacji" na skali. Gdybyśmy kupili pierwszą spółkę na październikowych dołkach a sprzedali podczas grudniowych szczytów, zarobilibyśmy mniej więcej 14%. Natomiast kupno drugiej z nich w listopadzie i sprzedaż w styczniu zapewniłaby zysk rzędu 32%. Zatem widzimy, że nie zawsze to, co wygląda podobnie na wykresie, przynosi porównywalne profity.

To są dwa główne aspekty, które można precyzyjnie pokazać na przykładach. Niemniej istnieje też ten czynnik niemierzalny, który wpływa na mój dobór spółek do transakcji. Ciężko go ująć, ale stosunkowo dobrym przykładem jest wklejony wyżej wykres TVN. Kurs porusza się stabilnie, spokojnie zaznacza kolejne swingi oraz respektuje istotne poziomy techniczne. Niestety podobnie wyglądających spółek jest niewiele, stąd też inwestorzy dyskrecjonalni są skazani na częste ponoszenie wyższego ryzyka na akcjach poruszających się bardziej chaotycznie. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać, iż to, co uchodzi za sprawę nieistotną dla AT, może mieć duże znaczenie dla naszego portfela.

środa, 5 maja 2010

Recenzja - Alexander Elder - Zawód inwestor giełdowy

Elder jest psychiatrą. I jak na takiego przystało, 1/3 książki poświęcił psychologii inwestowania. Wywody czasami dość rozwlekłe, lecz warto je przeczytać, gdyż zawarł tam rzeczy ważne, z których często nie zdajemy sobie sprawy. Opisuje zarówno uwarunkowania jednostki, jak i zachowania tłumu. Wspomina o zagrożeniach, które z ukrycia "okradają" nas z zysków (np. slippage).

W dalszej części autor omawia podstawy AT (choć nieco mniej dokładnie niż Murphy) takie jak budowa świecy, definicja trendu czy luki cenowe. Nieco dalej przedstawia poszczególne wskaźniki oraz oscylatory. Co bardzo cenię w tej części to podpunkty "zasady gry", gdzie Elder opisuje, jak można (bo przecież sposobów jest mnóstwo) wykorzystywać poszczególne elementy do zarabiania.

Kolejna część zawiera dość interesujące wskaźniki i systemy opracowane przez samego autora. "Elder-ray", "force index" czy też "tripple screen" to interesujące propozycje, z którymi warto się zapoznać.

Pod koniec książki znajdziemy rozdział, od którego zaczynać się powinna każda książka o giełdzie, mianowicie "zarządzanie ryzykiem". I choć Elder Ameryki nie odkrywa to dość składnie opisuje zagrożenia związane z brakiem dyscypliny przy inwestycjach oraz podstawowe sposoby zapobiegania bankructwu.

Podsumowując, książka wartościowa, choć momentami nieco przegadana. Jednak czas poświęcony na jej przeczytanie nie będzie czasem zmarnowanym.

wtorek, 4 maja 2010

Wsparcie zwykłe, czy niezwykłe?

Podczas ostatniego przeglądania wykresów, wynotowałem sobie spółkę Optimus, gdyż zauważyłem, że zbliża się do wsparcia. Dziś przyjrzałem jej się bliżej i postanowiłem zrobić z tego niewielki wpis. Oto obrazek:


Na pierwszy rzut oka nic szczególnego, no może poza okazją do zajęcia pozycji. Ceny w dniu dzisiejszym wyrównały wsparcie z lutego, więc zakładając że jutro będą się poruszały mniej więcej w tym samym miejscu, mamy możliwość do kupna w idealnym dołku, jeśli rynek faktycznie pójdzie w górę. Ale musimy spojrzeć na tę sytuację z nieco innej perspektywy. Jakiej? Takiej:


W kontekście szerszego obrazka nasze wsparcie nabiera nieco innego znaczenia. Nie jest to wyrównanie jakiegoś swing low, ale niejako walka o wsparcie całej formacji z ostatniego roku. Jeśli ceny spadną poniżej poziomu 1.17 znajdą się na poziomie najniższym od kwietnia 2009.

Przesłanki za wejściem

Jest to kluczowe wsparcie z szerokiego punktu widzenia, gdyż ceny odbiły się od niego pod koniec kwietnia 2009, następnie w czerwcu tego samego roku oraz w lutym 201o. Obecnie zatem można stwierdzić, że mamy do czynienia z walką o być albo nie być. Mamy więc okazję do kupna praktycznie za bezcen z minimalnym ryzykiem oraz perspektywą wzrostów o jakieś 20% do najbliższego swing high lub też jeszcze większych, ale trudnych do określenia.

Przesłanki przeciwko wejściu

Spójrzmy na nieco krótszą perspektywę. Widzimy, że ceny od października 2009 systematycznie spadają. Jedyny wyjątek stanowi marcowy wybuch optymizmu, który jednak niczego nie dokonał, gdyż ceny ponownie spadły na poziom 1.17. Wejście w tym momencie jest niejako pakowaniem się przeciwko trendowi. Gdyby miało iść w górę, to by poszło przy okazji poprzednich zwyżek, a rynek oddał je bez protestów. Zatem może i jest to wsparcie, ale wiele wskazuje, że zostanie przełamane.

Zatem co robić?

Przemyśleć sprawę :) Rozważyć wszystkie "za" i "przeciw", a przede wszystkim ocenić, czy jesteśmy w stanie zaryzykować jakieś 5% na transakcji (sądzę, że poziom 1.11 jest odpowiedni na stop w tej sytuacji) licząc na trudne do zdefiniowania zyski. Może się zdarzyć tak, że rynek nawet nie dociągnie do poziomu marcowych szczytów, ale da nam to szansę zgarnięcia kilku % z parkietu.

Nie będę tu doradzał kierunku, każdy musi zrobić sobie rachunek potencjalnych korzyści i realnego ryzyka. Wpis miał na celu pokazanie, że czasem trafia nam się tytułowe niezwykłe wsparcie :)

poniedziałek, 3 maja 2010

Bo ustawianie zleceń stop to prosta sprawa...

No, może nie zawsze :) Niemniej sądzę, że w pewnych sytuacjach możemy ustawić stopa z dość dużą pewnością, że stoi on w dobrym miejscu. Jakie to sytuacje?

Zapewne znacie wiele technik stawiania początkowych zleceń obronnych. Czasem wyznacznikiem jest zmienność mierzona ATR czy też odchyleniem standardowym. Innym razem stawiamy stopy w odległości n% od ceny wejścia lub w oparciu o nasze zarządzanie kapitałem (tzw. stop na linii kapitału). To ostatnie jest moim zdaniem najgorszą rzeczą, gdyż stopy powinien wyznaczać rynek, a nie nasz portfel. Od zarządzania ryzykiem mamy decydowanie o wielkości pozycji. Ale to tak na marginesie.

Jak już wcześniej kilkukrotnie pisałem, patrzę na wykresy bez przetwarzania ich wskazań za pomocą jakichś zaawansowanych narzędzi. W zasadzie nie używam praktycznie niczego poza liniami prostymi (lub też odcinkami, jak ktoś troszczy się o detale). Uważam wsparcia i opory za miejsca o szczególnym znaczeniu, w których zachodzi większe prawdopodobieństwo niż gdzie indziej, że cena zawróci. Powiecie, że to już wiecie, że chcecie o stopach...

Stopa początkowego stawiam tam, gdzie setup wejścia uznam za przekreślony.

Można jednym zdaniem opisać technikę stawiania stopów? Można. Ale trzeba to nieco rozwinąć, gdyż inaczej wpis nie bardzo miałby sens.

Zajmowanie pozycji na rynku w oparciu o formacje czy też wsparcia/opory ma tę zaletę, że zazwyczaj mamy jednoznaczną odpowiedź, czy zakładane przez nas zachowanie cen miało miejsce czy nie. Wsparcie albo wytrzymało albo pękło, nie ma tu specjalnie miejsca na rozwodzenie się. Zatem jeśli wchodzimy na długo przy testowaniu wsparcia, stosunkowo szybko mamy odpowiedź, czy podjęliśmy dobrą decyzję. Cała trudność polega jednak na tym, aby ocenić, gdzie leży ten magiczny punkt, w którym uznajemy, że setup padł.

I tu mogą pojawić się wątpliwości. Popatrzmy:


Czy w obecnej sytuacji na KGHM uznajemy, że wsparcie zostało przełamane? Niby ceny się odbiły, ale widzimy wyraźną penetrację linii wsparcia. Czy fakt, że przełamanie nie przekroczyło 1*ATR(15) pozwala na uznanie, że jednak wytrzymało? A co z wcześniejszym testem z 28 sierpnia? Był jeszcze mniejszy, po czym ceny poszybowały o 20% w górę. Czy to było odbicie, czy przełamanie?

Na te i podobne pytania będziemy musieli sobie odpowiadać w toku naszych działań tradingowych. W chwili obecnej zastanawiamy się czysto teoretycznie, gdyż nie zajęliśmy pozycji. Jako, że nie kupiliśmy akcji, nie mówimy o jakimś konkretnym setupie wejścia. Można przecież kupować w ciemno po cenie równej wsparciu i liczyć, że wytrzyma. Ba, można kupić jeszcze przed testem kreski. Inne techniki zakładają, że ceny muszą po penetracji pokonać pewną odległość w górę, zanim dokonamy kupna. Ale we wszystkich przypadkach, dwóch wyprzedzających zachowanie cen, trzecim reagującym na nie, musimy postawić stopa początkowego. W pierwszej technice, jedynym punktem odniesienia jest dla nas poprzednie Low, więc musimy dobrać jakąś wartość, o którą odsuniemy stopa. Odmiennie jest przy czekaniu na ruch powrotny, wtedy mamy już drugie swing low i stanowi ono dla nas dużą pomoc przy ustawianiu stopa. Wtedy umieszcza się go zazwyczaj poniżej tego ostatniego minimum.

Miało być prosto, łatwo i przyjemnie, ale sprawy się nieco zagmatwały. Zatem bez zbędnego komplikowania powiem: stopa rzucamy tam, gdzie uznajemy, że kluczowy poziom (w oparciu o który wchodzimy) został przełamany. Z własnych doświadczeń dodam, że nie należy pryncypialnie trzymać się pojedynczych tików. Zakładając, że mamy do czynienia z obszarem wsparcia lub oporu, a nie punktem, powinniśmy pozwolić cenom na częściową penetrację. A skoro patrzymy na ruchy cen, musimy brać też pod uwagę zmienność panującą na danym walorze. Stąd też będziemy mieli znacznie mniejszą tolerancję dla penetracji na spokojnych spółkach niż na tych bardziej "rozbieganych".

Jeśli chodzi o mnie to nie mam jakichś szczególnych współczynników dla oddalania stopów. Oceniam to "na oko" i oczywiście czasem mam rację, czasem nie, ale tak to jest w tej branży. Robię to dokładnie tak, jak mówi główna zasada: stawiam zlecenie tam, gdzie uznaję, że poziom został przełamany.

Pokażmy to na przykładach już opisywanych na tym blogu:

PGE


Spółka raczej spokojna, bez większych ekscesów. Zatem stop ustawiłem stosunkowo blisko wsparcia (0,5 ATR(15)) sądząc, że jeśli ono padnie to ruch będzie kontynuowany. Wchodziłem czekając na odbicie cen, zlecenie wejścia kilka tików nad świecą "macającą" czerwoną kreskę.

Świecie


Spółka o mniejszych obrotach i bardziej dynamicznych zmianach. Stąd też zlecenie obronne ustawiłem nieco ponad 1 ATR(15) od wsparcia, aby ceny mogły ewentualnie nieco je "zbadać". Odmiennie też od poprzedniej sytuacji, zaleciłem wejście jeszcze przed zejściem cen w okolice czerwonej kreski, co okazało słusznym rozwiązaniem, gdyż na dzień dzisiejszy ceny szybują w górę bez penetracji. Nie wynikało to z mojego "czucia" rynku. Po prostu uznałem poziom 69 zł za atrakcyjny na tyle, aby zaryzykować. Ewentualne czekanie na ruch w górę mogło spowodować, że ceny by nam szybko odjechały i albo byśmy nie kupili wcale, albo bardzo drogo i do tego z dużym ryzykiem.

Kopex


Teraz trochę inna sytuacja, gdyż mamy odmienny setup. W tym przypadku za porażkę naszej koncepcji wejścia uznałem przebicie ostatniego minimum. Jakoś szczególnie nie myślałem nad ustawieniem tego stopa, ale wrzuciłem go tuż poniżej poziomu 20 zł, co daje nam nie tylko kilka tików luzu, ale też ustawia nas pod okrągłą liczbą, która może stanowić kluczowy poziom. Możliwe jest, że byśmy wylecieli (lub wylecimy, czas pokaże) na stopie przy jakiejś penetracji sięgającej 0,5 ATR. Niemniej stop stoi dopiero pod swing low, gdyż każdy wyższy poziom wydaje się niewłaściwy.

I bardzo ważna uwaga: stawianie stopów i ich działanie to gra prawdopodobieństw. Nigdy nie mamy gwarancji, że nasze "dobrze" ustawione stopy nie zostaną strzelone po czym cena nie poszybuje w górę. Niestety, takie przypadki będą się zdarzały i jedyne, co możemy zrobić to analizować porażki w poszukiwaniu błędów. Sukcesy zresztą też warto analizować. Więc zbierajmy dane z transakcji i gdy dojdziemy do wniosku, że nasze zlecenia za często strzelają, postarajmy się je trochę odsunąć. Nie jest to raczej technika dająca się przetestować na danych historycznych, więc nie uzyskamy "statystycznie najlepszej odległości". Pozostaje nam metoda prób i błędów.

niedziela, 2 maja 2010

Znaczenie wsparć i oporów

Już na samym wstępie przyznam, że poziomy te stanowią kluczowy składnik stosowanych przeze mnie technik inwestycyjnych. Kiedy patrzę na wykres, od razu mój tok myślenia kieruje się w stronę wyszukiwania najbliższych potencjalnych wsparć i oporów, co pozwoli ewentualnie zająć pozycję. Dlaczego przykładam do nich tak wielką wagę? O tym za chwilę.

Czym są wsparcia i opory?

Ogólnie rzecz ujmując, są to miejsca na skali pionowej wykresu, które mają szczególne znaczenie dla uczestników rynku. Nie działa tu nic więcej oprócz psychologii, która przejawia się w składanych zleceniach. Zazwyczaj postrzega się wsparcia, jako obszary, od których spadające ceny się "odbiją" i zaczną rosnąć oraz odwrotnie, opory jako pewnego rodzaju bariery dla wzrostów. Myślę, że jakiejś szczególnej rewolucji tutaj nie wprowadzę, więc podarujmy sobie nadmiar teorii.

Co może być wsparciem lub oporem?

Przede wszystkim są to poprzednie swing high oraz swing low. Jeśli mamy już wyodrębniony jakiś szczyt cenowy, po którym nastąpiła korekta w dół, możemy oczekiwać, że wierzchołek ten będzie stanowił opór dla kontynuacji wzrostów. Jego przebicie natomiast będzie świadczyło o sile trendu wzrostowego.

Druga kwestia to obszary, gdzie ceny przebywały przez jakiś czas poruszając się w wąskim zakresie, a następnie wybiły się w górę lub w dół. Wtedy ewentualna korekta powinna zatrzymać się na poziomie tego wąskiego zakresu, który wyznacza wsparcie. Pod to podciągam również wsparcia, które stają się oporami i na odwrót.

Kolejne potencjalne wsparcia oraz opory to luki cenowe. Niektórzy uważają, że stanowią one bardzo dobry punkt do oczekiwania na zwrot ruchów cen.

I w końcu magia okrągłych liczb, czyli znaczące poziomy, których przełamanie będzie "wydarzeniem", więc zazwyczaj wokół nich stoi masa zleceń.

Słówko komentarza. Najbardziej wiarygodnymi poziomami wsparcia i oporu są, według mnie, te wyznaczane przez same ceny. Zatem mniej sugeruję się poprzednimi konsolidacjami, choć one też są stosunkowo ważne, jeszcze mniej okrągłymi liczbami, choć dostrzegam ich znaczenie, natomiast zupełnie odpuszczam sobie luki, jako nieistotne. Możliwe, że mają one znaczenie dla intradayowców, ale nie zauważyłem takiej zależności na danych dziennych.

Co świadczy o sile wsparcia lub oporu?

Przede wszystkim jest to ilość nieudanych przebić. Jeśli ceny wyznaczyły wierzchołek po czym spadły, to przy kolejnym podejściu jest bardzo możliwe, że opór zostanie pokonany. Lecz jeśli ceny znów spadną to trzecie podejście do tego poziomu będzie najprawdopodobniej nieudane. Chyba, że popyt będzie wyjątkowo silny i przeważy zlecenia sprzedaży znajdujące się pod oporem.

Drugą kwestią jest czas, jaki ceny przebywały blisko wsparcia. Jeśli to jest jedna świeca wyznaczająca ekstremum, możemy zagrać pod odbicie, ale mamy relatywnie słabe szanse. Natomiast jeśli ceny "ocierały" się o ten poziom przez dłuższy czas, może to świadczyć o niemożności pokonania go, co daje okazję do zagrania przeciwko przebiciu.

Kolejna rzecz to wolumen. Jeśli obroty przy testowaniu oporu lub wsparcia są znaczne, może to świadczyć o intensywnej "walce" między popytem a podażą. Wynik tej walki jest tym bardziej znaczący, im większe siły rzucono do bitwy (wolumen).

Wsparcia stające się oporami

To jest piękna sprawa. Przebite wsparcie lub opór nie popadają w niebyt, lecz są również znaczące z punktu widzenia późniejszych korekt. Jeśli w trendzie wzrostowym pęknie w końcu długo opierający się opór to prawdopodobne jest, że ewentualna korekta ruchu wybicia zatrzyma się właśnie na nim, z tym że teraz będzie pełnił rolę wsparcia. Podobnie się sprawy mają w przypadku spadków, przebite wsparcia stają się oporami dla korekt.

Wsparcia i opory w formacjach

Jest kilka formacji wykorzystujących wsparcia i opory. Wymienię tylko prostokąty oraz trójkąty zwyżkujące i zniżkujące. Chwilowo odrzucam trójkąty symetryczne, gdyż żadne z ich ramion nie przebiega poziomo. W powyższych układach mamy do czynienia z testowaniem ekstremów, gdyż co najmniej jedno odbicie (pierwszy wierzchołek + odbicie) jest wymagane do utworzenia formacji. Stąd też mamy możliwość gry zarówno pod wybicie, jak też na powrót do formacji (jeśli ma ona odpowiednio duże rozmiary).

Wsparcia i opory przebiegające inaczej niż poziomo

Oczywiście istnieje wiele metod wyznaczania tego typu miejsc. Do najpopularniejszych należą linie trendu oraz średnie kroczące o wysokich parametrach. Te pierwsze są przydatnym narzędziem, ale istnieje wiele uznaniowości w ich wyznaczaniu, stąd najsilniejsze są te najbardziej "oczywiste". Z drugiej strony wsparcia i opory przebiegające na średnich uważam za mało istotne, mimo iż czasami ewentualne korekty właśnie tam się zatrzymują. Ciężko mi jest ocenić, ile w tym jest przypadku, a ile świadomej gry popytu i podaży.

Zalety gry na wsparciach i oporach

Należy do nich zaliczyć przede wszystkim jasność. Gdy mamy na wykresie dwukrotnie obronione wsparcie to z dużą łatwością możemy założyć, w jakim obszarze zatrzyma się ewentualna trzecia próba testowania. Mamy też świadomość, że wielu innych uczestników rynku dostrzegło ten poziom, co pozwala nam wykorzystać samospełniającą się prognozę.

Druga, bardzo ważna kwestia to dość klarowne zachowanie cen przy wsparciu/oporze. Jeśli poziom zostaje przełamany to możemy zakładać, że jedna strona dominuje nad drugą, więc nie ma co się szarpać lub też nie należy liczyć, że "może jednak zawróci i pójdzie w naszą stronę". I odwrotnie, jeśli dane ekstremum zostaje obronione to oczekujemy raczej ruchu powrotnego. Oczywiście zdarzają się fałszywe przebicia oraz fałszywe odbicia, ale po to mamy zlecenia stop, aby chroniły nas przed błędami.

I myślę, że najważniejsza z zalet - wsparcia i opory działają na wszystkich rynkach oraz na wszystkich interwałach czasowych. Niezależnie od tego, czy jesteśmy intradayowczem, czy bawimy się na słupkach dziennych, możemy wykorzystywać te same techniki gry. Troszkę bardziej złożona jest sprawa z certyfikatami strukturyzowanymi, gdyż tam dochodzi czynnik walutowy, który praktycznie rozbija nam całą psychologię leżącą u podłoża wsparć i oporów.

Wady

Pierwsza wynika z natury ruchów cen. Jeśli gramy pod odbicie od poprzedniego swing high, a za sobą mamy bardzo dynamiczny trend wzrostowy to raczej zostaniemy wyrzuceni na stopie, gdyż próbujemy walczyć z trendem. Zatem zawsze liczy się szerszy obraz rynku i zajmowanie pozycji zgodnie z dominującą tendencją. Na pociechę dodam, że czasem uda się złapać podwójny szczyt lub też podwójne dno, co sprawia, że nasza pozycja zarabia dość pokaźnie (w zależności od jej prowadzenia).

Kolejną sprawą jest gra w konsolidacjach. Zajmując pozycję na powrót do formacji prostokąta wiemy, że nasz potencjał zarobku jest ograniczony z racji drugiego końca formacji. Oczywiście każdy prostokąt kiedyś zostaje przełamany, ale mimo wszystko nie mamy przed sobą dziewiczego wykresu.

I ograniczenie najbardziej dotkliwe - brak krótkiej sprzedaży na akcjach, co praktycznie obcina nam o połowę ilość okazji inwestycyjnych. W tej sytuacji ewentualne opory mogą nam służyć jako miejsce do zamykania całej lub części pozycji, natomiast nie możemy wejść na krótko i czerpać z odbicia. Pewną alternatywą są tutaj inne instrumenty, jak kontrakty, czy forex. Ale zwolennicy rynku kasowego muszą niestety zaczekać do września, na kiedy to jest zapowiadane uruchomienie krótkiej sprzedaży.

Kilka obrazków

Czas na ulubione zajęcia każdego tradera, czyli mazanie po historycznych wykresach i pokazywanie "co by było gdybym wtedy kupił/sprzedał". Nie chcę tu na siłę udowadniać, że wszędzie da się dostrzec wsparcia i opory, ale jednak są one obecne w ruchach cen, a prezentowane przeze mnie setupy są właśnie poszukiwaniem potencjalnych okazji inwestycyjnych. Zatem lecimy...

Wig 20

BRE

Cersanit

Erbud

FPKNH10

Bank Handlowy

Hygienika

Koelner

Millenium

Ruch

TVN

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails